Facebook G YT Twitter

UWAGA!

Strona nie przechowuje żadnych danych osobowych, poza imieniem i nazwiskiem autorów i bohaterów artykułów.

Administrator

Marek Malman 

Ocena użytkowników: 2 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Wygonin 2004Wywiad z Przemysławem Mroczkiem, żywą legendą polskiego karpiarstwa. Przemysława Mroczka przedstawiać nie trzeba, jego książki i filmy oraz kwartalnik Karp Max znają wszyscy karpiarze. Słowa wstępu są tu więc nie potrzebne. Zapraszam do lektury.

Panu Przemysławowi dziękuję za ten wywiad - marzenie. 



Rainbow 2010 M.M. - Zanim zadam pierwsze pytanie pozwolę sobie opowiedzieć krótko jak zaczęła się moja przygoda z karpiami. Obiło mi się kiedyś o uszy, a było to dawno temu, że ludzie łowią duże karpie. Postanowiłem więc dowiedzieć się jak to robią? Kupiłem książkę pod tytułem „Karp", której autorem jest Przemysław Mroczek. Książkę przeczytałem i w ciągu jednego sezonu z wędkarza spławikowego stałem się karpiarzem. Wielu moich młodszych kolegów zaczęło bardzo podobnie z tą małą różnicą, że zamiast czytać książkę obejrzeli filmy. Dziś mam okazję zadać pytanie pionierowi polskiego karpiarstwa - jak to wszystko się zaczęło? Skąd pomysł aby łowić karpie, tylko karpie i tylko te duże? Czym była ta iskra, która w efekcie przerodziła się w pasję nie tylko samego pioniera ale też całej wielkiej rzeszy ludzi będących dziś specjalistami w połowach walecznych cyprinusów?

P.M. - Łowię ryby od kiedy pamiętam, natomiast karpie...? Od razu muszę sprostować – nigdy nie było pomysłu, aby łowić wyłącznie karpie i w dodatku te duże. Zwłaszcza takiego pomysłu nie było kiedy zacząłem „odkrywać" karpie. Łowiłem (i do dzisiaj to robię) innymi metodami inne gatunki, a ograniczenie się do jednej ryby moim zdaniem bardzo zawęża wędkarskie horyzonty. Oczywiście dzisiaj w związku z permanentnym brakiem czasu, łowię prawie wyłącznie karpie, chociaż od czasu do czasu pojawiam się nad wodą ze spinningiem, kiedy mam 3-4 wolne godziny, a w pobliży żadnej wody karpiowej.

Jak to się zaczęło? To był 1974 r. Byłem na wakacjach nad jednym z pomorskich jezior. Łowiłem tam płocie i leszcze. Było takie miejsce koło zapory, w którym co 5-6 branie „coś" zrywało mi zestaw zaraz po zacięciu. Po pewnym czasie zorientowałem się, że to karpie. Wtedy postanowiłem, że muszę złowić choć jednego. Jednak udało mi się to dopiero rok później, kiedy dostałem odpowiednio grubą żyłkę i haczyki. Ale nawet wówczas moim łupem padały karpiki 3-4 kg, a branie każdego większego kończyło się moją porażką. Tak jednak, drobnymi kroczkami, dochodziłem do wiedzy jak je łowić, gdzie je łowić i co zrobić, aby skutecznie holować te największe. Przy czym wówczas, w latach 70-tych wielkimi określano karpie o masie 10 kg. O jeszcze większych nikomu w ogóle się nie śniło.

Tak więc tą pierwszą iskrą było wyzwanie, pewien rodzaj złości podrażnionego łowcy, który znalazł się w sytuacji, w której to zwierzyna łowi łowcę, a nie na odwrót.


M.M. - Kiedy Pan zaczynał karpiowanie nie było jeszcze łowisk komercyjnych tak bardzo dziś popularnych wśród karpiarzy. Były natomiast jeziora z dziewiczymi, „dzikimi" karpiami. Proszę powiedzieć jakimi kryteriami kierował się Pan wtedy w wyborze łowiska? Jakich rad udzieliłby Pan dziś karpiarzowi chcącemu spróbować swych sil w naturalnych warunkach, gdzie i jak ma szukać karpi?

P.M. - Kategorie wyboru łowiska prawie 40 lat temu? W ogóle czegoś takiego nie było. Wszyscy łowili w wodach w pobliżu domu. Kto miał wówczas samochód? Moi rodzice nie mieli, sąsiedzi również nie. Na ryby jeździło się autobusem albo rowerem. O wodach karpiowych w odległości większej niż 20 km od domu nie miałem zielonego pojęcia.

Co do rad dla łowiących w naturalnych warunkach (chyba chodzi o tzw. dzikie wody), to są one bardzo krótkie: jechać, otworzyć oczy i uszy i uruchomić mózg. To tyle.


M.M. - W swojej książce „Karp" już w pierwszym rozdziale pisze Pan o pewnym postanowieniu powziętym jeszcze w tamtych latach. Pamięta Pan jakie to było postanowienie? 

P.M. - Ja się ma naście lat, to człowiekowi do głowy przychodzą najróżniejsze postanowienia, które później są weryfikowane i składane na garb młodości. Szczerze mówiąc musiałbym otworzyć książkę, do której dawno nie zaglądałem, bo szczerze mówiąc nie pamiętam.

 

kwartalnikM.M. -  Karp Max kwartalnik ukazujący się w Polsce jest czasopismem, które dla karpiarzy stało się niezbędnikiem, źródłem fachowej wiedzy z dziedziny sprzętu wędkarskiego, technik połowu karpi itd. Jak to się stało, że postanowił Pan w ten sposób dzielić się swoją wiedzą z innymi?

P.M. - To akurat było proste. Od 30 lat jestem zawodowym dziennikarzem, zarówno radiowym jak i prasowym. Kiedy więc wędkarstwo karpiowe (w dzisiejszym mniemaniu) zaczęło stawiać pierwsze kroki, a było to na początku drugiej połowy lat 90-tych poprzedniego wieku, zacząłem myśleć o czasopiśmie temu poświęconym. Miałem spore doświadczenie, bowiem w latach 80-tych regularnie pisałem teksty do czasopism muzycznych – „Non Stop" i „Magazyn muzyczny", więc wiedziałem na czym polega powstawanie i redagowanie czasopisma. A to, że była to zupełnie inna branża, nie miało żadnego znaczenia. W dodatku pod koniec lat 90-tych udało mi się przeforsować w „Wiadomościach Wędkarskich", których byłem stałym współpracownikiem, pomysł dodatku karpiowego. Ukazały się 2 numery „Wiadomości Karpiowych". I pewnie, gdyby szefostwo „WW" miało wówczas więcej odwagi, dzisiaj nie ukazywał by się „Karp Max", a w dalszym ciągu „Wiadomości Karpiowe". Stało się jednak inaczej. W 2001 r. w dalszym ciągu nie istniał u nas rynek karpiowy. Jednak zachęt do założenia specjalistycznego czasopisma miałem sporo. Jednym z najmocniej zachęcających mnie był Paweł Wyszkowski, szef wówczas jedynej w Polsce firmy karpiowej. Decyzja o powstaniu „Karp Maxa" zapadła latem 2002 r. , a pierwszy numer ukazał się w kwietniu następnego roku. Przyznam się, że początki nie były łatwe, ale lawinowo rosnąca liczba łowiących karpie sprawiła, że kwartalnik przetrwał najtrudniejszy okres i o paru latach już bez większych problemów mógł się rozwijać, zwiększając swoją objętość i nakład, zmieniając szatę graficzną na coraz ciekawszą.


M.M. Kwartalnik łowców karpi to duże przedsięwzięcie, nad którym pracuje cały zespół ludzi. W jaki sposób pozyskuje Pan i selekcjonuje autorów tekstów?

P.M. - W dużej mierze są to ludzie znani mi od lat, o których wiem, że są świetnymi karpiarzami. Oczywiście to nie wystarczy, bo muszą również potrafić przelać swoją wiedzę na papier, a z tym to już bywa różnie. Mamy w tej chwili kilkunastoosobową grupę stałych współpracowników, ale cały czas wyszukujemy nowych. Zgłaszają się do redakcji młodzi ludzie, chętni do pisania. Oczywiście, ze względu na ograniczoną objętość czasopisma, nie możemy drukować wszystkich nadsyłanych tekstów. Z drugiej strony stawiamy przed autorami dość ostre wymagania, nie tylko dotyczące tekstów, ale również zdjęć. W „Karp Maxie" może się znaleźć tekst każdego autora, bez względu na to czy ktokolwiek o nim wcześniej słyszał, czy też nie. Jednak pod warunkiem, że ma coś naprawdę ciekawego do przekazania czytelnikom.

Drugą grupę stanowią autorzy zagraniczni. Współpracujemy ze znanymi karpiarzami z Anglii, Francji, Niemiec czy Czech. To ludzie, którzy wędkarstwem karpiowym zajmują się profesjonalnie, więc również przysyłane przez nich materiały są na wskroś profesjonalne.

 

M.M. -  Po książce i kwartalniku, przyszedł czas na kolejny pomysł Przemysława Mroczka, kolejne wielkie wyzwanie... Mowa tu o serii filmów pod wspólnym tytułem" Na karpie z Przemysławem Mroczkiem". W filmach pokazuje Pan szczegóły karpiowej sztuki od „a" do „z", ucząc w nich jak nawijać żyłkę, jak sondować dno, czy nawet jak zarzucać poprawnie zestaw. Nie brakuje w nich także sfilmowanych scen niecodziennych holi karpi. Proszę opowiedzieć coś o tym pomyśle o tym projekcie, skąd pewność, że jest zapotrzebowanie na tego rodzaju filmową produkcję?

P.M. - W 2005 r. kiedy powstawał pierwszy zrealizowany w Polsce film o łowieniu karpi, czyli „Na karpie", nie było wiadomo czy jest na tego rodzaju produkty zapotrzebowanie. Kiedy jednak DVD ujrzało światło dzienne, okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Pomysłodawcą i producentem tego filmu, jak i całej późniejszej serii był Mariusz Kapuściński. Od początku do końca to jego zasługa. Po kilku latach w dalszym ciągu z wielkim entuzjazmem robimy nowe filmy, jednak świat się bardzo zmienił. W Internecie pojawiło się wszechobecne piractwo, które w znacznym stopniu odbiło się na sensowności kręcenie tego typu filmów. Produkcja każdego filmu to spory koszt, a opłacalność coraz mniejsza, bo każdy może sobie ściągnąć darmową wersję od piratów. No cóż, taki jest dzisiejszy świat. Nie można się na niego obrażać, trzeba dalej robić swoje, choć wymaga to o wiele większej „gimnastyki". To co charakteryzuje nasze produkcje, to profesjonalizm i to na każdym etapie produkcji. Być może nie każdy jest w stanie dostrzec, że na przykład płyty nie są kopiowane domowym sposobem, a tłoczone w profesjonalnych firmach. To oczywiście zwiększa koszty, ale pozwala na zaoferowanie produktu o wiele lepszej jakości.

Karpie po krakowsku 2011M.M. -  „Karpie po krakowsku" - to film o?

P.M. - Przede wszystkim postanowiliśmy nie kontynuować serii „Na karpie". Być może jeszcze kiedyś do niej wrócimy, ale ten film miał z założenia różnić się od poprzednich. Dla mnie był to zresztą okrągły jubileusz, mój 10 film DVD, bo przecież oprócz serii „Na karpie" zrealizowałem też 4 filmy pod nazwą „Na karpiowym szlaku". „Karpie po krakowsku" to film o łowieniu w chłodnych porach roku. Pokazujemy jak przygotować się do wędkowania w trudnych warunkach. Omawiamy namioty, łóżka, śpiwory itp. Jest to więc w dużej mierze film techniczny, chociaż ryby łowione zbiorniku 3K na Przylasku Rusieckim w Krakowie też są sporą atrakcją. Sponsorem filmu jest firma Fish Point, stąd jest tam sport informacji o jej produktach, jak również pokazujemy kilka nowości firmy Fox, której z kolei FP jest polskim dystrybutorem. Różnice pomiędzy poprzednią serią, a tym filmem od razu da się odczuć.

 

M.M. - Z Karp Maxem kojarzy się wiele rzeczy jedną z nich są prestiżowe zawody „Srebrny Hak" organizowane od 2005 roku, mające już swoją tradycję i cieszące się dobrą opinią wśród karpiarzy. Proszę nam opowiedzieć o tych zawodach.

P.M. Od samego początku powstawania łowiska karpiowego w Wygoninie byłem nie tylko tego obserwatorem, ale też doradcą ówczesnego właściciela. To dla mnie najpiękniejsza karpiowa woda w Polsce, szkoda, że nie zadbana tak jak być powinna, ale to temat na osobną opowieść. Moimi podstawowymi zawodami był wówczas Karpiowy Puchar Polski, który organizowałem nad zbiornikiem Mietków, potem na Paprocanach w Tychach, wreszcie na Michalicach koło Namysłowa. To były wielkie zawody, jednak czułem, że jest wielu karpiarzy, którzy chętnie startowali by w zupełnie innych zawodach, bardziej kameralnych i jednocześnie na absolutnie dzikiej wodzie. W 2004 r. zorganizowałem w Wygoninie zawody towarzyskie przyjaciół „Karp Maxa", a ponieważ dały świetne wyniki, od kolejnego postanowiłem organizować prestiżową imprezę nad tą prestiżową wodą. Tak zrodził się pomysł Srebrnego Haka. Co roku 25 zespołów startuje w tych zawodach, muszę przyznać jedynych w swoim rodzaju, nie tylko ze względu na znamienitego sponsora – firmę Daiwa, ale atmosferę tej wody i całkowitą niewiadomą, gdzie kolejnego roku będą brać karpie. Nie przypadkowo właściwie za każdym razem zwycięża zespół łowiący na innym stanowisku. Wygonin to piękna, ale też bardzo trudna woda, a przechytrzenie tamtejszych karpi jest naprawdę wyższą szkołą jazdy.


M.M. - Zmieniając nieco temat chciałbym zapytać o Pański największy karpiowy sukces, o karpia, którego złowienie sprawiło Panu największą satysfakcję, a może opowie nam Pan też o swojej największej porażce?

P.M. - Zacznę od porażek, chociaż nigdy się nimi specjalnie nie przejmuję i właściwie nie określam ich mianem porażek, bo to tylko łowienie ryb, i nic więcej. Kilkanaście lat temu regularnie łowiłem nad pewnym niewielkim jeziorkiem, pełnym zatopionych drzew. Nigdy jednak nie mogłem złowić karpia większego niż 15 kg, chociaż okazów tam nie brakowało. Po prostu wówczas nie miałem pojęcia co robić, aby skutecznie łowić karpie wśród zaczepów. Dzisiaj myślę, że nie miałbym z tym większych problemów, z tym, że w tej wodzie już nie ma karpi. A sukces? To na pewno rozpropagowanie nowoczesnego łowienia karpi w Polsce. Jak ostatnio policzyłem, od 1995 r, kiedy zacząłem pisać do czasopism wędkarskich, napisałem o karpiach około 500 artykułów. Równą satysfakcję, jak nie większą mam z pomysłu organizowania Cypriniad. Od 1996 do 2002 r. jeździłem po całej Polsce organizując, bądź współorganizując pod auspicjami Polskiego Towarzystwa Karpiowego, lokalne zawody karpiowe. To dzięki tym imprezom setki ludzi po raz pierwszy miały okazję zobaczyć na czym to karpiowania naprawdę polega. Wiem, że gdyby nie Cypriniady, rozwój wędkarstwa karpiowego w Polsce nie nastąpił by tak szybko.

A co do karpia, który sprawił mi największą satysfakcję. To chyba była moja pierwsza dyszka z 1986 r. Do dzisiaj dokładnie pamiętam całe branie, hol i podebranie, jakby to się zdarzyło wczoraj.

 

karp max_portalM.M. - . Nie chcę w tym wywiadzie poruszać tematu sprzętu, bo każdy zainteresowany otwierając stronę karpmax.pl lub kupując kwartalnik łowców karpi „Karp Max" znajdzie w nich informację o najnowszym karpiowym sprzęcie od haczyków na klamotach skończywszy. Mam jednak ochotę zapytać Pana o zdanie na temat zapachów przynęt i zanęt. Wielu karpiarzy właśnie do nich przykłada największą uwagę. nie jest to mylne? Czy aby na pewno karp, który połknął kulkę o zapachu ananasa, gdyby w tym samym miejscu znalazł kulkę o zapachu truskawki, czy kraba albo muszli, to na pewno by je ominął? Chciałbym obalić albo podtrzymać mit. Co Pan o tym sądzi?

P.M. - Nie przywiązuję specjalnej uwagi do zapachów, są one moim zdaniem sprawą drugorzędną. Liczą się składniki miksu, z którego wykonane są kulki. Skłamałbym jednak , że nie mam ulubionych zapachów. To na pewno oryginalny scopex (Hutchinson), ale też wszelakie zapachy cierpkie (owoce leśne świetne na muł), duży sentyment mam też do aromatów czekoladowych, czy pomarańczki. Rybnych aromatów raczej nie używam, bo lepsze są oryginalne zapachy pochodzące z rybnych miksów. Ale w ogóle do przynęt nie przywiązuję pierwszorzędnej uwagi, bo najważniejsze jest zlokalizowanie miejsc żerowanie karpi.

 

M.M. -  Jakie jest Pańskie ulubione łowisko Polskie i zagraniczne, komercyjne i otwarte?

P.M. - Z zagranicznych na pewno Rainbow, a kiedyś Raduta (do 2004 r.). Z polskich otwartych wód mam kilka „tajnych" śródleśnych jezior na północy Polski. Ogromny potencjał mają też niektóre wielkie zaporówki, np. Goczałkowice, ale to niezwykle trudne wody, które wymagają poświęcenia masy czasu. Z wód prywatnych, czy jak kto woli komercyjnych, Wygonin.

 

M.M. Karp to ryba, która nie jest naszą rodzimą rybą. Wiadomo, że zarybianie nim na przykład pomorskich jezior sielawowych nie jest mądre. Są jednak jeziora i zbiorniki, które zarybiane karpiami nie ponoszą szkód. Jestem gorącym zwolennikiem łowienia karpi w otwartych wodach i tam szukania prawdziwych sukcesów. Jak Pan myśli, czy wędkarstwo karpiowe w przyszłości ograniczy się tylko do zarybionych dużą ilością karpi małych kilkuhektarowych stawów, wokół których powstaje cała infrastruktura z zapleczem hotelowym, socjalnym i garmażeryjnym, czy też karpiarze będą mieli szansę na przeżycie swojej przygody na otwartych wodach?

P.M. - Łowienie na pewno nie ograniczy się do łowisk komercyjnych. Ale to w największej mierze zależeć będzie od „polityki" dzierżawców, głównie PZW. Ten temat jednak wolałbym zostawić w spokoju.

 

M.M. - Czym jeszcze zaskoczy nas Przemysław Mroczek w przyszłości?

P.M. - Są oczywiście nowe plany, ale na ich realizację trzeba będzie poczekać co najmniej rok. Chociaż... część nowych działań będzie widoczna już w najbliższych miesiącach. Myślę, że pomysły są ciekawe i zainteresują zarówno czytelników „Karp Maxa", jak i tych, dla których całym światem jest Internet.

A tak przy okazji, wiosną przyszłego roku obchodzić będziemy okrągłą 10 rocznicę ukazania się 1 numeru „Karp Maxa".

 

M.M. Bardzo dziękuję za rozmowę.

 _________________________________________

Książki Pana Przemysława Mroczka " Karp", "Amur i tołpyga" oraz filmy z serii "Na karpie z Przemkiem Mroczkiem", "Na karpiowym szlaku" oraz "Karpie po krakowsku" można oczywiście kupić. Informację gdzie ich szkuać znajdziecie Państwo na portalu karpmax.pl

Prenumeraty kwartalnika Karp Max można także dokonać odwiedziając karpmax.pl

You have no rights to post comments

Najnowsze Posty na forum

Nie jesteś zalogowany.

Logowanie

ecyprinus2

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.

PayPal.Me/MarekMalman

Kto jest On Line

Odwiedza nas 827 gości oraz 0 użytkowników.

Legendy polskie

Legendy polskie

Wiedźmin

Wiedźmin

Grodziska Pirissani

Wczesnośredniowieczne grodziska plemienia Pirrissani

Baśnie Andersena

Baśnie Andersena

Baśnie Grimm

Baśnie grimm

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/marfish/domains/marfish.pl/public_html/modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem