Facebook G YT Twitter

UWAGA!

Strona nie przechowuje żadnych danych osobowych, poza imieniem i nazwiskiem autorów i bohaterów artykułów.

Administrator

Marek Malman 

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zobaczyłem go w końcu! Stał nieruchomo tuż pod powierzchnią, był odwrócony do mnie ogonem, którym wykonywał powolne delikatne ruchy. Widziałem jego nastroszoną płetwę grzbietową i obie płetwy z prawej strony, które mieszały delikatnie wodę.

 



Swoją zasiadkę rozpocząłem o świcie 14 sierpnia 2006 roku. Tego dnia, choć miałem wcześniej zanęcone stanowisko, to jakoś czułem wewnętrznie, że nie będzie żadnych brań. Wiał, co prawda zachodni wiatr, robiąc fale na powierzchni wody, ale coś mi mówiło, że nic się nie wydarzy. Zarzuciłem karpiówki i nęciłem z procy cały dzień wstrzeliwując w łowisko zanętę.

 

O świcie 15 sierpnia 2006 roku pojechałem znowu na swoje stanowisko. Zanim rozłożyłem wędki i zabrałem się za robotę, postałem sobie przez dobry kwadrans nad brzegiem i patrzyłem w wodę. Nic mnie nie goniło. Stojąc tak i oddychając porannym wilgotnym powietrzem miałem wrażenie, że ten dzień przyniesie niespodziankę, coś wisiało w powietrzu i ja to czułem.

Zająłem się donęcaniem swojego karpiowego łowiska. Wstrzeliwałem z procy kule zanętowe uformowane z peletu i sypkiej zanęty.

Popadywał przelotny deszczyk i wiał przenikliwie chłodny wiatr. Rozstawiłem, więc plażowy parasol nad wędkarskim krzesłem i siedziałem prawie cały dzień pod tym parasolem. Rozkoszując się spokojem. Poszedłem po południu po coś do samochodu i wtedy, stało się! Nie widziałem tego brania, ale gdy wróciłem na stanowisko sygnalizator mechaniczny na mojej wędce wyraźnie je wskazywał. Nie miałem wtedy sygnalizatorów elektronicznych, więc widok jaki zobaczyłem po powrocie z samochodu zaskoczył mnie i rozradował. Żyłka nie wysnuwała się z kołowrotka, ale wiedziałem, że mam branie karpia.  Jak się okazało później – ogromnego karpia.

Podszedłem do wędki i podniosłem ją do góry. Tak, było pewne, że mam karpia na haczyku. Czułem, to wyraźnie naprężając żyłkę wędką. Chwile tak postałem rozkoszując się tym wspaniałym wędkarskim uczuciem, którego jak dotąd nic nie potrafi mi zastąpić. To uczucie radości i dumy, jakie się w człowieku wyzwala, gdy okazuje się, że jego pomysł i praca nie poszły na marne i że dzięki niej właśnie realizuje się jego marzenie. Po tej krótkiej chwili zadźwięczały mi w głowie słowa Stefana mojego nauczyciela: „ jak będziesz miał tam branie to „wyłącz” nerwy i „włącz” rozum”. Słowa te powtórzyłem na głos do siebie, po czym odłożyłem wędkę z karpiem na podpórki. Szybko zwinąłem drugą karpiówkę, która leżała z przynętą w łowisku żeby karp mi się w nią nie zaplątał. Następnie włożyłem do wody podbierak, czyniąc go podwodnym narzędziem. Rączkę podbieraka ustawiłem na przedniej podpórce wędek. W końcu wróciłem do wędki z karpiem. Był tam jeszcze, musiał być! Zacząłem holować swoją zdobycz, to podnosząc wędkę do góry, to opuszczając ją, przy czym wtedy, gdy ją opuszczałem, zwijałem żyłkę kołowrotkiem. Ta technika holu nazywa się „pompowaniem” i jest jedyną skuteczną metodą na duże osobniki. Pompując wydawało mi się, że mam na haku karpia o wadze zaledwie czterech kilogramów. Ryba była jednak daleko oceniam, że jakieś siedemdziesiąt do stu metrów ode mnie. Jedyne, co można było o niej prawdziwie powiedzieć to, to że była zaczepiona na moim haku. Po kilku minutach takiego spokojnego holu, zorientowałem się, że moja zdobycz ucieka w prawo. Jeszcze nie zagrał kołowrotek, jeszcze nie poczułem siły tej ryby, a już siedziała ona w trzcinach przy brzegu wyrobiska. Ten „profesor” był na tyle przebiegły, że nie szarpał na siłę za żyłkę, lecz poddawał się holowi robiąc jednocześnie swoje i zanim się zorientowałem on niepostrzeżenie umknął w trzciny. To zupełnie jak rok wcześniej. Tylko, że wtedy karp zaparkował w brzeg po mojej lewej stronie. Stałem na skraju skarpy, pod którą była głęboka na około trzy metry woda. Wędkę ustawiłem poziomo prostopadle do brzegu i dalej techniką pompowania próbowałem oderwać karpia z trzcin. Nie było, to wcale łatwe. Karp, gdy już się tam zakotwiczył, za żadne skarby nie chciał stamtąd wypłynąć. Pozwoliłem mu więc tam zostać, lekko napinając żyłkę, żeby nie tracić z nim kontaktu. Po kilku minutach poczułem, że karp daje mi się znowu holować. Nie robił tego chętnie o nie! Gdy go podholowałem parę metrów, to znowu uciekał z powrotem w swoje miejsce, czując się tam zapewne bezpiecznie. Zaczęliśmy się, więc przekomarzać w ten dziwny sposób. Raz ja zyskuję kilka metrów żyłki przyciągając go do siebie, raz on łamiąc opór luźno ustawionego hamulca kołowrotka, odbiera mi tę biegnącą równolegle do brzegu żyłkę. Obaj jednak nie robimy żadnych gwałtownych ruchów. Obaj jesteśmy spokojni. Każdy z nas jest świadomy swego i każdy robi swoje. Przeciągamy, więc tę linę. Po kilkunastu razach takiego wzajemnego przekonywania się o swoich racjach, karp dał za wygraną. Na to właśnie czekałem, to była oznaka mojego zwycięstwa. Dokręciłem lekko hamulec kołowrotka i zacząłem nieco mocniej, choć nadal z wyczuciem ciągnąć rybę. Po chwili siła, z jaką karp przekonał mnie do tego, że nie mam racji w sprawie tego zwycięstwa sprawiła, że na powrót odkręciłem mu hamulec. I w tym momencie karp „ poszedł” w długą! Ciągnął i ciągnął tak długo, że już myślałem, że nie przestanie i popłynie sobie na drugi brzeg. Nagle stanął w toni po prawo na ukos mojego stanowiska, bardzo daleko ode mnie. Nie pozostało mi nic innego jak holować, go z powrotem. Pompowałem, więc na nowo, tym razem już silniej i pewniej. Cóż z tego jak ten spryciarz mimo moich starań, na powrót zaparkował w stromym brzegu wyrobiska. Tym razem jednak z łatwością udało mi się go stamtąd wyciągnąć. Był już blisko mnie. Już widziałem wzburzoną ruchami jego ciała wodę, która kotłowała się wyraźnie kilka metrów ode mnie. Podciągnąłem wędkę do góry i wyciągnąłem karpia na siłę tuż pod taflę wody. Zobaczyłem go w końcu! Stał nieruchomo tuż pod powierzchnią, był odwrócony do mnie ogonem, którym wykonywał powolne delikatne ruchy. Widziałem jego nastroszoną płetwę grzbietową i obie płetwy z prawej strony, które mieszały delikatnie wodę. To była chwila, ale trwała tak długo, że omal zapomniałem z wrażenia, co się tak naprawdę dzieje. Karp w całej okazałości pływał, tuż pod powierzchnią wody i miałem okazję z bliska oglądać jak wygląda duża ryba w wodzie. Mogłem widzieć jak się porusza, jak macha ogonem, jak błyszczą się jego łuski w świetle dnia, jak złoci się jego ciało tuż pod lustrem wody. Karp był piękny, a widok niezapomniany. Nagle, karp machnął ogonem i z całą siłą podjął kolejną próbę ucieczki. Tym razem dał nura w głębinę. Znowu odkręciłem hamulec i ku swojemu zaskoczeniu przekonałem się, że tuż nie daleko brzegu, jest bardzo głęboka woda. Wyraźnie czułem na wędce, że ryba odpłynęła w dół w kierunku dna. Kołowrotek oddał dużo żyłki zanim się zatrzymał i już więcej tego dnia nie zaterkotał… Nadeszła moja kolej! Obaj chyba, to zrozumieliśmy, że zbliża się ostatnia runda tej walki. Wyciągnąłem karpia z dna dość zdecydowanymi ruchami i przyciągnąłem go do brzegu, na którym stałem. Gdy karp ukazał się pod powierzchnią wody szybko wsunąłem pod niego podbierak. Pół jego ciała była już w nim. Podniosłem, więc podbierak do góry. Karp ześlizgnął się po miękkim sznurze podbieraka i znowu wrócił do wody. Trzymałem jednak go mocno nie dając mu odpłynąć. Był już naprawdę zmęczony, ja nie mniej. Znowu wyciągnąłem go na powierzchnię. Wsunąłem pod niego podbierak i mocno przyciągnąłem go wędką. Tym razem manewr się powiódł i karp wpadł do podbieraka. Używając przedniej podpórki wędki, jako stojaka przyciągnąłem podbierak wraz z karpiem do siebie. Po chwili karp leżał na brzegu obok mnie. Był bardzo duży i piękny. Byłem jednak pewny po jego wielkości, że to nie był ten sam karp, którego spotkałem tam rok wcześniej i którego wspomnienie wracało do mnie sprawiając, że zrobiłem wszystko, aby powrócić na to miejsce ponownie. Okazuje się, że jak się bardzo czegoś pragnie i robi się wszystko, co tylko możliwe, to nawet takie mało realne marzenia się spełniają. Od tamtego dnia minęło już sporo czasu i złowiłem wiele mniejszych karpi, ale tamtego karpia będę wspominał jeszcze długo. Kto wie może już na zawsze pozostanie moją rybą życia?

 

karp

 

You have no rights to post comments

Nie jesteś zalogowany.

Terminy Live

Kanał Marfish.pl - wędkarstwo i przygoda

After Marfish - 13. 08.2018 r.

Hangout - zawieszone.  

Live z nad wody - zawieszone....

Zazwyczaj godzina 20:00

Terminy mogą się zmienić.

ecyprinus2

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.

PayPal.Me/MarekMalman

Logowanie

Kto jest On Line

Odwiedza nas 260 gości oraz 0 użytkowników.

Legendy polskie

Legendy polskie

Wiedźmin

Wiedźmin

Grodziska Pirissani

Wczesnośredniowieczne grodziska plemienia Pirrissani

Baśnie Andersena

Baśnie Andersena

Baśnie Grimm

Baśnie grimm

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/marfish/domains/marfish.pl/public_html/modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem