Facebook G YT Twitter

UWAGA!

Strona nie przechowuje żadnych danych osobowych, poza imieniem i nazwiskiem autorów i bohaterów artykułów.

Administrator

Marek Malman 

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

 

Moje opowiadanie o sumie napisane za namową mojej wspaniałej koleżanki Karoliny Rębisz. Karolinko w podziękowaniu za Twe dobre serce.

 

Karolinko spełniaj swoje marzenia, tak jak to zrobił bohater tego opowiadania.

 



Pewnego lipcowego wieczoru nad rzeką w cieniu czarnej olchy w krzakach przy brzegu rzeki, siedział dla nikogo nie widoczny człowiek. Inni ludzie, którzy nad tą rzeką szukali ochłody, porozbierali się prawie do naga i z wytrwałością wystawiali swe rozgrzane słońcem ciała na ledwie wyczuwalne podmuchy wiatru. Upał tego dnia był ogromny i aż prosiło się o deszcz. Po rzece pływał kajak, a w nim siedziało dwóch ludzi. Pływali w tę i z powrotem na długim prostym odcinku głębokiej rzeki, która tu w krainie leszcza niosła leniwie swe zmącone już wody do pobliskiego morza. Ludzie w kajaku wzbudzili dość powszechną sympatię wśród zgromadzonych na trawiastym brzegu licznych amatorów słońca. Za każdym razem gdy kajak przepływał obok obozowiczów, ci wymachiwali do kajakarzy i kibicowali im z radością krzycząc: tempo, tempo… 
Jedynie człowiek siedzący w cieniu patrzył na płynących z pogardą i złością w oczach.

- Przeklęci kłusole, oby wam się ta kotwica wbiła w jakiś kołek leżący na dnie! – Mówił do siebie w myślach niewidoczny obserwator, odgadując, że do kajaka przywiązana jest lina ciągnąca przy dnie kłusowniczy sprzęt.

Nie komentował jednak głośno tego co widział, przyglądał się tylko bacznie wszystkiemu co się dzieje w tej chwili w przyrodzie. Jako pierwszy zauważył, nadchodzącą z dala nawałnicę. Czekał tu na nią z nadzieją, że kiedy już nadejdzie, to będzie mógł zaobserwować w wodzie pewne zjawisko, którego był bardzo ciekaw. Dostrzegł oczyma przyrodnika, że kolor nieba na południu zmienił się z niebieskiego w szary. Zaczynał też wiać słaby wiaterek, który chłodził wymęczone już upałem ciała ludzi.
Niemal w jednej chwili zerwał się gwałtowny wiatr, a z oddali słychać było grzmoty. Pogoda zmieniała się z sekundy na sekundę. Wiatr, który na początku ledwie poruszał liśćmi olchy, teraz przyginał już jej gałęzie, rozrzucał ubrania i sprzęt turystyczny letników. Raptownie zrobiło się prawie ciemno, a z nieba lunął obfity deszcz. Ten mrok rozjaśniały co chwilę błyskawice, a grozy tej chwili dodawał świst wiatru i huk grzmotów wydobywających się z pędzącej szaleńczo po niebie, czarnej jak smoła burzowej chmury z rodzaju Cumulonimbus. Ludzie szybko pochowali się do swych samochodów, zostawiając na plaży część biwakowego sprzętu. Człowiek pod olchą nieporuszony mimo niebezpieczeństwa spoglądał w wodę wypatrując uważnie czegoś, co miał nadzieję zobaczyć. Tymczasem kajakarze, którzy znajdowali się daleko w górze rzeki nie mogąc znaleźć nigdzie bezpiecznego miejsca do wylądowania pędzili co sił w ramionach na plażę, niesieni dodatkowo prądem rzeki i pchani wiatrem. Ich kajak zbliżał się szybko do zbawczego brzegu. Prędkość z jaką płynął była jednak zdecydowanie za duża aby mogli przeciwstawiając się sile wiejącego wiatru i bezpiecznie skręcić w stronę brzegu. Włożyli więc wiosła w wodę i próbowali zatrzymać kajak, lub przynajmniej go spowolnić. Człowiek spod drzewa przyglądał się im już bez nienawiści lecz z politowaniem. Oni ciągle walczyli z siłami gwałtownego żywiołu i pracowali ciężko nad zatrzymaniem kajaka. W końcu, ku zdziwieniu swoim i niewidzialnego obserwatora ta sztuka im się udała i kajak najpierw zwolnił, a następnie zatrzymał się stojąc w miejscu mimo, iż popychał go wiatr i rzeczny prąd. Było to niewytłumaczalne co się właśnie działo: kajak zaczął powoli płynąć pod wiatr i pod prąd nie popychany wiosłami zdezorientowanych wodniaków. Obserwator spod olchy szybko zrozumiał co dokładnie się dzieje, a na jego twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia, rozjaśniony blaskiem rozradowanych oczu. Serce zaczęło mu bić szybko i głośno, tak głośno, że słyszał je w uszach mimo szalejącego wokół szkwału.

- Nie myliłem się! – Powiedział do siebie w duchu. - Jesteś tu, tak jak myślałem. Teraz już jesteś mój!

Po pół godzinie burza zaczęła słabnąć. Od strony z której nadeszła widać już było jasne niebo. Z każdą minutą była coraz dalej. Kajak jednak stał w miejscu z wystraszonymi na pokładzie dwoma pobladłymi ludźmi. Znajdował się około dwudziestu metrów od brzegu i płynął coraz szybciej pod prąd rzeki na jej środek.

- Ciekawy jestem co wy teraz zrobicie cwaniaczki? Nie wierzę, że dacie mu radę, za słabi na to jesteście… - pomyślał obserwator spod drzewa.

Wioślarze zaczęli przeciwstawiać się sile znoszącej ich na środek nurtu, wiosłując z coraz większym zapałem. Strach już ich opuścił, a niebezpieczeństwo nagłego żywiołu przestało już im grozić. Plażowicze, którzy powychodzili właśnie ze swych samochodów, zajęli się zbieraniem swoich ubrań, krzesełek i leżaków porozrzucanych przez wiatr. Spoglądali w czasie tej czynności kątem oka na dziwne niezrozumiałe zjawisko dziejące się na środku rzeki. Wielu z nich odnalazłszy już swoje rzeczy, zaczęła się z coraz większą uwagą przyglądać temu co dzieje się z kajakiem.
Ten wbrew wszelkim prawom fizyki płynął powoli pod prąd rzeki odporny na pchające go w przeciwnym kierunku wiosła. W końcu wioślarze przestali wiosłować i zaczęli się naradzać. Wynikiem tej narady było zrobienie najgłupszej rzeczy pod słońcem. Obaj włożyli wiosła do wody, zanurzając ich pióra głęboko, każdy z innej strony i jednocześnie na „trzy cztery” mocno, z całych sił zaczęli wiosłować nie kontrolując tego co się dzieje. Obserwatorzy z plaży w tym ukryty w cieniu drzewa człowiek zauważyli, że gdy tylko kajakarze rozpoczęli swoje natarcie ich kajak ani o centymetr nie przesunął się do przodu. Zaczął się natomiast od tyłu zanurzać w wodę.

- Musisz być bardzo duży, cieszy mnie to – pomyślał obserwator.

Nim dwaj desperaci się zorientowali w swym błędzie, kajak przynurzył się tak, że przez kokpit zaczęła się dostawać woda. Nie trzeba było już długo czekać aby obaj wpadli do rzeki. Na ten widok zgromadzone kobiety uderzyły w krzyk, a mężczyźni otworzyli szeroko usta w oczekiwaniu na dalszy bieg zdarzeń. Obaj rozbitkowie po chwili wypłynęli na powierzchnię. Na szczęście potrafili pływać i po kilku minutach byli na brzegu.
Rozmowom i pytaniom nie było końca. Nikt jednak nie potrafił wyjaśnić dlaczego kajak zatonął. Wypytywani o przyczynę kajakarze ruszali tylko ramionami i twierdzili, że niczego nie rozumieją udając niewiniątka.

- Teraz moja kolej - pomyślał obserwator oddalając się od rzeki.

Następnego dnia cichy obserwator kryjący się przez cały czas trwania tego zdarzenia w przybrzeżnych krzakach w cieniu olchy, pojawił się nad rzeką w porze popołudniowej. Trzymał w reku wędkę z kołowrotkiem, a na plecach niósł średniej wielkości plecak. Po jego ruchach i spojrzeniu widać było, że jest to człowiek pewny swego, wiedzący co robi. Tak było faktycznie, znał bowiem dokładnie ten fragment rzeki. Wcześniej dokładnie wszystko sprawdził, rzucając wiele razy marker mierzący głębokość wody, znalazł na dnie rzeki głęboki dół. Zdarzenie z kajakiem potwierdziło, że nie mylił się w swoim odkryciu. Po kilku minutach wędka, którą był prawie trzy metrowy spinning była gotowa do pracy. Na końcu grubej plecionki założony był dziesięciocentymetrowy nurkujący głęboko wobler. Kołowrotek na który nawinięta była plecionka miał dość okazale rozmiary. Szpula z całą pewnością mogła pomieścić co najmniej 300 m plecionki. Wędkarz podszedł do brzegu i zaczął wykonywać rzuty. Rzucał daleko swoją przynętę i ściągał ją do siebie prowadząc ją tuż nad dnem. Za każdym razem starał się aby wpływała w rzeczny dołek. Do zmroku jednak nie było żadnego brania, żadnego śladu życia w rzece. Tak było codziennie przez tydzień. Wędkarz wykonywał tysiące rzutów, zmieniał przynęty i obławiał spory obszar wokół dołka – wszystko na nic.
Ósmego dnia zmieniła się pogoda. Padał z nieba mały kapuśniaczek, który z godziny na godzinę zmieniał się w coraz bardziej rzęsistszą ulewę. W niczy to nie przeszkodziło wędkarzowi. Nadal rzucał przynętę spinningiem. W końcu poczuł tępe uderzenie w wędkę. Wydawało mu się że jego przynęta weszła w jakiś paskudny zaczep. Nic się nie działo poza tym, że przynęta nie dała się holować. Na nic zdało się naprężanie linki, na nic zdało się pstrykanie w nią ani jej popuszczanie. Przynęta z całą pewnością wbiła się jednym z grotów kotwicy w coś wielkiego i ciężkiego nie dającego się nawet o milimetr przesunąć. Gdyby nie mała iskierka nadziei jaka zaświeciła się w umyśle wędkarza odciąłby linkę i uzbroił następny zestaw. Ta nadzieja jednak nakazywała mu wierzyć w coś zupełnie nierealnego. Z każdą minutą zmieniała się w pewność i sugerowała coraz bardziej stanowczo, że przynęta nie utkwiła w żadnym martwym zaczepie lecz w ogromnym pysku gigantycznego suma. W umyśle wędkarza pojawiła się wizualizacja tego o czym marzył przez wiele lat swej wędkarskiej przygody. Widział oczyma wyobraźni jak walczy z potężnym sumem. Czuł jak wygina się wędka, słyszał jak terkocze kołowrotek, walczył z uciekającą rybą o każdy centymetr żyłki.
W rzeczywistości stał z wędką naprężając żyłkę i nie czuł na jej końcu żadnego ruchu. Deszcz lał teraz z taką intensywnością, że ubranie wędkarza stało się całe mokre, a woda przedostała się przez nie i nie przyjemnie chłodziła mu plecy, ramiona i nogi. Wlała mu się nawet do butów i mimo, iż było ciepło wędkarz zaczął drżeć. Nie wiedział jednak czy drży z zimna, czy też emocje spowodowały taką reakcję organizmu. Jego wędkarskie doświadczenie podpowiadało mu aby w jakiś sposób zmusić rybę do wykonania ruchu. Gdyby poczuł ruch na swojej wędce miałby pewność, że to nie jest zaczep. Tymczasem na końcu jego wędki nic się nie działo. Przynęta tkwiła w odmętach rzeki unieruchomiona na amen. Nadal nie wiadomo było do końca czy utkwiła w zaczepie czy też złapał ją swą paszczą olbrzymich rozmiarów sum, który według obserwacji wędkarza zamieszkiwał ten odcinek rzeki. Sam wędkarz nie był pewny tego co się wydarzyło. Nadzieja kazała mu wierzyć w suma, rozsądek w zaczep, a przyroda lejąc na niego strugi zimnego deszczu, coraz bardziej zniechęcała go do dalszego trwania nad rzeką. W końcu przyszło mu do głowy aby szarpnąć wędką. Poluzował więc hamulec kołowrotka i zaczął delikatnie szarpać. Nic to jednak nie dało. Czas płynął powoli i dłużył się, a każda kolejna minuta spędzona w strugach deszczu stawała się dłuższa i trudniejsza do wytrzymania. Wędkarz czuł coraz bardziej że jest zmęczony. Bolały go ręce, nogi i plecy. Coraz bardziej przekonywał sam siebie, że wyjdzie na głupka, który żyjąc nadzieją stoi w ulewnym deszczu naprężając wędkę, której przynęta tkwi wbita w jakąś kłodę lub zahaczyła się o szczelinę między dwoma głazami leżącymi na dnie.

- Co ja tutaj robię? - Pytał sam siebie. – Moknę w tym cholernym deszczu z wędką zaczepioną jak zwykle o jakieś paskudztwo.

Przypomniał sobie jednak, to co pewnej nocy słyszał siedząc w osamotnieniu nad rzeką. Była to noc spokojna, bezksiężycowa, ciepła - czerwcowa. Wybrał się wtedy nad rzekę bez swojego wędkarskiego sprzętu. Coś wtedy go ciągnęło nad wodę, rzeka przywoływała go do siebie swym śpiewem słyszanym tylko w jego podświadomości. Tuż po zapadnięciu zmroku usłyszał głośny pocałunek, całus, cmoknięcie. Dźwięk ten dobiegał od strony rzeki. Po chwili całuśnik znów skradł swej oblubienicy podobnego całusa. Po tych przejawach czułości wędkarz usłyszał pojedynczy bardzo głośny huk, jakby głazu wrzuconego do wody z dużej wysokości. Było wtedy ciemno i wędkarz niczego nie widział. Domyślił się jednak, że to sum całując powierzchnię wody zasysał z niej ledwie uśpioną drobnicę. Po czym spławił się z hukiem i pewnie odpłynął, bo żadne więcej dźwięki już nie dotarły od strony rzeki.

 

 

You have no rights to post comments

Nie jesteś zalogowany.

Terminy Live

Kanał Marfish.pl - wędkarstwo i przygoda

After Marfish - 13. 08.2018 r.

Hangout - zawieszone.  

Live z nad wody - zawieszone....

Zazwyczaj godzina 20:00

Terminy mogą się zmienić.

ecyprinus2

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.

PayPal.Me/MarekMalman

Logowanie

Kto jest On Line

Odwiedza nas 325 gości oraz 0 użytkowników.

Legendy polskie

Legendy polskie

Wiedźmin

Wiedźmin

Grodziska Pirissani

Wczesnośredniowieczne grodziska plemienia Pirrissani

Baśnie Andersena

Baśnie Andersena

Baśnie Grimm

Baśnie grimm

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/marfish/domains/marfish.pl/public_html/modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem