Facebook G YT Twitter

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

tcza1

Po pracy już nie mogłem się doczekać kiedy wyruszę nad wodę, to jednak jest silniejsze gdy tylko zaglądam do bagażnika i co widzę ? sprzęt, siedzisko, wiaderka,stolik, butle z gazem i tym podobne rzeczy potrzebne do każdego wypadu nad wodę. Dziś jest czwartek, więc po pracy nie zastanawiając się pakuję co potrzebne w torby i wybieram kierunek - starorzecze Odry.



     Miejscówka gdzie zazwyczaj łowię była wolna, zajmuję ją i rozpakowuję swoje bambetle, dochodzi godzina 17.40 , więc mam dużo czasu do zmroku. Po godzinie byłem gotowy do zarzucenia pierwszego zestawu, zbytnio się nie spieszyłem gdyż wiedziałem i znałem zwyczaje jakie panują na tym łowisku, rybka za dnia nie jest chętna do współpracy, bywa że sporadycznie coś skubnie..................no ale są odstępstwa od zasad !

 

 

     Pierwszy zestaw ląduje w wodzie przeznaczony dla .........sam nie wiem, czyli "co łaska"  a więc tradycyjnie, pinka, biały i kukurydza z puszki lecz lekko podsuszona w słoneczku, jest wtedy bardziej twardsza i nie obskubią jej tak szybko maleństwa buszujące po dnie.
  Drugi zestaw ląduje taki sam, nie będe nic zmieniał skoro wiem z doświadczenia że się on sprawdzał za każdym razem. Nie spodziewałem się szybkiego brania, i też tak było, dopiero około godziny 21.00 nastąpiło branie typowe dla leszcza ..........kiwok do kija, i następnie lekko zaczął unosić się do góry, następuje zacięcie......jest , pomyślałem i czuję tym samym lekki opór i drganie na pikerze, leszcz około 35 cm ląduje w podbieraku. Szukam wypinki gdyż mam problem z wypięciem ryby, trwa to z dziesięć minut gdy dochodzi do mnie że wypinka zawieszona jest na stałe  na plecionce o Tripoda.
     Na następne branie czekałem dość długo, bo aż do samego świtu, gdzie dotychczas nic się nie działo po za jednym zdarzeniem, mianowicie siedząc i przyglądając się wodzie i odbiciu w niej gwiazd zauważyłem że coś obok mnie przemknęło, początkowo pomyślałem że to tylko wynik wybujałej wyobrażni która za dnia pielęgnuje a w ciemnościach wyrzuca z nas coś czego nie jesteśmy sami stworzyć.
 
     Zazwyczaj dzieje się tak gdy nie możemy się do kogoś odezwać, bo jesteśmy sami i noc która pokotem kładzie się przed nami, okazuje się być bardzo nieprzyjazna naszej psychice. Nalałem wody do czajnika i wstawiłem na gaz, gdy po chwili znów doszedł do moich uszu delikatny szelest od strony wysokiego drzewa gdzie trzymałem worek na śmieci , nie było w nim aż tak wiele odpadów , zaledwie dwie puszki po kukurydzy , opakowanie po zanęcie i parę jakichś paprochów ! zapaliłem latarkę i natychmiast zgasiłem bo tym ruchem mógłbym szybko wystraszyć intruza.

     Trzymając w ręku zgaszoną latarkę powoli , prawie bezszelestnie podchodziłem w kierunku gdzie dochodziły dziwne szelesty gdy byłem prawie na trzy/cztery metry zapaliłem latarkę i moim oczom ukazał się otwarty worek na śmieci a w nim coś się poruszało, po chwili to coś wysunęło mordkę , spojrzało w moim kierunku i jakby nigdy nic cofnęło się do worka by po paru sekundach wyjrzeć z niego i spokojnym krokiem nawet majestatycznym zniknąć w ciemnościach jekie mnie otaczały. To był lis który się najwyrazniej na dobre zadomowił na starorzeczu, miał wszystko co chciał mimo że u mnie nic takiego nie znalazł, ale "kto szuka ten znajdzie".

    Poranek nastał już bez większych przygód, słoneczko swoimi promieniami zaczęło lizać wszystko co napotkało na swej drodze, tym samym zrobiło się trochę cieplej i przyjemniej, przerzuciłem zestawy po raz kolejny i po raz kolejny spokojnie usiadłem w fotelu czekając na ruch ze strony jakiejkolwiek ryby. Po czasie sygnalizator daje znać że coś siedzi i interesuje się kanapką na haczyku , następny leszcz , ale już trochę większy , zmierzyłem miał 42 cm , no jak tak dalej pójdzie - będzie dobrze. Miałem jednak rację.
    Długo nie czekałem, na następnej wędce też się coś uwiesiło i sygnalizator dawał uporczywie o tym znać swym przeciągłym , choć wyciszonym dzwiękiem.
Brania następowały jedno po drugim , przeważały leszcze w granicach 40/45 cm i zawitały nawet dwie płocie pokażnych rozmiarów, jadna zmierzona miała 33 cm , drugiej nie mierzyłem, była nieco mniejsza, na oko o około trzy/cztery cm.
  
    Brania równie dobrze się skończyły jak i zaczęły, a trwało to wszystko tak do godziny dziesiątej, i pózniej za nic w świecie ryba nie chciała współpracować, z mojej strony nastąpoło błogie lenistwo, aż do momentu gdy z drugiej strony zajechał znany mi samochód z których wysiedli strażnicy SSR, nastąpiło małe poruszenie wśród wędkujących , jedni biegli do samochodów, podejrzewam że na szybcika wypełniali rejestry inni tylko sprawdzali czy wszystko jest ok-ej.
    Po chwili pojazd ze strażnikami odjechał , żeby dotrzeć na mój brzeg musieli nadrabiać ładny kawałek drogi, przygotowałem na wszelki wypadek papiery, sprawdziłem dookoła swoje stanowisko i spokojnie usiadłem w oczekiwaniu na kontrol. Jednak strażnicy po paru min utach nawrócili pojazd i zrezygnowali widocznie z dalszej kontroli jadąc w przeciwnym kierunku od początkowo planowanego, dlaczego ? nie wiem.

   Do wieczora nic kompletnie się nie działo, gdyby nie fakt że zawitał do mnie Pan Bociek , tak, najzwyklejszy bocian, dumnie szybował nad moim stanowiskiem , zrobił około trzech okrążeń aby miekko wylądować w odległości 10 metrów ode mnie. Spoglądał raz jednym , raz drugim okiem na mnie a ja siedziałem jakby zauroczony jego bliskością, nie odważyłem się poruszyć, zrobiłem delikatnie zdjęcie, bałem się że odleci, chciałem aby pozostał dłużej bym mógł się nacieszyć jego widokiem. Szukał po chwili w trawie zapewne czegoś na śniadanie, wodził wzrokiem raz na mnie zapewnie z niepewności, gdyż to ja byłem na jego terenie, by po chwili znów szukać w trawie smakołyków. Po dwudziestu minutach odleciał i poszybował w inne miejsce , ale do końca mojej obecności był jeszcze na moim stanowisku cztery razy, lecz nigdy nie zbliżył się bliżej, zachował dystans zaufania, a ja cieszyłem się jego widokiem.

 

 

 

   Wieczór zbliżał się nieuchronnie, na niebie pojawiły się grożne chmury, zaczął się wzmagać wiatr, słuchałem radia gdzie zapowiadali gdziei w jakich rejonach kraju pojawią się opady i grozne wiatry. Liczyłem że to wszystko co podawali ominie mnie w jakimś stopniu, ale nic błędniejszego nie mogłem wymyśleć. W pośpiechu pochowałem zbędne rzeczy które mogły by ulec przemoczeniu i zabraniu przez siły natury. Jednym słowem wystarczyło słuchać wiadomości dwa dni wcześniej aby wiedzieć gdzie będzie wiało i lało :)a podawali dokładnie jakim pasem przez kraj zmierzać będą chmury deszczowe i nasilające się wiatry.

Byłem już przygotowany na nadejście nawałnic, ale nie było aż tak żle gdy było już po wszystkim , postraszyło, postraszyło i zrobiło się całkiem przyjemnie. Dzień nastał dość pogodny nieco wilgotny i przy jeszcze lekkim wietrze troszeczkę chłodny, założyłem koszulę flanelową i poczułem się już lepiej/cieplej. Słoneczko w pełnej krasie darowało i rzuciło piękną tęcze na ziemię, widok był przepiękny nie mogłem oderwać oczu od niej, była tak wyrażna i piękna.

   Patrzyłem długo, tak długo jak się tylko dało , inni wędkarze również spoglądali i pokazywali rękoma w stroną tego wspaniałego zjawiska, każdy miał coś do powiedzenia, niektórzy zapominali o wędkach gdyż wspinali się na skarpy aby zobaczyć tęcze w całej swojej pięknej krasie. Jednym słowem widok był przecudowny!!!

 

 


Tęcza powoli znikała i wszyscy powoli zajęli się swoimi sprawami, słychać było dzwoneczki i dzwięki z sygnalizatorów, był ruch nad woda, powróciliśmy do swoich zajęć od czasu do czasu spoglądając w stronę nieba czy coś jeszcze pozostało z tego pięknego zjawiska, ale nie było po tęczy już żadnego śladu.

   Do soboty godziny upływały dość monotonnie, w pobliżu nie słyszałem aby ktokolwiek z wędkujących złowił coś większego na miarę okrzyku "ale zajebista ryba" same leszcze i płocie, ktoś nawet z łódki pytał jak tam połowy bo u niego same okonki i kilka sumików karłowatych, zresztą u mnie też było kilka sumików karłowatych które zabrałem ze sobą (palce lizać)
Spakowałem się do południa i wyjechałem ze starorzecza ale wybrałem jeszcze inny kierunek niż dom,  chciałem zobaczyć i poznać jeszcze inne miejscówki na Odrze i jej starorzeczu a także kilka jęzior na których jeszcze nie miałem okazji zamoczyć kije, wiem że w następny weekend zawitam już gdzieś gdzie nie wędkowałem a mam zamiar to zrobić i tym razem będę nastawiał się na karpia i amura. Pożyjemy , zobaczymy...................
  
  
    
 

You have no rights to post comments

Nie jesteś zalogowany.

Terminy Live

Kanał Marfish.pl - wędkarstwo i przygoda

After Marfish - 18.02. 2018 r.

Hangout - 19.02.2018 r.

Live z nad wody - ---------2018 r.

Kanał Studio Marfish

Nocny Marek 24.02.2018 r. 

Zazwyczaj godzina 20:00

Terminy mogą się zmienić.

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.

PayPal.Me/MarekMalman

Logowanie

York

  LOGO YORK PRZESTRZENNE

Kto jest On Line

Odwiedza nas 354 gości oraz 1 użytkownik.

  • GarlandRurne

Legendy polskie

Legendy polskie

Wiedźmin

Wiedźmin

Grodziska Pirissani

Wczesnośredniowieczne grodziska plemienia Pirrissani

Baśnie Andersena

Baśnie Andersena

Baśnie Grimm

Baśnie grimm

Wędkarstwo Youtube

Moduł

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/marfish/domains/marfish.pl/public_html/modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem