„Białe noce” Fiodora Dostojewskiego to wczesny utwór autora, w którym widać już zalążki tematów, które później rozwinie w swoich wielkich powieściach – samotność, potrzebę bycia widzianym i cienką granicę między marzeniem a obsesją. Konstrukcja jest prosta: cztery noce, dwoje bohaterów, jedna rozmowa rozciągnięta na całą książkę, ale właśnie ta oszczędność formy sprawia, że emocje wybrzmiewają mocniej niż w bardziej rozbudowanych fabułach. Marzyciel jako narrator jest ciekawym zabiegiem – jego skłonność do idealizowania rzeczywistości sprawia, że czytelnik nigdy do końca nie wie, ile w jego relacji jest prawdy, a ile projekcji własnych pragnień. Warsztatowo Dostojewski buduje tu Petersburg jako niemal osobną postać – miasto nocą staje się przestrzenią na tyle nierealną, że łatwo uwierzyć w równie nierealne uczucie, które rodzi się między bohaterami. Minusem jest to, że Nastieńka pozostaje funkcją fabuły bardziej niż pełnoprawną postacią – poznajemy ją wyłącznie przez filtr spojrzenia Marzyciela, co spłaszcza jej motywacje. Mimo tego ograniczenia to tekst, który broni się jako studium samotności i który zdecydowanie wytrzymał próbę czasu. Oceniam tę książkę na 8/10.
O książce:
On – samotnik, żyjący bardziej w świecie marzeń niż realnych relacji. Ona – młoda kobieta, czekająca na kogoś, kto może nigdy nie wróci. Spotykają się przypadkiem na moście rozświetlonym białymi nocami Petersburga. Przez kilka wspólnych wieczorów rodzi się między nimi wyjątkowa więź – piękna i… być może tylko chwilowa. Dostojewski, nazywając swój utwór „powieścią sentymentalną ze wspomnień marzyciela”, z mistrzowską subtelnością ukazuje kruchość ludzkich uczuć i głębię emocji skrywanych pod powierzchnią codzienności. „Białe noce” to historia, w której mieści się pełne spektrum ludzkich doświadczeń – od nadziei po rozczarowanie, od iluzji po brutalną prawdę.
Pełny film-recenzja na YouTube: https://youtu.be/YBXRZqkpM_g