Facebook G YT Twitter

UWAGA!

Strona nie przechowuje żadnych danych osobowych, poza imieniem i nazwiskiem autorów i bohaterów artykułów.

Administrator

Marek Malman 

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Koniecznie muszę kupić samochód! Kupić samochód, kupić samochód... Ta myśl nie daje mi spokoju już od dawna. O ile do tej pory brak samochodu mi nie przeszkadzał, to teraz zaczęło mnie to boleć. Dziś zakup samochodu to żaden problem i stać mnie na to. Dlaczego więc ciągle zwlekam z decyzją? Mam ku temu ważny powód. Otóż marzy mi się auto terenowe - wędkarski wehikuł, którym wjadę pod każdą górę i przejadę przez każde błocko, a dodatkowo będę mógł nim pomykać po europejskich autostradach w drodze na Ebro i inne słynne łowiska. Mało tego moje auto musi też mieć odpowiedni wygląd, tak aby spodobało się mojej przyszłej żonie. Wymagania mam więc duże i choć pragnienie posiadania czterech kółek jest potężne, to nie potrafię podjąć decyzji niczym blondynka, która przeżywa rozdwojenie jaźni próbując dobrać pomadkę. Obłęd w ciapki, paranoja, karuzela niezdecydowania - szaleństwo! Dość jednak tego! Trzeba zasnąć bo jutro Marcin przyjeżdża po mnie i jedziemy na karpie do Jarosławek.

 



 

Z Marcinem umówieni byliśmy na 10:00 pod moim domem. Przyjedzie do mnie ze Szczecina nadkładając drogi tylko dlatego, że jestem niezmotoryzowany. Dobrze mieć takiego kolegę, który jest gotów własnym kosztem sprawić radość innemu człowiekowi. Takich kumpli jak Marcin miałem w podstawówce kilku, oni jednak poszli w świat i przez wiele lat nie było obok mnie żadnego godnego zaufania faceta. Jestem osobnikiem bezalkoholowym, więc wielu ode mnie stroni, a facetowi oprócz ukochanej kobiety potrzebni do szczęścia są kumple! Przez wiele lat nie miałem ich wokół siebie. Wszystkie moje znajomości z mężczyznami były relacjami służbowymi, na dodatek obwarowanymi różnymi dziwnymi zasadami służbowej podległości i zależności. Dopiero niedawno poznałem kilku fantastycznych facetów, którzy sprawiają, że do szczęścia brakuje mi już tylko żonki i auta. Marcin jest jednym z nich i to właśnie z Marcinem jedziemy do Jarosławek przez Stargard, gdzie czekał na nas kolejny kumpel i towarzysz wielu moich wędkarskich wypraw - Sebastian. Do pełni szczęścia brakuje mi na tej wyprawie tylko Jurka, ale Jurek nie jest karpiarzem, a poza tym opiekuje się swoją chorą mamą i nie może sobie pozwolić na opuszczenie jej dłużej niż na kilka godzin dziennie. Z Jurkiem jestem jednak umówiony na jesienne spinningowanie, zostawmy go więc w spokoju i zajmijmy się karpiową wyprawą, bo pewnie już za długo przynudzam wylewając swoje myśli prawie jak na spotkaniu z psychiatrą.

 

Po dotarciu na miejsce czeka nas dość nie miła niespodzianka. Pani która nas powitała i skasowała pieniądze za łowienie zażyczyła sobie, że chce sprawdzić nasz sprzęt. Było to bardzo irytujące i myślałem, że wyjdę z siebie udając, że ta kontrola jest słuszna i dla mnie zrozumiała. Otworzyłem więc swój pokrowiec pokazując wędkę żyłkę i matę karpiową. Na widok tego sprzętu pani nagle się odmieniła, zaczęła być życzliwsza. Dla nie wtajemniczonych wyjaśnię, że na łowiskach komercyjnych obowiązują pewne dość sztywne zasady dotyczące sprzętu. W Jarosławkach głównym wymogiem jest posiadanie maty karpiowej, dużego karpiowego podbieraka, grubych żyłek na kołowrotku, haków bezzadziorowych i tak zwanego psik-psika, czyli środka dezynfekującego rany karpiowych pysków zrobione haczykiem, który to specyfik wydaje się być zwykła wódą :)

 

Spełniając wszystkie wymogi łowiska otrzymujemy klucze do przyczepy kempingowej i jedziemy na swoje stanowisko. Bez zbędnych dyskusji każdy z nas zaczyna montować swoje wędki. Chłopaki pomagają mi w zmontowaniu moich zestawów z użyciem miękkiej rurki antysplątaniowej (wymóg łowiska). Nawet nie pytajcie czego używam na co dzień na otwartych wodach zamiast tej rurki i tak wiecie, że jestem crayzolem więc dodatkowe dowody na potwierdzenie tego są zbędne :) Po kilkunastu minutach pierwsze zestawy lądują w wodzie. W użyciu są kulki proteinowe o zapachu truskawki, banana, raka, japońskiej kałamarnicy, kukurydzy i kociego wyziewu. Brakuje jednak w naszym zestawie kulek o zapachu gaździny bez sukienki,  ten zapach rezerwujemy na przyszły rok.

 

 

 

 

 

Po zarzuceniu wędek nie mamy już nic do roboty poza czekaniem. Widać w nas wszystkich duże nadzieje na złowienie pięknych karpi. Każdy ciągle spogląda na swoje zestawy, a jeśli nie spogląda, to nasłuchuje czy przypadkiem sygnalizatory nie piszczą. Wkrótce jednak Marcin i ja mamy oprócz karpi też inne pragnienie. Chcemy poznać łowisko, zobaczyć jak ono wygląda w różnych miejscach. Kiedyś przyjeżdżałem na Jarosławki jednak widok pilśniowo drewnianych wiat stojących tu jedna na drugiej, tak bardzo mnie raził, że znielubiałem to miejsce i zarzekałem się nie przyjeżdżać tu nigdy. Tego postanowienia dochowałem przez trzy lata i teraz po trzech latach zastałem łowisko zupełnie inne. Wprawdzie nadal są na nim te paskudne wiaty, to widać jednak, że właściciele nie dbają o nie, co daje mi nadzieję na to, że są przeznaczone do likwidacji. Poza wiatami rzucają się w oczy gęste nasadzenia małych drzewek i krzewów co sprawia wrażenie, że łowisko jest naturalne, a to już zaczyna mi się podobać. Idziemy więc z Marcinem na zwiady. Oglądamy małe stawiki dla spławikowców pilnowane przez kozę, następnie łowisko sumowe - dość dziwne w kształcie koła z wyspą po środku.

 

 

 

 

Naszym oczom następnie ukazują się kapitalne wędkarskie stanowiska położone w zachodniej części łowiska. Postanawiamy następnym razem właśnie tutaj łowić. Po zwiedzeniu zachodniego brzegu idziemy zobaczyć co jest takiego na stanowisku ulubionym przez naszego kolegę Przemka Zientka ( celowo nie zdradzam numeru stanowiska). Kiedy docieramy na to miejsce wszystko staje się jasne. W tym miejscu aż pachnie karpiami, woda układa się w kształcie karpiowych łusek, kształty drzew i krzewów przypominają swoimi rysami rybę z gatunku cyprinus carpio, nic dziwnego, że Przemek tak lubi to miejsce.

 

Po tym spacerze wracamy na nasze stanowisko. Okazuje się, że na mojej wędce było branie. Sebastian zaciął, jednak ryba się nie zahaczyła. Wnerwiony zmieniam kulki na świeże i rzucam z całą mocą jak najdalej brzegu. Mijają minuty, godziny, a brania jak nie ma tak nie ma. Marcin włączył film na swoim telefonie komórkowym, razem z Sebastianem oglądają go. Ja niestety muszę sobie odpuścić tę przyjemność. Będąc członkiem elitarnego Klubu Sokolego Oka (członkostwo tylko dla posiadających okulary o grubości powyżej denka od butelki po wódce), nie mam najmniejszych szans na przeczytanie polskich napisów, a oglądanie filmu dla ruszających się obrazków mnie nie bawi.

 

 

 

W tym czasie zmienia się pogoda, co zresztą jest niczym nowym w tym roku. Zaczyna padać deszcz, pada więc i pada nie przestając nawet po zmroku. Dopiero gdzieś o dziesiątej w nocy pogoda zmienia się znowu i mamy nad sobą piękne gwieździste niebo. Przed dziewiątą wysyłamy SMSa do Przemka z pozdrowieniami a on prawie natychmiast oddzwania i właśnie wtedy kiedy Przemek dzwoni na mojej wędce coś zaczęło się dziać. Tak sobie myślę, czy przypadkiem karpie nie ożywiły się na sam głos Przemka, którego przecież dobrze znają. Sygnalizator piszczy, a żyłka powoli się napina. Kończę więc rozmowę z Przemkiem w nadziei, że za chwilę będę holował karpia. Kiedy rozłączam telefon branie się przerywa, co jest kolejnym dowodem na to, że karpie na Jarosławkach lubią głos Przemka Zientka :) Poczekawszy chwilę, na wszelki wypadek zacinam - pusto.

 

Jeszcze jest zbyt wcześnie aby kłaść się spać. Jeszcze wszyscy jesteśmy pełni nadziei, że zaraz zaczną się brania jedno po drugim. Trzeba się jednak czymś zająć aby nie było nudno. Gramy więc w pokera. Wkrótce poker bez licytowania nam się nudzi zmieniamy więc grę na ciekawszą o brzydkiej ale jakże męskiej nazwie i tak trwamy grając i czuwając gdzieś do pierwszej w nocy. O tej godzinie podejmujemy decyzję, że idziemy spać. Ku mojemu zaskoczeniu zarówno Sebastian jak i Marcin nie śpią w przyczepie kempingowej lecz w swoich samochodach w pobliżu swoich wędek. To jeszcze młode wilki gotowe na poświęcenia, na zarywanie nocek w pełnej gotowości w oczekiwaniu na branie. W przeciwieństwie do nich ja rozkładam się na tapczanie i po jakiejś pół godzinie zasypiam kamiennym snem. Miałem pewność, że nawet jeśli będę miał branie to karp nie wyciągnie całej żyłki z kołowrotka (mam na szpuli 300 m). W nocy budzi mnie głos Sebastiana, który wpadł do przyczepy z wiadomością, że Marcin holuje karpia. Natychmiast wstaję na równe nogi zawijam się w śpiwór i idę zobaczyć, to od dawna wyczekiwane karpiowe branie. Marcina zastaję pompującego wędką z terkoczącą szpulą kołowrotka. Jego wędka wygięta jest w łuk o dużym koncie. Ryba nie daje się jednak ruszyć z miejsca. Przymurowała do dna i nie ma na nią siły. Trwa to kilkanaście minut, po czym wędka Marcina się prostuje i wszystko obraca się w nicość. Odniosłem wrażenie, że Marcin holował Maxa - największego karpia jaki pływa w naszych wodach. Był to jednak piękny akcent naszej wyprawy. Zastanawiamy się do dziś czy na końcu zestawu był Max, czy może jakiś inny wielgachny karpiszon? Sam Marcin na forum pisze, że odniósł wrażenie jakby holował żywą metalową wannę wypełnioną betonem.

 

Byliśmy szczęśliwi i zbudowani i w takich nastrojach następnego dnia w pełni słońca opuściliśmu łowisko w Jarosławkach obiecując sobie jeździć tam częściej w przyszłym roku.

 

Wyleczyłem się z Jarosławkowstrętu :)

Marek Malman

You have no rights to post comments

Nie jesteś zalogowany.

Terminy Live

Kanał Marfish.pl - wędkarstwo i przygoda

After Marfish - 13. 08.2018 r.

Hangout - zawieszone.  

Live z nad wody - zawieszone....

Zazwyczaj godzina 20:00

Terminy mogą się zmienić.

ecyprinus2

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.

PayPal.Me/MarekMalman

Logowanie

Kto jest On Line

Odwiedza nas 376 gości oraz 0 użytkowników.

Legendy polskie

Legendy polskie

Wiedźmin

Wiedźmin

Grodziska Pirissani

Wczesnośredniowieczne grodziska plemienia Pirrissani

Baśnie Andersena

Baśnie Andersena

Baśnie Grimm

Baśnie grimm

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/marfish/domains/marfish.pl/public_html/modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem