Facebook G YT Twitter

Usunięcie danych osobowych z portalu marfish.pl

UWAGA!

W związku z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) oraz w związku z USTAWĄ z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (tekst pierwotny: Dz. U. 1997 r. Nr 133 poz. 883) (tekst jednolity: Dz. U. 2002 r. Nr 101 poz. 926) (tekst jednolity: Dz. U. 2014 r. poz. 1182) (tekst jednolity: Dz. U. 2015 r. poz. 2135, 2281) (tekst jednolity: Dz. U. 2016 r. poz. 922) 

informuję iż do końca kwietnia 2018 r wszystkie dane użytkowników portalu marfish.pl zostaną trwale usunięte ze stron portalu, serwera i baz danych.

Likwidacji ulegnie także galeria zdjęć.

Administrator

Marek Malman 

Ocena użytkowników: 3 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jest kilka czynników, które mają bezpośredni i decydujący wpływ na wynik naszego połowu. Jednym z nich, czysto technicznym zresztą jest dokładne wygruntowanie naszego łowiska, celem właściwego podania przynęty na haczyku. Sprawdzenie głębokości, ukształtowania dna oraz jego konsystencji i zarostu powinno być pierwszym i podstawowym zadaniem każdego tyczkarza, nawet, kiedy wydaje się nam, że znamy dobrze dane łowisko. Wiedza, którą posiądziemy po wygruntowaniu pozwoli nam na:

właściwe dobranie składników klejących w naszej zanęcie, przed jej nawilżeniem;

ustalenie miejsca, w które będziemy wrzucali (wkładali) zanętę;

ustalenie miejsca, w które będziemy wkładali zestaw lub trasę przepływanki;

właściwe dobranie wyporności spławika, czyli ciężaru zestawu;

początkowe ustalenie miejsca podania przynęty z haczykiem w odniesieniu do dna.
 

 

 



Zanim omówię poszczególne etapy związane z przygotowaniem do łowienia przybliżę samą technikę gruntowania. Każdy wędkarz łowiący na zestaw skrócony powinien zdawać sobie sprawę jaką potężną broń posiada w ręce, w porównaniu z innymi metodami służącymi do łowienia pospolitego białorybu. Chociaż każdą z metod gruntowych jesteśmy w stanie w jakimś stopniu wygruntować dno, zrobienie tego za pomocą tyczki jest czynnością niemal idealną. Oczywiście warunkiem idealności naszego gruntowania jest właściwe jego przeprowadzenie oraz, co równie ważne wyciągnięcie właściwych wniosków. O ile jesteśmy w stanie nauczyć się techniki gruntowania, o tyle wykorzystanie posiadanej w ten sposób wiedzy w praktyce jest już nieco wyższym stopniem zaawansowania wędkarskiego, który również spróbuję w tym artykule nieco przybliżyć. Wróćmy jednak do samego gruntowania. Kiedy 8 lat temu kupiłem sobie pierwszą tyczkę okazało się po gruntowaniu dna, że stanowiska, które do tej pory odwiedzałem są mi zupełnie nieznane. Dlatego na początku zrobiłem sobie specjalny, samodzielny zestaw do gruntowania. Była to po prostu 6 metrowa linka nylonowa zakończona 30 gramowym gruntomierzem i przywiązaną co pół metra kolorową włóczką na przemian żółtą i czerwoną. Dzięki temu przyrządowi mogłem wstępnie zorientować się przede wszystkim w głębokości mojego stanowiska, co pomagało mi we właściwym wyborze odpowiedniego zestawu. Obecnie montuję gruntomierz bezpośrednio na wstępnie, intuicyjnie wybranym zestawie, co niestety nieraz, gdy nie znam łowiska, kończy się jego zmianą po pierwszym wyjeździe, bo jest zbyt lekki lub zbyt ciężki. Ten sposób gruntowania łowiska jest ogólnie przyjętym standardem i należałoby dokładnie opisać na czym on polega. Najpierw jednak muszę wymienić rodzaje gruntomierzy. Generalnie można je podzielić na trzy typy:

z korkiem lub gumą w podstawie, w które wbija się haczyk;

z mocowaniem haczyka za pomocą sprężynującej zapadki w górnej części gruntomierza (Stonfo)

tzw. żabki, czyli działające na zasadzie klamerki gruntomierze z dwoma półkulami, które po zamknięciu mogą być zamocowane na ołowiu głównym lub na jakiejś śrucinie.

Gruntomierze z korkiem lub gumą w podstawie mają za zadanie bardzo precyzyjne ustalenie miejsca styku haczyka (w domyśle przynęty) z dnem. Jeżeli przy gruntowaniu ustawimy zestaw w ten sposób, że w wybranym miejscu antenka spławika będzie wystawała ponad wodę dokładnie tyle ile wystaje przy zwykłym wyważeniu przez śruciny z zestawu, to wiadomo, że założona na haczyk przynęta będzie znajdowała się na styku dna, a odpowiednie zwiększenie lub zmniejszenie gruntu da pełen obraz miejsca przebywania przynęty. Jest jednak pewien warunek, który musi być tutaj spełniony, mianowicie dno tego łowiska musi być odpowiednio twarde, tak, aby nasz gruntomierz nie wpadł do środka, bo zmieni to nasze wyobrażenie o miejscu podania przynęty, co w efekcie może mieć duży wpływ na wynik połowu zwłaszcza na początku łowienia. Można przy odrobinie wprawy podczas gruntowania dna tym gruntomierzem „wyczuć" jego konsystencję lub lepiej, znaleźć ślady mułu na gruntomierzu świadczące o jego miękkości, ale dużo łatwiej badanie zamulenia dna przeprowadzić gruntomierzem mocowanym na haczyku w górnej jego części i o specyficznej budowie charakterystycznej dla producenta tych przyrządów, firmie Stonfo. Zamocowany haczyk znajduje się tutaj kilka centymetrów od końca gruntomierza, w zależności od jego wielkości. Najbardziej charakterystyczną cechą jednak jest jego brak możliwości postawienia na twardym dnie, to znaczy, że gruntomierz ten po dotarciu do dna przewraca się na bok. W praktyce wygląda to tak, że włożony pionowo zestaw należy przytrzymać przy dnie i z wyczuciem dotknąć dna, co będzie widoczne na spławiku zatrzymaniem jego przytapiania (analogicznie jak w poprzednim gruntomierzu). Różnica polega na tym, że delikatne popuszczenie zestawu spowoduje przewrócenie się gruntomierza, czyli nad powierzchnią gwałtowne zatopienie spławika (oczywiście wcześniej trzeba odpowiednio uszykować grunt zestawu). Takie zachowanie spławika świadczy o tym, że dno łowiska jest twarde i wystarczy podnieść spławik o kilkadziesiąt minimetrów, a przynęta będzie wtedy umieszczona na styku dna. Kiedy natomiast wyczujemy, że po delikatnym opuszczeniu gruntomierz się zatrzymuje, ale po zluzowaniu spławik pozostaje w tej samej pozycji, to świadczy to ewidentnie o miękkim podłożu naszego łowiska i skłania do dalszych działań. Żeby zorientować się z jaką grubością mułu mamy do czynienia najlepiej przeprowadzić test na różnych wielkościach gruntomierzy. Jeżeli zarówno lekki, jak i ciężki gruntomierz utrzymują pozycję wystającej antenki w tym samym miejscu, to prawdopodobnie muł będzie niewielki i będziemy w stanie przynętę podać na jego styku przesuwając minimalnie spławik w dół. Jeżeli zmiana ciężaru gruntomierza powoduje zatapianie spławika, to wtedy mamy do czynienia z większą grubością mułu i będzie ciężko znaleźć jego wierzch, gdyż jest on najczęściej bardzo rzadki. Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji jest zamocowanie na haczyku malutkiej śruciny, ledwo przeciążającej spławik i bardzo delikatne zwiększanie gruntu, aż do momentu, gdy wyda się nam, że antenka spławika przez moment zawahała się zanim poszła pod wodę. Najlepiej wtedy kilka razy to powtórzyć, czyli lekko podnieść zestaw i delikatnie wstawiać. Jeżeli przy takim wygruntowaniu nie będzie brań, to należy oczywiście zmieniać grunt, ale najważniejsze, żebyśmy my sami wiedzieli w jakim miejscu (w odniesieniu do dna) znajduje się nasza przynęta.

Ostatnim rodzajem gruntomierza jest owa żabka, którą stosuje się przede wszystkim do gruntowania zestawu w rzece, ale te lekkie można również wykorzystać na wodzie stojącej. Jak wspomniałem wcześniej przyrząd ten można zapiąć jak klamerkę na ołowiu głównym lub na jakiejkolwiek śrucinie, a gruntowanie polega na ustaleniu odległości antenki spławika przy powierzchni do właśnie tej żabki zapiętej na ołowiu przy dnie. Jak można sobie wyobrazić daje nam to możliwość perfekcyjnego poprowadzenia zestawu w przepływance, kiedy decydujemy się na spływ z obciążeniem dotykającym dna lub w metodzie na stopa, zwłaszcza na zawodach, kiedy na dnie nie może znaleźć się całe obciążenie, a tylko jego część. Będąc przy temacie zawodów, to właśnie za pomocą żabki sędziemu najłatwiej jest kontrolować regulaminowe rozłożenie obciążenia, więc korzystne jest wcześniejsze ustawienie gruntu za pomocą tego samego przyrządu. Ja osobiście posiadam jeszcze gruntomierz z agrafką, stosowany tylko na rzece i to przy sporym uciągu, który zapinam na krętliku łączącym żyłkę główną z przyponem, przy którym przeważnie znajduje się u mnie obciążenie główne. Zbadanie dna w ten sposób z reguły mi w zupełności wystarcza, ponieważ przy dużych uciągach (powiedzmy od 10g w górę) zaczynam łowienie od prowadzenia zestawu z głównym obciążeniem na dnie, co gwarantuje mi znalezienie się obok siebie ciężkiego gruntomierza i obciążenia głównego.

Znając już główne rodzaje gruntomierzy stosowanych przez tyczkarzy omówię teraz samą technikę gruntowania, chociaż o niektórych jej elementach przed chwilą wspomniałem. Każdy wędkarz ma oczywiście swój sposób badania dna, ale podam wskazówki dla tych, którzy jeszcze nie zaczęli, lub nie zdawali sobie sprawy ze znaczenia tej czynności. Opiszę tutaj moją technikę gruntowania, ale każdy powinien robić to w ten sposób, aby w efekcie mieć perfekcyjne rozpoznanie łowiska pod kątem głębokości, ukształtowania dna i znajdujących się tam przedmiotów oraz roślinności. Przede wszystkim należy rozróżnić typ wody na którym będziemy łowić. Na wodzie stojącej głównym zadaniem będzie znalezienie jednego, naszym zdaniem najlepszego miejsca, w które będziemy wkładali zestaw. Na wodzie płynącej, czyli na rzekach i płynących kanałach również możemy szukać miejsca do wstawienia i przytrzymania zestawu, ale możemy także skusić się do łowienia na przepływankę, a wtedy oprócz znalezienia miejsca do wsadzenia zestawu musimy poznać trasę spływu naszego zestawu.

Zacznijmy od wody stojącej. Kiedy znajdę się już na wybranym przez siebie stanowisku, są tylko dwie możliwości jego wstępnego rozpoznania: albo już tutaj byłem i je znam, albo nie byłem i muszę poznać. W obu przypadkach podchodzę do gruntowania trochę inaczej. Jeżeli znam łowisko, to mam o tyle łatwiej, że:

mogę wstępnie wybrać właściwy zestaw, bo znam mniej więcej głębokość (muszę oczywiście uwzględnić jeszcze siłę wiatru i prądów wodnych),

wiem, czy dno jest twarde, czy miękkie, czyli jaki gruntomierz zastosować,

gdzie ewentualnie mogę spodziewać się zaczepów (precyzja zestawu skróconego pozwala przecież na łowienie ryb pomiędzy dwoma zalanymi pniakami, albo w małym oczku wolnym od moczarki itp.)

Tak więc gruntownie znanego łowiska jest dla mnie przede wszystkim sprawdzeniem, czy coś nie zmieniło się od ostatniego razu pod względem jego zarastania lub, czy nie przybyły na nim jakieś niespodziewane przedmioty (gałęzie, zatopiona łódka, topielec itp.). Muszę jeszcze przypomnieć sobie oczywiście jak przebiega charakterystyka dna, natomiast technika i taktyka samego łowienia uzależniona jest od warunków danego dnia, a więc, to, że poprzednio ryby brały z dna nie oznacza, że tak będzie dzisiaj, bo może okazać się, że inaczej namoczona zanęta, zmiana ciśnienia, kierunku wiatru, jego siły, czy jakikolwiek inny czynnik spowoduje ustawienie się ryb 20 cm nad dnem i pobieranie pokarmu tylko z opadu, ale to jest temat na inny artykuł.

Jak zatem wygląda gruntowanie w łowisku, na którym znalazłem się po raz pierwszy?

Najlepiej, jeżeli w niedalekiej okolicy znajdują się jacyś wędkarze łowiący na nieprzelotowy spławik, bo z obserwacji ich zestawu mogę mieć jakiś obraz charakterystyki głębokości mojego stanowiska na określonej odległości od brzegu. Amatorzy łowienia na wędkę ze spławikiem z dalszych odległości mogą nieco zakłócić ten obraz, bo sześciometrowa głębokość 30 metrów od brzegu ma się nijak do zasięgu mojej wędki. Najgorzej sytuacja wygląda z gruntowcami. Szczerze mówiąc bardzo rzadko mają oni pojęcie o głębokości łowiska i jeżeli już, to najlepiej pytać się ich ogólnie, czy jest płycizna, czy głębia. Jeżeli przeprowadzenie wywiadu jest niemożliwe lub niewskazane to muszę sam, na wyczucie zdecydować o pierwszym wyborze zestawu do którego założę gruntomierz. Wyboru dokonuję na podstawie obserwacji dna z brzegu, chociaż nawet przy bardzo czystej wodzie ciężko jest wypatrzeć grunt 11 do 13 metrów od brzegu nawet w okularach antypolaryzacyjnych. Dużo można wywnioskować po spadzie dna przy brzegu, jeśli jest on dosyć ostry w zasięgu wzroku, to można założyć, że dalej powinno być jeszcze głębiej. Częstą cechą miejsc płytkich jest natomiast utrudnione lub wręcz niemożliwe wejście w krótkich kaloszach na brzegu i ciągnąca się później równa głębokość na długość wzroku. W takich miejscach najczęściej spodziewam się na końcu wędki od 80 centymetrów do półtora metra. Ważnym czynnikiem określenia głębokości jest też roślinność podwodna i nadwodna. Na przykład trzcina rosnąca wzdłuż brzegu sugeruje do jej końca wodę płytką i jeżeli wychodzi na wodę stosunkowo krótko, to może oznaczać, że dalej zaczyna się skarpa z głębszą wodą. Gęste i daleko wychodzące na wodę połacie trzciny przeważnie oznaczają wodę płytszą, chociaż zdarzają się miejsca długo płytkie, a potem raptownie dno się urywa. Warto również obserwować roślinność zanurzoną, chociaż większość roślin spokojnie może rosnąć na pół metrze, jak i na 4 metrach głębokości, więc ich występowanie niewiele nam powie. Najwięcej informacji może dostarczyć roślinność o długich łodygach dorastająca do samej powierzchni, ponieważ koniec ich występowania sugeruje tereny o konkretnej głębokości. Natomiast ważną informacją jest dla mnie występowanie roślinności podwodnej w zasięgu wzroku oraz jej gęstość, gdyż może to sugerować obecność zielska na dnie również kilkanaście metrów dalej. Tak, czy owak, jeżeli nie znam łowiska, to pierwszy wybór zestawu jest w znacznym stopniu przypadkowy, bardziej związany z moim życzeniem niż z rozszyfrowaniem niewidocznej głębokości. Ze względu na oszczędności i logikę moje zestawy o gramaturach spławika do 0,5 grama mają długość 3 metry, do 1 grama 4 metry, a powyżej 5 metrów, dlatego jeżeli nie mam zielonego pojęcia o głębokości łowiska, a warunki atmosferyczne nie stwarzają większych problemów, zaczynam od zestawów lekkich, przeważnie biorę taki w okolicach 0,4 grama. Na haczyk zakładam na początek 8 gramowy gruntomierz z korkiem, szykuję miej więcej 2 metry głębokości i wyjeżdżam zestawem na wprost. Po 5, 6 metrach wstawiam zestaw i jeżeli spławik wystaje ponad wodę wysuwam kolejne 3 metry powtarzając zabieg, a ostatnim przystankiem jest koniec tyczki. Jeżeli na końcu wędki spławik znajduje się nad wodą, to mniej więcej co 2 metry wkładam zestaw z gruntomierzem na lewo i prawo, aby sprawdzić, czy nie trafię gdzieś na jakąś dziurę lub ostry spad. Jeśli spławik ciągle znajduje się nad wodą, to zaczynam wykonywać takie same skoki w kierunku brzegu sprawdzając, czy tutaj nie spotka mnie jakaś niespodzianka w postaci dołka (nie przytrafiło mi się to jeszcze nigdy na jeziorze, czy zalewie, ale trafiało się na żwirowni i gliniance). Kiedy mam sprawdzony pobieżnie teren do zasięgu wędki, to wtedy wchodzę do wody, jeżeli to możliwe lub wysuwam maksymalnie tyczkę do przodu i sprawdzam głębokość jak daleko się da, niekoniecznie żeby tam łowić, ale żeby nie przegapić czegoś strategicznego jak na przykład rozpoczynająca się skarpa oraz żeby wiedzieć czy i z jakim spadkiem dna mam do czynienia. Dopiero po tej czynności siadam ponownie na koszu i wstawiam zestaw w miejsce, które wydało mi się najgłębsze, starając jak najlepiej zapamiętać odległość spławika od wody, czyli odległość o którą muszę zmniejszyć grunt. I tutaj muszę wyjaśnić początkowy wybór gruntomierza z korkiem. Otóż na łowisku zupełnie nieznanym może okazać się, że na końcu tyczki mam do czynienia z ostrą skarpą o twardym dnie, po którym okrągły gruntomierz Stonfo po prostu się stacza, co właściwie uniemożliwia wstępne oszacowanie głębokości. Właśnie dlatego wybieram najpierw przyrząd z płaskim dnem, co daje dużo lepszą przyczepność do możliwego stromego podłoża.

 


Gruntowanie wstępne

Drugą możliwością wyjazdu z losowo wybranym zestawem może być jego zanurzenie na 5, 6 metrze od brzegu, co oczywiście skłania mnie do zwiększenia gruntu, jeżeli i to nie pomoże, to muszę zmienić zestaw na cięższy i dłuższy. Załóżmy, że zmieniłem zestaw na 0,8 grama i ustawiłem 3 metry głębokości. Znowu wkładam go po 5 metrach i jeżeli spławik jest nad wodą, to sprawdzam dalej na 9 metrze i na końcu wędki. Jeżeli i ten okazuje się za krótki, to zmieniam go do skutku, czyli aż na maksymalnym zasięgu tyczki będę widział spławik, podczas, gdy gruntomierz będzie na dnie, nawet, gdybym musiał dowiązać żyłkę do zestawu. Oczywiście po osiągnięciu dna wykonuję wstępne gruntowanie łowiska, dokładnie tak samo, jak już wcześniej opisałem. Gdyby natomiast okazało się, że po wyjeździe z zestawem 0,4 grama na końcu wędki mam mniej niż 1,5 metra głębokości, to zdecydowanie zmniejszyłbym wyporność zestawu przed dalszym gruntowaniem, chyba, że warunki atmosferyczne by na to nie pozwoliły.

Nie mniej za drugim lub trzecim razem udaje mi się ustawić spławik tak, aby wystawał mniej więcej do połowy wysokości w miejscu uznanym przeze mnie za najgłębsze. Pierwszą czynnością po tym ustawieniu jest podniesienie i opuszczenie w pionie całego zestawu kilkakrotnie z jednoczesną wnikliwą obserwacją położenia spławika względem lustra wody. W przypadku narastającego przynurzania może oznaczać to miękki grunt lub delikatną, ale grubszą warstwę roślinności, a w przypadku ustawień przemiennych (raz wyżej, raz niżej) świadczy niewątpliwie, albo o roślinności dennej, albo o jakiś innych przeszkodach znajdujących się na dnie. Generalnie małe pojęcie o konsystencji dna i jego zaroście posiadam już po precyzyjnej regulacji gruntu w wybranym miejscu obserwując wyciągany kilkakrotnie zestaw z wody. Jeżeli na gruntomierzu znajdują się fragmenty mułu lub przyczepione kawałki roślin, to daje mi to duże pojęcie o łowisku, a w przypadku mułu powoduje, że zmieniam gruntomierz celem zbadania jego grubości, nawet na stromym stoku, bo wtedy i tak ugrzęźnie w jednym miejscu, a się nie stoczy w dół.

Zakładając, że wyregulowałem sobie w końcu ustawienie spławika, zaczynam sprawdzać dno co kilka centymetrów wokół wybranego na wstępie miejsca, zataczając niezbyt regularne koła. Najważniejsza jest w tym momencie pełna koncentracja nad spławikiem, dlatego zresztą ustawiam go właśnie w połowie wysokości korpusu, co pozwala zlokalizować zarówno minimalne, jak i kilkucentymetrowe różnice ukształtowania dna. Gdybym ustawił grunt wystawiając ponad wodę tylko kawałek antenki, to w miejscu minimalnie głębszym spławik znalazłby się pod wodą, a ja musiałbym wyjąć zestaw zwiększając grunt i co najgorsze zdekoncentrować się, zaczynając wszystko od początku.

Sprawdzając dno w okolicach wybranego miejsca, czyli wsadzając zestaw co kilka centymetrów staram się od razu wyczuć czepność dna, a więc, czy gruntomierz nie jest zasysany przez dno lub zatrzymywany przez zielsko, co w obu przypadkach objawia się użyciem większej siły przy podnoszeniu zestawu, lub, czy nie ma jakiś innych zaczepów. Niestety precyzyjne poznanie dna łowiska nieraz kończy się zahaczeniem gruntomierza o gałąź lub korzeń, albo utknięciem w kamieniach (częściej na rzece), co nieraz kończy się utratą przyponu lub całego zestawu, ale c'est la vie jak to mówią. W każdym bądź razie, przy takim gruntowaniu naprawdę można dokładnie poznać dno, a czym więcej o nim wiemy, tym lepiej możemy to wykorzystać ograniczając do minimum przypadek w końcowym wyniku połowu.

 


Gruntowanie dokładne

W trakcie szczegółowego gruntowania można zastosować jeszcze jeden trik, którego zadaniem jest rozpoznanie dna pod kątem roślinności. Polega on na tym, że kiedy gruntomierz znajduje się na dnie należy przesunąć szczytówkę wędki maksymalnie w lewo lub w prawo, ale tak, aby nie ruszyć ołowiu z dna i wtedy dopiero zacząć delikatnie podnosić wędkę do góry, do momentu oderwania gruntomierza od podłoża. Na tym etapie, między końcem tyczki, a żyłką utworzony jest dosyć duży kąt. Dalsze unoszenie kija do góry spowoduje przesuwanie się po dnie gruntomierza, aż do momentu ustawienia się żyłki w pionie, chyba, że po drodze natrafi on na zielsko, co wstrzyma prostowanie się żyłki i zmusi nas do szarpnięcia tyczką. Jest to dobry sposób na poznanie stopnia zarostu łowiska, ponieważ łatwo zorientować się, czy zielsko czepia się sporadycznie, czy notorycznie i metodą tą można spróbować odszukać miejsce nie tyle najgłębsze, ile najmniej zarośnięte.

Wróćmy jednak do podstaw. Jeżeli wygruntowałem sobie już dosyć dokładnie fragment łowiska, który wydawał mi się najgłębszy zaczynam przesuwać zestaw w kierunku niezbadanej przestrzeni, ale jeśli dno nie wykazuje specjalnych odchyleń to skoki te nieco wydłużam. Tak samo postępuję, kiedy dno w kierunku badania wypłyca się, staram się tylko zorientować, czy nie występują jakieś górki lub dołki. Sondowanie łowiska kontynuuję teraz nieco bliżej niż pełen zasięg tyczki cofając się najczęściej co mniej więcej pół metra, w sumie sprawdzając teren do trzech metrów w kierunku brzegu i wracając z gruntowaniem do pierwotnego obszaru. Kolejnym moim działaniem jest bardziej szczegółowe zbadanie dna poza zasięgiem tyczki. Robię więc krok do wody, lub wstaję wysuwając ręce do przodu i gruntuję już bardziej pobieżnie ten obszar. Najczęściej spławik przy spadku dna znajduje się pod wodą, ale mi wystarczy w zupełności poznanie kąta pochyłu dna w kierunku środka zbiornika, a pomaga mi w jego określeniu zwykła obserwacja żyłki, a dokładniej mówiąc luz przy szczytówce powstały po dotarciu gruntomierza do dna. Oczywiście chcąc poznać w miarę dobrze ten spad robię po drodze kilka wsadów w kierunku brzegu, ale zawsze w linii prostej.

Dalsze moje postępowanie zależy już ściśle od wniosków, jakie wyciągnę przy szczegółowym sprawdzaniu dna, bo o ile do tej pory wszystkie czynności były czysto techniczne, o tyle teraz następuje najważniejszy moment w całym procesie gruntowania. Jest to oczywiście trafne wybranie najwłaściwszego miejsca do podania zanęty i wsadzania zestawu oraz wyboru najodpowiedniejszej techniki i opracowania właściwej taktyki łowienia. Pierwszym i często słusznym wyborem miejsca łowienia jest najgłębsze miejsce łowiska. Najlepiej sprawdza się ten wybór, kiedy dno łowiska nie jest miękkie, ani mocno zarośnięte, a samo dno opada łagodnym, prostym spadem w kierunku środka zbiornika. Jeżeli w łowisku występuje wyraźna lub wręcz ostra skarpa, to wiadomo, że trzeba do niej dotrzeć i najlepiej też poszukać tam najgłębszego miejsca. Generalnie wszelkiego rodzaju zagłębienia i dołki są miejscami, w których naturalnie odkłada się pokarm nanoszony prądami podwodnymi wywołanymi na przykład przez fale. Dobrymi miejscami są również obszary między dwoma przeszkodami, jak na przykład pnie ściętych drzew w zbiornikach zaporowych. Inaczej trochę wygląda sytuacja w zbiornikach mocno zamulonych, przeważnie małych i mocno zarośniętych, na których rzadko tworzą się fale ruszające dnem. Tam najlepiej znaleźć kawałek twardszego gruntu, bo zanęta wrzucona w taki miękki, zarośnięty dół może nie ściągnąć ryb w łowisko. Jeżeli nie znajdziemy nic twardszego na dnie, to najlepiej eksplodującą zanętę w połowie wody umieścić na najbardziej zarośniętym miejscu, a przynętę umieścić na jego styku, w czym pomoże nam gruntowanie z drobną śrucinką na haczyku.

Możemy znaleźć się również na łowisku, które jest równe, jak lekko przechylony stół, bez żadnych charakterystycznych cech dna. Wtedy, w zależności od otoczenia, jako miejsce łowienia najlepiej wybrać albo odcinek wody jak najbliżej trzciny, albo przy jakiejś roślinności (grążel, moczarka, czy coś podobnego), albo przy jakiejś gałęzi z drzewa pochylonego do wody, albo innej naturalnej, lub sztucznej przeszkodzie, mogącej dawać cień lub schronienie rybom. Przyznam się szczerze, że zawsze mam dylemat nad wyborem właściwego miejsca łowienia, kiedy po gruntowaniu okazuje się, że jakiś dołek znajduje się po innej stronie łowiska niż jakaś charakterystyczna przeszkoda, którą wstępnie przyjąłem za dobre miejsce do wstawiania zestawu, ale przyznam nieskromnie, że rzadko zdarza mi się wtedy źle wybrać.

>


Gruntowanie tyczką pozwala na bardzo precyzyjne sprawdzenie dna łowiska

 


Jeżeli więc już jestem zdecydowany, gdzie będę wkładał kule (na wodzie stojącej stosuję tylko kubek zanętowy), to po pierwsze muszę obrać sobie azymut tegoż miejsca, czyli charakterystyczny punkt na drugim brzegu, żeby trafiać tam za każdym razem, a po drugie muszę ustalić taktykę połowu, a przede wszystkim miejsce umieszczenia przynęty z haczykiem (dno, nad dnem, na styku, w połowie wody itp.). I teraz bardzo ważna uwaga: ciągle nie wiem, czy pod wodą lub na jej powierzchni znajdują się jakieś prądy i ewentualnie z jaką siłą oddziaływają na zestaw. Dlatego bezpośrednio po podjęciu decyzji o miejscu łowienia zdejmuję gruntomierz i wsadzam zestaw sprawdzając, co się z nim będzie działo, czyli, czy będzie stał nieruchomo (bardzo rzadki przypadek, chyba, że przesadzimy z wypornością zestawu), czy zacznie się przesuwać w którąś stronę i z jaką prędkością. Dopiero po tym zabiegu podejmuję decyzję o wstępnym umiejscowieniu przynęty i albo zostawiam grunt ustawiony na zestawie (pół korpusu nad wodą świadczy o kilku centymetrach przyponu z przynętą na dnie), albo zakładam jeszcze raz gruntomierz i precyzyjnie ustawiam położenie przynęty względem dna. Teraz, skoro wszystko już jest przygotowane jak należy zabieram się za dodanie składników klejących do suchej, przygotowanej w domu mieszanki i odpowiednie jej dowilżenie, bo tak naprawdę dopiero teraz wiem, gdzie będę wkładał zanętę i jaka w związku z tym ma być jej konsystencja (zależna od głębokości i siły prądów podwodnych).

Pomówmy teraz o wodzie płynącej, czyli kanałach i rzekach zaczynając jednak od tych drugich. Nie będę oczywiście opisywał wszystkich czynności, które wykonuje się standardowo na każdym akwenie, ale skupię się na różnicach w gruntowaniu dna w prądzie. Główną istotą gruntowania dna w prądzie oprócz znalezienia najgłębszego miejsca jest znalezienie wszelkich możliwych przeszkód, które w sposób naturalny zatrzymają okruchy naszej zanęty wypłukiwanej przez wodę. Tak więc przy gruntowaniu dna na wodzie bieżącej musimy uruchomić znacznie więcej wyobraźni, aniżeli na wodzie stojącej, bo w rzece oprócz odnalezienia dobrego miejsca do położenia zanęty, musimy również przewidzieć trasę jej wypłukiwania. Zacznijmy jednak od początku, czyli od oględzin wzrokowych naszego wybranego stanowiska. Przede wszystkim należy dobrze przypatrzeć się wszystkim prądom, które mają kierunek przeciwny, albo nawet tylko minimalnie różny od prądu głównego, lub choćby same zawirowania nurtu, bo to zawsze coś oznacza. Trudno jest opisać wszystkie przyczyny zmian kierunku prądu, ale ogólnie można założyć, że powodują je nierówności dna lub wszelkiego rodzaju przeszkody podwodne (gałęzie, kamienie, racicznice, zatopione ostrogi itp.), niewidoczne z brzegu lub podwodno-wynurzone (ostrogi, zwalone drzewa itp.), których trudno nie zauważyć. Jeżeli w naszym łowisku występują zrobione przez człowieka lub powstałe w sposób naturalny przeszkody wynurzone, to dużo łatwiej jest nam sobie wyobrazić ogólną charakterystykę dna łowiska (bez głębokości rzecz jasna), bo możemy zaobserwować, czy i w jakim miejscu główny nurt uderza w przeszkodę i jak dalej prowadzi swoją wodę. I w tym miejscu można by napisać książkę na temat wpływu poszczególnych prądów na ukształtowanie danego fragmentu łowiska, ale najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu wygruntowanie całego stanowiska i próba zapamiętania rozkładu stosunku wszystkich prądów i zastoisk do głębokości w danym miejscu. Nie oznacza to, że na podobnym stanowisku będzie dokładnie tak samo, ale z czasem my będziemy mieli ogólne rozeznanie gdzie i czego się spodziewać, co i tak nie zwalnia nas z wygruntowania całego obszaru zasięgu naszej tyczki na każdym stanowisku. Dużo trudniej wyciągnąć właściwe wnioski ze zmian kierunku prądu lub zawirowań na powierzchni, na odcinku rzeki, która płynie całym swoim korytem w jedną stronę. Dla utrudnienia dodam, że osobiście spotykałem się z fragmentami przyspieszonego nurtu, który w jednym przypadku, na głębszej wodzie był skutkiem podwodnej przeszkody, wzdłuż której ślizgający się nurt przyspieszał żłobiąc dołek w dnie, a w drugim przypadku w podobnej odległości od brzegu nagłe przyspieszenie prędkości nurtu powodowała płytka łacha podwodna. Opisuję to tylko dlatego, żeby uświadomić różnicę, jaka występuje w znalezieniu odpowiedniego miejsca do łowienia na wodzie stojącej w porównaniu z rzeką, gdyż na jeziorze przeważnie jest to maksymalny zasięg wędki, a na rzece dosyć często najkorzystniejsze warunki łowienia znajdziemy bliżej niż dalej od brzegu.

Znajdując się już w wybranym miejscu musimy na początku podjąć bardzo ważną decyzję, dotyczącą techniki i taktyki łowienia, a więc dużo wcześniej niż na jeziorze. Ostatecznego wyboru dokonamy oczywiście bezpośrednio po gruntowaniu, ale wstępny, wizualny pogląd na dany odcinek wody powinien nam zasugerować najkorzystniejszą technikę. Przeważnie będzie to któraś z odmian przepływanki, rzadziej przystawki, ale wstępny wybór zestawu do gruntowania musi nam podpowiedzieć intuicja i wnikliwa obserwacja wody. Jeśli zdecydujemy się na metodę na stopa z wędziskiem opartym na supporcie, to wiadomo, że musimy się do niej przygotować dużo wcześniej szykując odpowiednio zanętę i właściwy musi być też wybór części łowiska na którym zamierzamy tej metody użyć, bo trudno było by ją stosować w miejscach o zmiennym prądzie. W chwili szczerości dodam, że mi osobiście udaje się trafić we właściwy zestaw przy pierwszym wyborze na znanym lub nieznanym miejscu w 50 do 60 procentach, a największy dylemat mam zawsze tam, gdzie już łowiłem, ale zmienił się znacznie stan wody. Tak, czy inaczej jakiś zestaw musimy wybrać i zamocować na nim gruntomierz. Jeżeli mamy do czynienia z równym, dosyć wartkim prądem, to możemy spróbować założyć któryś z rodzajów dysku, ale jeśli nurt jest spokojny, lub zawirowany, to lepiej założyć jakąś bombkę. Natomiast w dobraniu wstępnej gramatury poszczególnych spławików zdecydowanie pomoże nam jakiekolwiek doświadczenie lub obserwacja innych tyczkarzy. Wybór typu gruntomierza również jest uzależniony od wstępnego rozeznania łowiska, jeżeli zatem prąd rzeki jest leniwy to są podstawy, żeby spróbować klasycznej przepływanki z bombką, jeżeli mamy do czynienia z szybszym nurtem, to można założyć, że najkorzystniejsza będzie przepływanka z przytrzymaniem, ze spławikiem typu dysk, a jeśli mamy prąd zmienny, albo warkocz, to można pokusić się o przystawkę. Żeby nie było nieporozumień, jeśli ktoś na przykład ewidentnie nastawia się na łowienie leszczy, to wiadomo, że na każdym łowisku musi dopasować zestaw do położenia przynęty na dnie i to najlepiej nieruchomo, jeśli natomiast kogoś interesuje dobranie się do jazi, czy kleni, to wtedy lepiej prowadzić przynętę na styku dna, lub nad nim (to są oczywiście zasady dla większości przypadków, a nie dla wszystkich). Kiedy więc założę wstępnie, że spróbuję klasycznej przepływanki, to zakładam na dzień dobry gruntomierz z korkiem lub gumą o odpowiednio dużej gramaturze (najczęściej od 30 gram wzwyż) bezpośrednio na haczyk i przystępuję do gruntowania dna w sposób podobny jak na jeziorze, z tą różnicą, że na wodzie płynącej pierwsze sprawdzenie głębokości następuje prawie przy nogach, a w zasadzie w miejscu, gdzie już nie widzę wyraźnie dna. Wiadomo, że wstępnie mam ustawiony jakiś grunt na zestawie (przeważnie około 2 metry) i za pierwszym razem szukam po prostu najgłębszych i najpłytszych miejsc wstawiając zestaw co 1.5, 2 metry na całym zasięgu tyczki wzdłuż i wszerz, a potem wstaję z kosza i sprawdzam dno jeszcze poza jej zasięgiem. Takie gruntowanie daje mi ogólny, bardzo ważny obraz budowy mojego odcinka łowiska, bo nie znając co prawda jeszcze właściwej siły nurtu w poszczególnych miejscach mam już konkretne skojarzenia różnic głębokości z wizualną prędkością wody w tym miejscu, co w praktyce przedkłada się na drugą decyzję odnośnie techniki łowienia, a więc, czy pozostać przy zestawie, czy zmienić go już teraz? Pamiętajmy, że chciałem łowić na klasyczną przepływankę, co zatem może mnie zniechęcić po tak wybiórczym sprawdzeniu dna do tej techniki? Oczywiście ukształtowanie dna oraz podwodne przeszkody. Nie ma sensu brać się do tej metody, jeżeli w łowisku nie ma przynajmniej 3 metrowego równego odcinka dna, albo przynajmniej z niewielkim kątem nachylenia. Jeszcze trudniej podjąć decyzję, gdy mamy równe dno, ale poprzedzone lub zakończone dołem. A muszę dodać, że rzeczne ryby bywają bardzo nieprzewidywalne, nieraz zbierają się przy kulach zanętowych, nieraz w miejscach odkładania się okruchów zanęty, czyli na rozmyciu (tylko, że my nie zawsze wiemy tak do końca, gdzie to jest), a nieraz gdzieś po drodze. Jeszcze gorzej – co pół godziny mogą być gdzie indziej, albo znikać w ogóle na jakiś czas.

Wracając do pierwszego gruntowania, to możemy znaleźć się nad odcinkiem rzeki o równym korycie i wtedy pierwsze gruntowanie musi być bardziej szczegółowe, a właściwie super dokładne, czyli takie jak drugie gruntowanie na urozmaiconym odcinku. Załóżmy, że mam na moim odcinku łowiska fragment równego nurtu, ale z głębokości zanurzenia spławika ustawionego wstępnie przecież na około 2 metry wynikła głębokość powiedzmy 4 metry w wyniku dodania utopionej żyłki między spławikiem, a szczytówką (dotarcie do dna wyczuwa się przy dużych gruntomierzach bez problemu), a do tego okazało się, że siła nurtu też była myląca, w związku z czym postanowiłem zmienić zestaw z bombką na zestaw z dyskiem, co automatycznie wiąże się ze zmianą techniki łowienia na przepływankę z przytrzymaniem. W tym przypadku jednak zakładam inny gruntomierz. Można tutaj zastosować żabkę, ale ja posiadam gruntomierz z agrafką i zwyczajnie zapinam go za krętlik kończący zestaw, przy którym początkowo znajduje się całe obciążenie dysku. Muszę jeszcze dodać, iż przygotowując zestawy w domu nie zakładam od razu do nich przyponów, bo dopiero po gruntowaniu i ogólnej ocenie łowiska decyduje się na delikatność łowienia i założenie pierwszej przynęty, a więc dopasowaniu odpowiedniej grubości przyponu i wielkości haczyka. Dlatego przy szczegółowym gruntowaniu nie mam problemów z plączącym się przyponem.

Pamiętając o rozkładzie głębokości po wstępnym gruntowaniu tym razem wiem już jaki mniej więcej grunt muszę uszykować i zaczynam sprawdzać przede wszystkim miejsce lub miejsca najgłębsze. Przy gruntowaniu dna w rzece najwygodniej i najprecyzyjniej jest poruszać się zestawem z prądem i pamiętajmy, że sam gruntomierz musi być odpowiednio ciężki, czyli jak najmniej porywany przez nurt. Sprawdzam zatem najgłębsze miejsca dopasowując do nich ustawienie spławika, a następnie staram się określić jak pochylone jest tam dno (czy nie uciekną mi na przykład kule zanętowe w kierunku środka rzeki), jakie znajdują się uskoki lub dziury, a przede wszystkim staram się znaleźć wszystkie możliwe przeszkody na dnie, co jest sztuką znacznie trudniejszą aniżeli na wodzie stojącej. Ale dokładne poznanie dna połączone z wyobraźnią wędkarza jest zdecydowanie ważniejsze niż super zanęta wrzucona w nieodpowiednim miejscu. Podczas tego gruntowania kilkakrotnie wracam do początku domyślnego wstawienia zestawu i przemierzam trasę przepływanki, żeby upewnić się, że nic nie przeoczyłem, a jeżeli mam podejrzenie, że w którymś miejscu znajduje się stado racicznic, albo inny zaczep, to zaraz szukam azymutu na drugim brzegu rzeki, żeby wiedzieć, gdzie na pewno znajdą się fragmenty mojej zanęty i gdzie mogę zrywać przypony. Po takiej analizie jeszcze raz upewniam się, czy w łowisku nie ma ciekawszego miejsca i zawsze profilaktycznie staram się wybrać drugie łowisko, gdyby w pierwszym nie pojawiły się ryby. Szczegółowe badanie dna tego drugiego przeprowadziłbym oczywiście dopiero przy konieczności zmiany miejsca łowienia. Przy równym korycie uregulowanej betonem rzeki opcja znalezienia drugiego łowiska jest mało prawdopodobna, dlatego trzeba się skupić na znalezieniu tego jedynego w zasięgu wędki. Najlepszą alternatywą przy braku brań jest wtedy szukanie ryb blisko brzegu, przy jakimś zielsku, kamieniach umocnieniowych lub na styku brzegu i początku koryta głównego.

Po gruntowaniu wstępnym i szczegółowym przyszła teraz kolej na ostatnie gruntowanie. W zasadzie nie jest to gruntowanie, a tylko sprawdzenie, czy wybrany przez nas zestaw jest właściwie dopasowany do siły nurtu i techniki łowienia. Polega on na zdjęciu gruntomierza i wstawieniu zestawu w miejsce przez nas wybrane oraz na przeprowadzeniu testów polegających na przytrzymywaniu zestawu i sprawdzaniu zachowań spławika, czyli zmianie kąta ustawienia antenki w stosunku do lustra wody. W skrócie, jeśli spławik pozostaje w pozycji prostopadłej do wody, to mamy idealne warunki do łowienia na stopa, jeśli ten kąt będzie niewiele różnił się od prostopadłej, to najlepsza będzie przepływanka z przytrzymaniem, a jeśli zacznie kłaść się na wodzie, to albo należy zmienić zestaw na cięższy, albo spróbować szybkiej przepływanki klasycznej. Pozostaje jeszcze kwestia umiejscowienia obciążenia głównego, bo inaczej będzie się zachowywał zestaw z obciążeniem głównym położonym na dnie, a inaczej z podniesionym na przykład o 10 cm. Nie mniej dopiero wsadzenie zestawu bez gruntomierza zweryfikuje definitywnie nasz wybór, chociaż bywa i tak, że prąd w łowisku potrafi się dosyć mocno zmieniać i trzeba się za nim dopasowywać z zestawem.

Nie wspomniałem jeszcze o sprawdzeniu twardości dna, bo przyznam, że na rzekach, w których ja łowię nurt jest na tyle silny, że nie dopuszcza do odkładania się grubych warstw mułu. Takie miejsca mogą trafiać się w jakiś zastoiskach rzecznych lub w rzekach o bardzo słabym nurcie, ale w przypadku tego pierwszego najlepiej wygruntować dno typową techniką jeziorową, a w przypadku tego drugiego zastosować gruntowanie kanałowe.

Kanał jest ostatnim akwenem wodnym przeznaczonym do gruntowania, na którym będziemy musieli niejako połączyć techniki jeziorowe i rzeczne. Charakterystyką łowisk kanałowych jest najczęściej średni lub słaby uciąg, a niekiedy jest to wręcz woda okresowo lub całkowicie stojąca oraz równy brzeg i równe koryto na całej długości akwenu. Bardzo często zdarza się, że kanały zarastają w cieplejszych porach roku i to zarówno roślinnością wynurzoną, jak i zanurzoną, co czasami w ogóle uniemożliwia łowienie na całym kanale lub jego części. Są jeszcze ciepłe kanały, w których wszystkie ryby są aktywne cały rok i można je tam łowić praktycznie na okrągło, wiedząc rzecz jasna jak się za to zabrać.

Gruntowanie na kanałach w praktyce ogranicza się do znalezienia najlepszego miejsca do podania zanęty i sprawdzeniu trasy przepływanki (wolna, czy szybka ale jest to moim zdaniem najlepsza metoda połowu na kanale), a kiedy zrobi się ciepło może dojść jeszcze jeden warunek konieczny gruntowania, czyli poszukanie korytarza wolnego od roślinności podwodnej. Zanim rozpocznę wstępne gruntowanie przyglądam się bacznie prądowi i jeżeli jest on prawie równy na całej szerokości wody, to jestem niemal pewny, że będę prowadził zestaw w najgłębszym miejscu kanału (o ile dotrę tam tyczką), jeśli jednak prąd jest nierówny, to oznacza to najczęściej nierówne dno i wtedy moją decyzję podejmę dopiero po dokładnym gruntowaniu. Na 99 procent mogę powiedzieć jednak, że w zimniejszych porach roku będę szukał miejsc płytszych, czyli z wolniejszym nurtem, a w cieplejszych raczej skłonie się do szybkiego nurtu. Samo gruntowanie bardziej przypomina jezioro niż rzekę, więc najpierw zakładam gruntomierz z korkiem na haczyk i sprawdzam ułożenie koryta (najczęściej ostry spad przy brzegu, a dalej lekko pochylone do środka), następnie szukam najgłębszego miejsca i albo do tej głębokości dopasowuję spławik, albo szukam płytszego miejsca, i tam ustawiam właściwy grunt na spławiku. Po tym zabiegu staram się wyczuć twardość dna i jeżeli wyregulowany spławik, też do połowy wysokości korpusu w tym samym miejscu pokazuje minimalne różnice głębokości, to zakładam gruntomierz Stonfo i próbuję wyczuć zamulenie. Przy wolnym uciągu nie jest to trudne, a przy szybkim raczej nie będzie grubej warstwy mułu, a jeżeli nawet, to każde przytrzymanie zestawu będzie powodowało podnoszenie się naszej przynęty nad dno. Gorzej przy grubszym zamuleniu jest z przygotowaniem zanęty, bo musi być mocniej sklejona przy większym prądzie dlatego w skrajnych przypadkach najlepiej nęcić tylko przynętami zwierzęcymi (najefektywniejsza jest pinka), dosyć mocno zaprawionymi, podawanymi przy każdym przepływie w małych ilościach kubkiem lub procą (chociaż jestem gorącym zwolennikiem kompletnego nęcenia samym kubkiem, to w tym przypadku proca będzie lepiej spełniała swoje zadanie, bo będzie czasowo współgrała z przepływem zestawu; sprawdziłem to doświadczalnie). Następnym zadaniem, po odnalezieniu właściwego miejsca rozpoczęcia przepływanki i położenia zanęty (jeżeli nie ma jakiś cudów na dnie, to najczęściej będzie to miejsce na wprost lub lekko w górę nurtu) jest dokładne zbadanie trasy przepływanki. W przeciwieństwie do rzeki nie szukam przeszkód na dnie, a wręcz przeciwnie wolę mieć je czyste, bo z reguły dobrze dopasowana zanęta będzie wymywana powoli przez prąd kanału, a ja będę miał spory odcinek do poprowadzenia zestawu i sprawdzeniu, gdzie zbierają się ryby. Jak już wspomniałem w miesiącach letnich pierwszym i ostatnim celem gruntowania może być odnalezienie jakiegokolwiek miejsca wolnego od roślinności, w które w ogóle da się wstawić zestaw, a najlepiej jeszcze chociaż kawałek go poprowadzić. Polega to przede wszystkim na wkładaniu gdzie się da zestawu z gruntomierzem i wyrywaniu z zielska aż do znalezienia miejsca bez zaczepu (o ile takie występuje), dlatego ja odwiedzam kanały głównie wiosną, jesienią i łagodną zimą uważając je zresztą za najłatwiejsze łowiska, bo jeżeli występują w nich ryby, to wiadomo, gdzie ich szukać, albo gdzie je ściągnąć.

Mam nadzieję, że przybliżyłem chociaż trochę ważną sztukę gruntowania szczególnie dla uczących się dopiero amatorów zestawu skróconego. Ja sam, zanim zdobyłem doświadczenie starałem się wykorzystać wszystkie dostępne media do „suchej" nauki łowienia na tyczkę, a później sprawdzałem to w praktyce, po czym albo przyjmowałem to za dobre, albo coś poprawiałem, albo dziwiłem się, po co gościu tak komplikuje proste rzeczy. I nadal uważam, że dużo mam jeszcze do zrobienia w kwestii opanowania tej metody, a najlepszym przykładem jest odkrycie przeze mnie 2 lata temu nieocenionego cudu, jakim jest kubek zanętowy. Skoro wspomniałem już o doświadczeniu, to niestety jest to jedna z tych rzeczy, której nie da się kupić, ani zdobyć czytając lekturę, dlatego hołduję zasadzie im więcej łowisz, tym więcej wiesz, bo możesz wyciągnąć więcej wniosków (niezbyt odkrywcze, ale niektórych jakby to nie dotyczy), a więc go fishing.

You have no rights to post comments

Nie jesteś zalogowany.

Terminy Live

Kanał Marfish.pl - wędkarstwo i przygoda

After Marfish - .......................

Hangout - .....................

Live z nad wody - ---------2018 r.

Zazwyczaj godzina 20:00

Terminy mogą się zmienić.

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.

PayPal.Me/MarekMalman

Logowanie

Kto jest On Line

Odwiedza nas 132 gości oraz 0 użytkowników.

Legendy polskie

Legendy polskie

Wiedźmin

Wiedźmin

Grodziska Pirissani

Wczesnośredniowieczne grodziska plemienia Pirrissani

Baśnie Andersena

Baśnie Andersena

Baśnie Grimm

Baśnie grimm

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /home/marfish/domains/marfish.pl/public_html/modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem