Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Poznałem go w piątej lub szóstej klasie podstawówki. Razem chodziliśmy do technikum i siedzieliśmy w jednej ławce. Los jednak rozłączył nas zaraz po skończeniu szkoły średniej. Jeszcze po jego wyjeździe pisywaliśmy do siebie listy ( papierowe - prawdziwe ). Później kontakt nam się zerwał, a dziś w dobie internetu nadal jest nie możliwy, gdyż mój kolega zajmuje wysokie stanowisko w jednym z banków i nie pokazuje się w sieci. Może kiedyś uda mi się go jakoś namierzyć i odświeżyć starą przyjaźń. Cieszyłbym się z tego, bo pamiętam, że dość bolesne było rozstanie z przyjacielem z dzieciństwa jakie zafundowała nam dorosłość. W tym artykule opiszę Wam kilka wędkarskich historyjek, których bohaterem był mój przyjaciel o dość nie typowym przezwisku - 3/4.

 

 



Skąd się wzięła ta dziwna ksywka? Tego nie wiem. Gdy go poznałem wszyscy mówili na niego 3/4. Po jakimś czasie 3/4 nazywany był jeszcze Misiem, ********* lwie serce, ********** Si Shi i wieloma innymi przezwiskami, które jednak nie przetrwały tak długo jak 3/4.

W artykule chcę opisać śmieszne epizody z naszych wspólnych wędkarskich wypraw. Tak jednak jest, że dla osób obcych, nie znających bohatera komizm może być niewidoczny a wręcz głupi. Zanim więc przejdę do opisywania wędkarskich epizodów opiszę pokrótce głównego bohatera aby czytelnik miał właściwe rozeznanie.

3/4 jak na mój gust hetero był dość brzydkim młodzieńcem. Twarz miał tak komiczną, że osoby go nie znające, zawsze długo mu się przyglądały. Jego charakterystyczną cechą był brak w uzębieniu. Przednie górne jedynki miał na skutek jakiejś wcześniejszej kolizji ułamane mniej więcej właśnie na długości trzech czwartych ( być może przezwisko 3/4 właśnie z tego się wzięło). Włosy miał koloru jasny bląd. Już w wieku młodzieńczym dość rzadkie z głębokimi zakolami, zawsze sterczące, pokręcone zabawnymi loczkami. Mimo tego dość nietypowego - wierzcie mi - wyglądu dziewczyny go uwielbiały. Ba nie tylko dziewczyny! 3/4 był duszą towarzystwa, inteligentny, zabawny, pomocny, za kołnierz nie wylewał i na dodatek był człowiekiem honoru . Miał jednak dość duży problem - jąkał się okropnie i często się zacinał w mowie. Ponieważ był lubiany przez wszystkich, nikomu te drobne ułomności nie przeszkadzały, bo on sam rekompensował je z nawiązką swoją obecnością, zabawnością i pomysłowością. Pamiętam, że miał bardzo wielki problem z powiedzeniem "do widzenia", kiedy wychodził ode mnie z domu. Opracowaliśmy więc metodę, która ułatwiała mu pożegnanie się z moimi rodzicami. Stojąc w przedpokoju, w którym moi rodzice nie mogli nas zobaczyć ja wypowiadałem pierwsze słowo : "do" a 3/4 kończył, mówiąc już tylko "widzenia", co nie wiedzieć czemu nie sprawiało mu problemów. Nie muszę chyba w tym miejscu pisać jakie problemy miał 3/4 z wypowiedzeniem najpopularniejszego polskiego słowa, używanego jako zamiennik dowolnej frazy jakim jest słowo "k...a". W jego ustach to słowo brzmiało zupełnie inaczej :)

3/4 miał dość ciekawe pomysły, które wprowadzone w życie bywały bardzo pomocne. W technikum do którego chodziłem z tych pomysłów często korzystaliśmy opracowując wspólne sposoby ściągania na klasówkach - zawsze się udawało! Jego najlepszym innowacją edukacyjną był pomysł podzielenia między nami dwoma materiału na przeróżne klasówki. On uczył się połowy, ja drugiej, a na klasówce całą wiedzę łączyliśmy do kupy.

Oprócz swej wyraźnej ułomności jaką była wada mowy 3/4 miał jeszcze jedną cechę, która budziła zazdrość i szacunek nas wszystkich. Był mianowicie potężnie silny i sprawny fizycznie. Trenował zapasy, ciężary i przede wszystkim rzut dyskiem. Bardzo prawdopodobne jest, że gdyby chodził do szkoły w mieście wojewódzkim i jego talent zostałby dostrzeżony, dziś jako kraj mielibyśmy kilka złotych medali na koncie więcej. Tak jednak się nie stało, co nie przeszkodziło 3/4 wykorzystywać swojego potężnego zamachu w przeróżnych życiowych sytuacjach, także w wypadach na ryby o czym już poniżej.

Epizod 1

Któregoś dnia pojechaliśmy na ryby na jezioro Kościelne w Lipianach. Mieliśmy tam naszą tajną miejscówkę, na której zawsze łowiliśmy duże leszcze. Praktycznie nikt o tym miejscu nie wiedział. Aby złowić leszcza trzeba tam było wejść do wody po usypanych gałęziach, które uginały się pod stopami. Nie zbędne więc były gumowce. Do Lipian jeździliśmy pociągiem. Ze stacji do naszej miejscówki było dobrych kilka kilometrów, które pokonywaliśmy z dość dużym trudem, w za dużych ojcowskich gumowcach. Szło się najpierw wzdłuż obwodnicy, potem drogą polną, a kiedy już się doszło do tego miejsca złowienie kilku dużych leszczy było już naprawdę proste. Któregoś razu pokonując naszą drogę, docieramy na "nasze" miejsce i zastajemy na nim dwóch miejscowych wędkarzy. Poprosiliśmy ich aby pozwolili nam łowić obok. Ci jednak potraktowali nas dość nie przyjemnie i kazali się wynosić. Widać, znali podobnie jak my wartość tej miejscówki. Niestety byli to dorośli faceci, których w tamtych czasach się słuchało, nie to co dziś. Nie było nam to na rękę. Oj nie było jak nie wiem co!. Obaj z dość kwaśnymi minami odeszliśmy z tego rybnego miejsca w poszukiwaniu innej równie dobrej miejscówki. 3/4 był wściekły jak nigdy dotąd. Myślałem, przez chwilę, że podejdzie do tych dwóch i po prostu ich stamtąd wywali - wierzcie mi dałby radę! Respekt przed starszymi wziął jednak górę. Nie przeszkodziło to mojemu przyjacielowi w obmyśleniu planu zemsty. 3/4 nie lubił zostawiać spraw nie dokończonych, a ta w jego rozumowaniu wymagała jakiegoś z goła innego zakończenia. Okazja ku temu nadarzyła się jakieś nie przesadzając prawie 100 m dalej. Mój kolega w przybrzeżnych krzaczorach wypatrzył rzecz, która mu się bardzo spodobała. Była to szklana butelka po jabolu. 3/4 napełnił ją wodą po czym dokładnie przymierzywszy wziął swój dyskobolowy wymach z obrotu i posłał tę bombę sprawiedliwości w kierunku dwóch niegościnnych wędkarzy. Butelka leciała długo, po czym spadła dokładnie w miejsce, w którym tamci mieli zarzucone wędki.

Do dziś pękam ze śmiechu jak sobie przypomnę tę sytuację. Wyobrażacie sobie jak musieli się Ci dwaj wystraszyć?! Łowią sobie rybki w ciszy i spokoju, aż tu nagle z nieba spada tuż przed nimi jak meteor butelka po jabolu robiąc hałas i płosząc ryby. Ich złowrogie krzyki i obrzucanie nas mięsem rozchodziły się po tafli jeziora bardzo długo. Nie mogli nic zrobić, nie dogoniliby nas! Sprawiedliwość w rozumieniu 3/4 dokonała się.

Śiła i sprawność

O tym, że 3/4 był silny jak wół wiedzieli wszyscy. Kiedyś w technikum we trzech jednocześnie próbowaliśmy się z nim na rękę. Każdy z nas się zapierał o co tylko mógł i wszyscy dzielnie walczyliśmy. Niestety 3/4 nie lubił przegrywać i pokonał nas, co tylko zwiększyło nasz podziw i respekt. O swojej sile i niezwykłej sprawności 3/4 wiedział doskonale. Potrafił to wykorzystywać na różne sposoby. Kiedy jeździliśmy na ryby on pierwszy zawsze wchodził na nie znane stare, podejrzanie wyglądające kładki. Wchodził na nie na stojąco z całym wędkarskim ekwipunkiem, za nim my często na czworaka, albo podparci różnymi kijami. 3/4 bardzo lubił wchodzić na pochylone tuż nad wodą konary drzew. Tam stojąc na gałęzi wykorzystywał wędkę jako tyczkę pomagającą mu utrzymać równowagę. Zawsze w takich miejscach łowił piękne płocie, leszcze a nawet węgorze. Czasem bywało tak, że jakaś kładka, czy wrzucone do wody kołki były zbyt śliskie lub spróchniałe. Wtedy 3/4 lądował w wodzie. Co ciekawe za każdym razem robił nam kawał pozostając pod tą wodą bardzo długo. Zawsze nas na to nabierał. Po około dwóch minutach wychodził z wody nieco wkurzony ale uśmiechnięty, bo wiedział, że kolejny raz nas wystraszył.

Epizod 2

Kiedyś wybraliśmy się na jezioro Rokity leżące bardzo blisko naszego miasta. Planowaliśmy połowić sobie płotki i uklejki z takiej solidnej nowo postawionej kładki z ławkami i oparciami. To miało być takie laitcikowe łowienie. Zachodzimy nad jezioro a tam okazuje się, że na tej kładce siedzi dwóch tubylców. Kładka była duża ale oni nie chcieli nas na nią wpuścić. Na nic się zdały prośby i groźby, nie pozwolili nam i tyle. Nie pozostało nic innego jak udać się na kładkę obok. Ta jednak była stara, połamana i bardzo nie wygodna. Patrząc twarz 3/4 widać było że kipi ze złości. Tym razem jednak rzut butelką nie wchodził w grę. Odległość była zbyt bliska, a faceci wyglądali na takich, którzy by nam tego numeru łatwo nie podarowali. Wiedziałem, ba byłem pewny, że 3/4 coś wymyśli. W jego rozumowaniu świata ta sytuacja wymagała zastosowania prawa zemsty aby sprawiedliwość się dokonała. To jednak co się wydarzyło przeszło moją najśmielszą wyobraźnię. Pomysłowość i skuteczność 3/4 nie miała żadnych granic, o czym przekonałem się już wielokrotnie. Tym razem jednak byłem zaskoczony na maksa, podobnie jak nasi adwersarze, którzy rzucając mięsem zwolnili nam kładkę po wcale nie długim czasie. Co takiego zrobił 3/4? Otóż po wejściu na tą starą zdezolowaną kładkę zauważył, że wiatr wieje dokładnie w kierunku od nas na tamtą kładkę. Woda w jeziorze także płynęła w tamtym kierunku. Nie zastanawiając się więc długo i nie pytając o zgodę, bez żadnego skrępowania, ściągnął portki przykucnął i walnął do wody porannego kloca, który pchany siłami natury popłynął w kierunku niegościnnych wędkarzy. Po jakimś czasie między ich spławikami pływało coś co zniechęciło tamtych dwóch do dalszego łowienia. Nie czekaliśmy długo i po kilku minutach nasza upatrzona kładka była wolna i mogliśmy bez problemu łowić z niej ryby w całkowitym spokoju. Wiatr oczyścił nam to miejsce.

Epizod 3

Któregoś roku jeździliśmy dość często nad pyrzycki zalew. Łowiliśmy tam na grunt zarzucając wędki przed siebie na łapu capu byle dalej. Często obok nas siedział starszy gość. Miał jednak to do siebie, że po zarzuceniu wędek odchodził od nich, często nawet na kilka godzin. Trochę dalej siedział bowiem jego kumpel, do którego staruszek chodził na pogaduchy. Nie pamiętam już czym biedny dziadziuś zasłużył sobie na sprawiedliwą zemstę 3/4. Być może był to tylko zwykły kawał, być może 3/4 nie mógł pogodzić się z faktem, że staruszek zawsze po powrocie od swojego kumpla miał na wędce zaczepionego kilogramowego karpika… W każdym razie, któregoś dnia, kiedy nasz sąsiad po zarzuceniu wędek poszedł sobie jak zwykle do kolegi, 3/4 przystąpił do dzieła. Wyciągnął z wody leżącego w niej starego gumofilca. Jedną z wędek dziadka zwinął i i do haczyka przyczepił starego buta. Następnie rozebrał się i popłynął w kierunku, w którym wcześniej wędka dziadka była zarzucona. Tak przygotowany zestaw zatopił, po czym wrócił na brzeg. Wędkę dziadka ustawił tak, że drewniane podpórki były przewrócone w kierunku do wody aby wyglądało, że coś je w tamtą stronę pociągnęło. Wędkę dziadka 3/4 położył w wodzie blokując o coś kołowrotkiem. Gdy po jakimś czasie staruszek wrócił i zobaczył swój sprzęt, szybko złapał za wędkę i zaciął z całych sił. Wędka wygięła mu się ogromnie, widać było, że ciężar na niej zawieszony był dość duży. Dziadek miał problemy z holowaniem. Był jednak na tyle doświadczony, że nie spanikował i nie zerwał zestawu. Holował swą zdobycz powoli, pompując wędką. Nawet na nas zawołał byśmy przyszli zobaczyć jak wielką rybę złowił. Czy holowaliście kiedyś gumowiaka? Ja tak i muszę przyznać, że nie jest to łatwe. But kręci się w wodzie, zmienia kierunek, muruje, co bardzo przypomina holowanie dużej ryby. Staruszek był w niebo wzięty. My natomiast oglądaliśmy całe zdarzenie udając, że o niczym nie wiemy. Po wyholowaniu gumowiaka, dziadek wpadł w furię i omal nie połamał ze złości swoich wędek. Przez cały ten czas zachowywaliśmy powagę. Dopiero w drodze powrotnej zaczęliśmy się śmiać, wyć i naigrywać. Ten nasz rozbawiony stan trwał jak pamiętam prawie tydzień. Popsuła nam humor dopiero nasza pani od polskiego, na którą 3/4 też w końcu znalazł sposób i wyrównał rachunki, to jednak już zupełnie inna historia.

We wstępie do tego artykułu napisałem, że los rozłączył mnie z moim przyjacielem z dzieciństwa. Może zdarzy się tak, że na starość znowu nasze drogi się zejdą. Jeśli za lat jakieś dwadzieścia spotkacie nad wodą dwóch staruszków, z których jeden będzie miał 3/4 długości przednich górnych jedynek, starajcie się być grzeczni i mili. W przeciwnym wypadku sprawiedliwość Was zaskoczy w najmniej spodziewany sposób. 

 

********** - zachowując prawo do anonimowości mojego przyjaciela nie ujawniam nawet jego imienia. Wszystkie bowiem opisane historie są prawdziwe a mogłyby zaszkodzić w karierze dyrektorowi banku.