Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Z nadejściem wiosny u wszystkich karpiarzy obudziła się nadzieja na udany sezon, lepszy od poprzedniego. Mimo, że pierwsze promienie słońca, na zachodzie kraju, pojawiły się już na początku lutego to jednak nocne przymrozki utrzymały lód do połowy marca. A na niektórych wodach nawet dłużej zarzucenie karpiówek było niemożliwe. Tak też było z moją miejscówką na dzikiej wodzie.

 



Sezon postanowiliśmy rozpocząć w kwietniu na łowisku komercyjnym w Jezierzycach, a na wody dzikie ruszyć od maja. Pierwsza krótka zasiadka przypadła na 26 kwietnia. Ryba żerowała, spławy pobudzały wyobrażnię, a dzień kończę dobrym wynikiem. Łowię cztery ryby, największa 6,5kg, 66cm.

 





W maju zaczynam nęcenie na dzikiej wodzie, ale kolejne zasiadki przypadają również na komercji, Przelewice. 2maja ponownie cztery karpie, wszystkie w granicach 4-5kg.

7maja trochę gorzej, tylko dwie ryby po 3kg. Póżniej nastała pora deszczowa i kolejny wyjazd przypada dopiero na 28 maja. Tym razem brania są chimeryczne, pogoda zmienia się kilka razy w ciągu dnia, ze słonecznej w pochmurną z silnym wiatrem. Łowię tylko dwie ryby, w tym 7kg i 76cm okaz, który jest moją życiówką.

 


W czerwcu mam urlop i przenoszę się nad moją dziką miejscówkę. Ogółem spędzam nad wodą dziewięć dni. Pierwszy karpik melduje się 12 czerwca i ma ok.2kg, 40cm. Jest pękaty jak piłka i charakterystyczny ze swoimi bliznami.

 



Kolejną dziką rybę łowię 29 czerwca i tym razem jest to ładny, gruby lin 44cm i ok.1,5kg.

 



Cała wiosna i początek lata są znakomite pod względem brań jak i wielkości łowionych ryb. Doniesienia i relacje z innych łowisk w całej Polsce pozwalają wierzyć, że sezon 2011 będzie wyjątkowo udany. Również rozgrywane zawody na łowiskach karpiowych, w maju i czerwcu, przynoszą dużo ryb i świetne wyniki końcowe.

W lipcu następuje jednak załamanie pogody. Robi się chłodno, leje deszcz, a woda jest podniesiona i mętna. Również temperatury nie wskazują na pełnię lata. Karpie robią się wybredne i żerują o nie standardowych porach. Utarte karpiowe schematy zawodzą, a przynętowe kilery się nie sprawdzają. Zawodzi prawie wszystko co w poprzednich sezonach smakowało rybom.

W lipcu zaliczam trzy zasiadki i łowię tylko jednego karpia 4kg. Sierpień jest jeszcze trudniejszy, naprawdę trzeba się wysilić aby skłonić ryby do brań. Miejscówka nad dziką wodą, mimo widocznych spławów, nie przynosi wymarzonego dużego karpia. 2 sierpnia udaje mi się złowić kolejnego, ładnego lina. Ponownie 44cm, ale waga 1kg. Jest bardzo wychudzony.

 



Na 5-6 września rezerwujemy stanowiska w Jarosławkach. Przed nami dwa dni łowienia i nadzieje na wielką rybę. Od rana leje deszcz, ale już pierwszego dnia między 18 a 19 mamy dwa brania, jednak są tak delikatne, że ryby nie zacinają się. Ok. czwartej w nocy szybki odjazd, ryba jest silna i po 20 min. walki parkuje w zaczepach zrywając żyłkę. Więcej brań już nie mamy.

10 września zasiadka w Jezierzycach. Po kilku godzinach nadal nie mamy ryby, zmiany przyponów i przynęt nie dają efektów. W końcu jednak udaje się nam wstrzelić w gusta ryb. Odkrywamy, że zasmakowały w pellecie łosoś- kryl. Kolega łowi dwie sztuki, a ja mam jedyne branie już w trakcie pakowania i łowię karpia 6,5kg, 65cm. 28 września znów jedziemy do Jezierzyc potwierdzić skuteczność smaku łosoś- kryl. To chyba jest to co w tym sezonie króluje, bo łowię trzy karpie.

W pażdzierniku planujemy ponowny wyjazd do Jarosławek. Tym razem stanowiska wybieramy na drugim brzegu i w drugim końcu łowiska, w płytszej części. Nad wodą jesteśmy 7 pażdziernika pod wieczór i już po 15 min. kolega ma pierwszą rybę, karpia 4kg. Przed dwudziestą kolejne branie u kolegi i na brzegu ląduje po dłuższej walce jesiotr 4kg. Pellet łosoś- kryl potwierdza swą skuteczność również na tym łowisku. U mnie pierwsze i jedyne branie następuje o 23. Od razu czuję, że ryba jest duża. Po chwili mamy ją już na macie i waga pokazuje 11kg, po odliczeniu wagi maty. To moja życiówka, no i w końcu przekroczone 10kg!

 



Drugiego dnia zasiadki mamy jeszcze dwa brania, ale ryby spinają się. Poza tym nad łowiskiem przechodzi gradobicie, a temperatura spada do 3 stopni. Zasiadkę kończymy ponownie w strugach deszczu. Oficjalnie miała to być ostatnia wyprawa w tym roku w pełnym składzie. Przychylna pażdziernikowa pogoda zachęciła mnie jednak do kolejnego wyjazdu, tym razem samotnego. Decyduję się na Jezierzyce i połów tylko w dzień. 17 pażdziernika od rana zestawy są już w wodzie. Na początek pellet łosoś- kryl i wanilia. Parę minut po 9 na pellet kusi się pierwsza ryba.

 



Po zarzuceniu zestawu prawie od razu drugie branie, ale ryba spina się. Wszystkie trzy zestawy uzbrajam w pellet. Przed 12 branie spod trzcin i jest pierwszy karpik, ok.3kg i 48cm.

 


W trakcie wypuszczania ryby mam branie na środkowym kiju i ponownie wyjmuję pełnołuskiego. Znów 48cm, ale grubszy, ok.3,5kg.

 



W tym dniu mam jeszcze dwa brania, jedna ryba zrywa przypon, a drugą udaje się wyjąć. Karp 6kg i 66cm.

 



Wszystkie brania były na pellet, kulki „wszystkich smaków" nie interesowały karpi. Mimo wiatru i chłodu zasiadka była udana. W planach jeszcze jeden wyjazd pod koniec pażdziernika i jak pogoda pozwoli to może nawet krótka zasiadka w listopadzie. Jednak już teraz można powiedzieć, że sezon był udany, zwłaszcza jego początek. Kwiecień, maj i czerwiec zdecydowanie górowały pod względem brań. Ryby brały chętnie i prawie na wszystko. Lipiec i sierpień to prawdziwa loteria, zarówno pod względem pogody, ciśnienia i żerowania ryb. Trzeba było dobrze typować miejsca połowu i przynęty, w innym razie zasiadki kończyło się na pusto.

Jesień nadeszła z ładną pogodą i spowodowała, że ryby pozostały jeszcze na płytkiej wodzie. Kto tam lokował zestawy to miał wyniki dużo lepsze niż na głebokiej wodzie. Jednak ryby nadal były chimeryczne i brały tylko na jeden lub dwa smaki. Karpiowanie ma jednak to do siebie, że im trudniej tym karpiarz bardziej zadowolony ze swoich wyników. Dla mnie rok kończy się podwójnym rekordem, wiosenne 7kg i jesienne 11kg. Z dzikiej wody nie udało mi się wyjąć dużego karpia, ale dwa ładne liny też cieszą. A teraz byle do wiosnyJ .