Facebook G YT Twitter

UWAGA!

Strona nie przechowuje żadnych danych osobowych, poza imieniem i nazwiskiem autorów i bohaterów artykułów.

Administrator

Marek Malman 

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Kolejny mój wypad nie był trafiony jeśli chodzi o pogodę, w czwartek około godz.16.00 wyjechałem z myślą, że wkrótce się ona zmieni, nie było nic błędniejszego -deszcz lał momentami tak bardzo iż myślałem, że jest oberwanie chmury. Pomimo wszystko zajechałem i rozłożyłem swój sprzęt, trochę systemem oszczędnościowym tzn. nie wyjmowałem wszystkiego jak zwykle lecz tylko to co niezbędne, mianowicie wędki, Tri-pod, wiaderko z zanętą i parasol, pod którym nie byłem nawet pięciu minut.



Obok widziałem dwóch wędkarzy którzy łowili żywca aby następnie założyć go na żywcówkę. Uśmiałem się gdy po chwili wyjmowali jak nie jeden to drugi jakiegoś niewymiara (szczupaczka) trwało to tak z trzy godziny, nie widziałem aby coś pakowali do siaty, widocznie podchodziły im same niewymiarowe. Miałem ochotę również pobawić się żywcówką lecz nie chciało mi się składać zarzuconych już gruntówek, a na dodatek deszcz się wzmagał, a ja siedziałem w aucie ............

Wieczór zbliżał się nieuchronnie, sąsiedzi już się spakowali , na odjezdne rzucili krótkie 'połamania' i wkrótce zniknęli. Pozostałem sam , czasami zmuszałem się aby wyjść za potrzebą i w między czasie przerzucałem wędki - a sygnalizatory dalej milczały, raz któryś zasygnalizował krótkie pip pip, byłem przekonany że może coś się zacznie dziać lecz nic bardziej mylnego, jak samo pocieszanie się w dodatku gdy jest się samemu nad wodą. Przez szybę mimo że byłem samochodem, od wody około ośmiu metrów nic nie widziałem, próbowałem uchylić lekko szybę lecz deszcz natychmiast dostawał się do środka , wyjąłem centralkę i załączyłem, teraz należało tylko oczekiwać czegoś w co sam nie wierzyłem. Dobrze, że miałem w termosie kawę i kilka kanapek. Sączyłem kawę małymi łyczkami, a jaj aromat roznosił się po całym aucie. Auto od środka było całe zaparowane-włączyłem ogrzewanie, nagle w bocznym lusterku zauważyłem zbliżające się światła, natychmiast przez myśli mi przeszło, że nie będę sam na łowisku. Znów nic bardziej mylnego, owszem podjechały dwa auta i zaparkowały opodal mnie, czułem się trochę niepewny w takiej sytuacji ale minuty powoli upływały i nic się nie działo, na wszelki wypadek tuż obok mojej nogi położyłem maczetę , wyjąłem z pokrowca i od czasu do czasu kładłem na niej rękę. Woziłem ją bo pomagała mi zawsze oczyścić miejscówkę.

Moje obawy nie miały żadnego uzasadnienia, po prostu młodzież gromadziła się w pobliżu tego łowiska wieczorową porą (dostępny teren) aby porozmawiać, czasami jakieś piwko (o świcie znalezione butelki) papierosek i małe bla bla bla.

Wracając do tematu siedziałem sam oczekując na cud, który nie następował, dochodziła godzina 21.30 z nudów wyjąłem telefon i włączyłem telewizję , na dwójce leciał jakiś film grozy o krokodylu, który atakował ludzi , oglądałem ale w myślach byłem przy wędkach, a tam jak nic tak nic. Słychać było tylko krople deszczu odbijające się na dachu, raz były bardzo intensywne następnie sprawiały wrażenie jakby deszcz miał już ustać lecz tylko na chwilę, a swą intensywnością mógł wyprowadzić każdego z równowagi. Dziwnym trafem nie chciało mi się spać , może przyczyna tkwiła w tym, że byłem sam, gdyż jak pamiętam gdy byłem z kimś, to zazwyczaj mnie pierwszemu otwierały się wrota do sennego raju, lecz nie tym razem ! O nie !

I nagle długo oczekiwany przeciągły pisk centralki , wreszcie - pomyślałem...........

Wybiegłem z auta nie zważając że jest podmokło i ślisko, wzrokiem wodzę po swingerze, który to raz unosi się to znów opuszcza, w odpowiednim momencie zacinam i................czuję lekki opór ,nareszcie........... hehehe zastanawiam się co miałem na haczyku - na jeden zestaw założyłem kulkę proteinową pływającą o smaku truskawki, a na drugi zestaw kuku i dwa białe. Tylko, która jest którą wędką ?

Wyciągałem powoli , dopiero przy samym końcu holowania wyczułem słabe szamotania na końcu zestawu, po chwili wyjąłem sumika karłowatego który połakomił się na kuku i białe. Odpiąłem i odrzuciłem go po uprzednim uśmierceniu daleko do wody. Założyłem ponownie kuku i dwa białe po czym wrzuciłem zestaw do wody w pobliże zarośli. Nareszcie coś zaczyna się dziać- pocieszałem się jak tylko mogłem, spojrzałem na zegarek było kilka minut po pierwszej w nocy, jedno branie zaliczone - to już coś!

Wróciłem do samochodu, przemoczony ale z nadzieją że może jeszcze coś tej nocy wyłowię , nie trwało to długo, gdy znów usłyszałem znajomy dźwięk.......... pip........ pip...... to centralka dała znać ..........wybiegłem ponownie, dobiegam ostrożnie do wędek i energicznie zacinam, już wiedziałem że zaciąłem tą wędkę, na której założyłem kuku i białe, i znów to samo lekki opór i nic, dopiero przy końcówce holowania wyczuwam lekkie szamotanie - nie biorę nawet podbieraka ryba ślizgiem ląduje na płaskim brzegu i moim oczom ukazuje się ponownie sumik karłowaty. Powtarzam czynność tak jak z pierwszym , uśmiercam i znów wyrzucam daleko do wody, będąc przekonany że natura sobie z tym poradzi.

Ponownie zakładam kuku i białe, zarzucam daleko myśląc, że może tam tego ścierwa nie będzie, jak bardzo się myliłem przekonałem się już za chwilę. Nie zdążyłem wsiąść do samochodu gdy sygnalizator dał znać o czyjejś obecności na końcu zestawu. Tym razem bez pośpiechu podszedłem do wędki, odczekałem i w odpowiednim momencie zaciąłem, pudło............ pomyślałem już przy ściąganiu zestawu, nie czułem dosłownie do samego końca nic, co by wskazywało, że na haku jest jakaś ryba........... i była, a raczej był on bardzo maleńki, miał niecałe dziesięć centymetrów, to już trzeci sumik karłowaty w przeciągu czterdziestu minut.

Wtedy pomyślałem ile jeszcze razy będę podchodził do wędki aby wyciągnąć sumika ? Po co i do czego są mi one potrzebne, ale widocznie tak natura podzieliła, że tym razem mi przyszło tej nocy wyławiać same sumiki :))

Usiadłem spokojnie, a raczej nie spokojnie gdyż przy takim zwrocie sytuacji oczekiwałem na następne szybkie branie, i o dziwo nie doczekałem się już do samego świtu, nie możliwe pomyślałem, czyżby ich aktywność na tym łowisku miała swoje zasady, bardziej stawiałem na przypadek tego hat tricka.

Do świtu nie działo się już absolutnie nic, siedziałem i rozmyślałem nad sensem takiego wyjazdu, w strugach deszczu z nadzieją, że to tylko przelotne deszcze i że za chwilę się rozpogodzi, jak zwykle to była tylko nadzieja i otucha dodawana samemu sobie, a tylko dlatego że nie wyobrażam sobie jakiegoś weekendu beze mnie nad wodą. Natura jest piękna gdy potrafimy ją dostrzec i z niej odpowiednio korzystać, a więc szanujmy każdy jej skrawek, każde jej dobro , nawet wtedy gdy wyda ci się że świat przed tobą się zawala, pozostawmy pozytywny ślad po sobie również tym, którzy nie potrafią z niej odpowiednio korzystać, może do nich dotrze kiedyś to czego przez długie lata nie dostrzegali w przyrodzie, a tak ślepo i obficie korzystali z niej.

You have no rights to post comments

Nie jesteś zalogowany.

Terminy Live

Kanał Marfish.pl - wędkarstwo i przygoda

After Marfish - 27. 05. 2018 r.

Hangout - 28. 05. 2018 r. (?) 

Live z nad wody - 24. 05. 018 r. (?) godz nieznana

Zazwyczaj godzina 20:00

Terminy mogą się zmienić.

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.

PayPal.Me/MarekMalman

Logowanie

Kto jest On Line

Odwiedza nas 468 gości oraz 0 użytkowników.

Legendy polskie

Legendy polskie

Wiedźmin

Wiedźmin

Grodziska Pirissani

Wczesnośredniowieczne grodziska plemienia Pirrissani

Baśnie Andersena

Baśnie Andersena

Baśnie Grimm

Baśnie grimm

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/marfish/domains/marfish.pl/public_html/modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem