Share this post on:

Pomysł na 'Rudchortę i miecz prawdy’ zrodził się z połączenia kilku moich największych fascynacji i jednej, bardzo osobistej historii.

Z jednej strony, od zawsze pociągały mnie wielogatunkowe opowieści, które łączą realne, historyczne puzzle z fikcją, a także pytają o naturę dobra i zła. Chciałem stworzyć historię, która będzie niczym podróż przez różne światy i epoki – od mrocznych kart historii, przez współczesne dylematy, po zupełnie wykreowane uniwersa.

Kluczem, który to wszystko uruchomił, była rodzinna historia. Inspiracją dla wątku uciekiniera z Katynia w pierwszej części jest bowiem prawdziwa historia mojego dziadka. To od niej zaczęła się cała ta literacka przygoda. Chciałem, by ten pierwiastek autentyzmu, osobistej pamięci, był fundamentem dla dalszej, już fikcyjnej, ale wciąż poruszającej ważne tematy, opowieści.

Reszta – podróże w czasie, świat Yarahan z jego inkwizycją, współczesne teorie spiskowe czy wreszcie metafizyczne rozliczenie – to już moja artystyczna reakcja na ten punkt wyjścia. Książka stała się dla mnie sposobem na zbadanie, jak jednostka (a wraz z nią czytelnik) mierzy się z traumą, systemowym złem, wyzyskiem i pytaniami o moralną odpowiedzialność, niezależnie od tego, czy dzieje się to w Lipianach, Szczecinie, czy na odległej planecie.

W skrócie: pomysł wziął się z połączenia osobistego dziedzictwa z moją miłością do fantastyki i chęcią mówienia o poważnych tematach pod osłoną wielkiej, wciągającej przygody. A że przygoda rozrosła się aż do dwóch tomów i sześciu części… cóż, wyobraźnia nie zna granic!