Facebook G YT Twitter

UWAGA!

Strona nie przechowuje żadnych danych osobowych, poza imieniem i nazwiskiem autorów i bohaterów artykułów.

Administrator

Marek Malman 

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

kapr 5'.... środkiem kanału przepływał piękny karp, wielkim tułowiem przecinając tafle spokojnej - prawie stojącej wody. Była godzina 5.00 rano, a temperatura powietrza, już była na prawdę wysoka...'
Ale zacznijmy od początku. Więc zaczęło się taaak... Zmęczony wyprawami brzegiem ulubionej rzeki za pstrągiem, machaniem gumami za okoniem, jak i jerkowaniem za szczupakiem - postanowiłem pojechać nad wodę posiedzieć i zapolować na grubą rybę - karpia. Jako że wędki karpiowe spokojnie spoczywają w mym obszernym pokrowcu, o sprzęt nie musiałem się zbytnio troszczyć.



Gorzej było z wytypowaniem łowiska... Każda woda w okolicy ma swój urok. Każda też dała mi wspaniałe ryby. Jednak aby je skutecznie łowić trzeba nieco pomyśleć...
Zaczęło się od wywiadu środowiskowego - telefon w dłoń i do dzieła. Okazuje się jednak, że karp w żadnym ze znanych dotąd łowisk nie ma apetytu, a tym bardziej chęci do współpracy z wędkarzami... I co tu robić. Temperatura w dzień sięga 35 stopni, woda pewnie jak zupa...hmmm. Wtem oświecenie - albo szukać ich głębiej, albo w wodzie bieżącej. Jako że nie miałem okazji łowić jeszcze na rzece bądź kanale gruntówką - wybór padł na pobliski kanał. Słuchy chodziły iż pływają w nim piękne karpie, leszcze oraz karasie. Wieczorem pogoda zapowiadała się obiecująco, na niebie żadnej chmurki, a cieplutki delikatny wietrzyk rozpalał wędkarską wyobraźnię niczym zapałka pochodnie. Wszystko przygotowane - konopie ugotowane, kukurydza również, a do tego drobniutki owocowy pelet - aby się szybko rozpuszczał tworząc ścieżkę zanętową do 'konkretów'. Noc upływa na spoglądanie w niebo z nadzieją zobaczenia spadającej gwiazdki.

W końcu zasypiam. Nagle budzik, przecież ja dopiero zasnąłem, jest godzina 4.00! O tej porze wstają tylko koguty i my - wędkarze:) Poranny proces szwendania po domu na paluszkach już kiedyś opisywałem - więc go pominę i już migiem jestem w samochodzie. Moja Ibiza załadowana tak, ze światła świeciły po koronach drzew:D:D:D oczywiście nieco przesadzam lecz ilość karpiowego sprzętu - gdy chce się wygodnie posiedzieć - potrafi zaskoczyć. W połowie drogi - cholercia aparat!!! I z powrotem 14km... statyw oraz aparat w samochodzie więc można kierować się w stronę łowiska. Pokonanie nierównej drogi po polach moim dosyć niskim samochodem graniczyło z cudem - ale udało się. Nic nie urwałem:) Jednak po przyjeździe na miejsce, dokładnie na parking... PUSTO!!! co jest, prawie piąta, weekend a tutaj nikogo??? Ale się władowałem... pewnie nic nie bierze - pomyślałem. Ale skoro tutaj dojechałem to połowię:)

Wytypowałem sobie miejsce, które wydawało mi się najbardziej trafnym. Do kanału wchodziła malutka rzeczka, a na łączeniu - jak się później okazało była płytka łacha z piasku... Po cichutku rozstawiam klamoty, patrzę, a środkiem kanału przepływa piękny karp, wielkim tułowiem przecinając tafle spokojnej - prawie stojącej wody. Była godzina 5.00 rano, a temperatura powietrza, już była naprawdę wysoka... a może tylko mi się tak wydawało... Jako że wliczałem możliwość złowienia leszcza - zrezygnowałem z włosa, i postanowiłem łowić na jedno ziarno kukurydzy... haki nr 6 tandema nadawały się do takiego łowienia idealnie. Ciche podanie zanęty procą w wytypowane miejsce i zaczynam łowić. Oczywiście na sztywno - gdyż prąd wody może z żyłki zrobić łuk, a wtedy nawet nie zaobserwujemy brania. Mija 5 min. nagle coś klei swinger do kija - zacięcie i jest! Pierwsza ryba zasiadki dzielnie miota sie na końcu zestawu.

 

karp ok 2

 Tym razem samowyzwalacz był szybszy...:)


A tym razem już ja:D czyż on nie jest piękny...


Okazał się nią być piękny 40 cm leszczyk. Podczas odpinania go słyszę pisk sygnalizatora - Znowu ryba siedzi na haku! coś niesamowitego. Bliźniaczy leszcz ląduje bezpiecznie na brzegu. Chwila odetchnięcia, myślę sobie czy robić teraz zdjęcia czy rybki wpuścić do siatki. Decyzja jest jedna - przecież biorą więc trzeba łowić. Mijają kolejne minuty i kolejne piękne leszcze lądują w mojej siatce. Są i 40 , 45, są też i 3 lechole powyżej 50cm... nie mam nawet momentu aby zjeść śniadanie. Nagle brania ucichły... Postanawiam do nęcić niewielką ilością mieszanki. Po paru minutach wędka zaczyna dosłownie skakać na podpórkach! Zacięcie i jest! Już wiem ze to tym razem nie jest leszcz. Po paru minutach zaciętego holu moim oczom ukazuje się przepiękny pełnołuski karp. Mej radości niema końca. ma około 3,5, 4.0 kg., i wraca po zdjęciu zaraz do wody. Po krótkiej chwili drugi siada na wędce obok. Ten jest troszkę mniejszy. Około 2.5 – 3 kg.

 

Pierwszy piękny karp, po szybkiej fotce wrócił od razu do wody.

 

 

 A to już drugi karpik mojej zasiadki:)

 

Po prostu euforia. Kolejne branie, zacięcie i zaczynam hol. Myślę sobie - na karpia za slaby na leszcza za mocny... i co się okazało. Piękny karaś srebrzysty, tak zwany japoniec około 40cm pokazuje swe ubarwienie w pełnej swej krasie. Po nim siadają następne. Zbliża się godzina 12.00 Trzeba się zbierać do pracy na 2 zmianę. Ale jak! Przecież tutaj ryba po prostu szaleje! No i jak się pewnie domyślacie jeden z dni pt. 'urlop na żądanie' mam już wykorzystany... Ale było warto. Do godziny piątej po południu, miałem niezliczoną ilość brań, wiele ryb się spięło (w tym jak myślę mój rekord karpiowy). Mniejsze od razu odzyskiwały wolność, a większe oczekiwały na sesję oraz ważenie. Okazało się że było ich aż 18 sztuk... troszkę mi głupio że przetrzymywałem aż tyle ryb w jednej siatce ale i tak tylko z całej szajki zabrałem ze sobą na kolacje tylko 3 największe leszcze, aby spróbować jak smakuje 'duży leszcz'. I wiecie co wam powiem... bleeee - do tej pory żałuje że ich nie wypuściłem. Tylko jeden leszczyk padł w siatce. Reszta ryb w dobrej kondycji wróciła do domu. Sesja foto ze statywem i lustrem na nim przebiegała troszkę chaotycznie, ale dałem radę. Aparat tylko troszkę zaklejony śluzem - ale to się wyczyyyści;)
I tak się skończyło moje wędkarskie eldorado, o którym nikt z miejscowych poławiaczy mięsa nie wie - i na całe szczęście.

 

Dla takich ryb jeździ się nad wodę!

 

Życzę zatem i Wam moi drodzy takich przeżyć, takich dni oraz chwil spędzonych nad wodą – jakich ja mogłem doznać owego dnia.

POŁAMANIA!

 

Kamil

2010-07-05

You have no rights to post comments

Nie jesteś zalogowany.

Terminy Live

Kanał Marfish.pl - wędkarstwo i przygoda

After Marfish - 13. 08.2018 r.

Hangout - zawieszone.  

Live z nad wody - zawieszone....

Zazwyczaj godzina 20:00

Terminy mogą się zmienić.

ecyprinus2

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.

PayPal.Me/MarekMalman

Logowanie

Kto jest On Line

Odwiedza nas 382 gości oraz 0 użytkowników.

Legendy polskie

Legendy polskie

Wiedźmin

Wiedźmin

Grodziska Pirissani

Wczesnośredniowieczne grodziska plemienia Pirrissani

Baśnie Andersena

Baśnie Andersena

Baśnie Grimm

Baśnie grimm

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/marfish/domains/marfish.pl/public_html/modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem