„Domy i inne duchy” Marty Bijan to zbiór dziesięciu opowiadań, które funkcjonują jako osobne historie, by z czasem zacząć układać się w spójną, większą całość – konstrukcja, która działa najlepiej właśnie wtedy, gdy czytelnik nie próbuje jej rozszyfrować za wcześnie. Autorka operuje głównie grozą cielesną – rozkładem, wydzielinami, fizycznością umierania – budując przy tym duszny, oniryczny klimat, w którym groza rzadko jest wprost nazwana, a to właśnie te niedopowiedziane fragmenty działają najmocniej. Warsztatowo Bijan wyróżnia się na tle rodzimych autorów horroru dzięki charakterystycznemu, obrazowemu stylowi i umiejętności budowania postaci nawet w krótkiej formie. Nierówność jest jednak wyczuwalna – część opowiadań ma siłę rażenia, inne wypadają blado i sprawiają wrażenie niedopracowanych, urywających się bez wyraźnego domknięcia. Finał, spinający poszczególne wątki, jest satysfakcjonujący, choć wymaga od czytelnika uważności i cierpliwości przy układaniu wcześniejszych fragmentów w całość. To zbiór z ambicją większą niż przeciętne polskie horrory gatunkowe, nawet jeśli nie wszystkie elementy układanki trzymają ten sam poziom. Oceniam tę książkę na 8/10.
O książce: W miasteczku, w którym mgły jest więcej niż życia, ciągle znikają dzieci. Ekscentryczna pracownica kina dokonuje na porannej zmianie makabrycznego odkrycia. Dom stojący nad przepaścią wywołuje w ludziach obłęd. Domy i inne duchy to dziesięć opowieści otwierających w głowie małe drzwi, o których istnieniu wolelibyśmy nie mieć pojęcia.
Pełna recenzja wideo: https://youtu.be/gpHSWX2Ujas