Facebook  YT TwitterKM official linkedin logo tile

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Skryba2

 Przedstawiam Państwu opowiadanie z uniwersum Króla Myśli. Powieść ukaże się na przełomie listopada i grudnia 2019 r. Książkę wydaję własnym nakładem, nie szukając żadnego znanego wydawnictwa. Powodów takiej decyzji jest wiele, mówiłem już o nich, nie będę się powtarzał. Wydanie książki wiąże się z poniesieniem dużych nakładów finansowych. Moim zadaniem jest znalezienie środków na realizację tego projektu. Oczywiście zaangażuję środki własne, ale znając swoje możliwości, wiem, że będą one nie wystarczające. Dlatego zwróciłem się do Państwa z prośbą o pomoc>>>. Tą pomoc otrzymałem i bardzo za nią dziękuję, te środki wystarczą na pokrycie kosztów opracowania tekstu. Wywiążę się ze wszystkich zobowiązań jakie zaciągnąłem względem swoich darczyńców.

 

Obok powieści powstają także opowiadania z uniwersum Króla Myśli Powstało ich już pięć. Trzy z nich zgodnie ze swoją obietnicą udostępnię w pierwszej kolejności osobom, które wsparły mnie w wydaniu książki. Akcja tych opowiadań dzieje się w wymyślonym przeze mnie świecie. Ich bohaterami są międzi innymi postaci biorące udział w fabule powieści. Opowiadania są uzupełnieniem, także wyjaśnieniem niektórych zdarzeń, które opisuję w Królu Myśli. Są one napisane w taki sposób, że nie mogą funkcjonować niezależnie od książki. Kieruję je do osób znających fabułę powieści, dlatego na dzień dzisiejszy ich nie publikuję. Powieść jest kompletna i nie potrzebuje tych opowiadań, ale opowiadania nie mogą funkcjonować niej.

Opowiadanie Skryba od tych opisanych w powyższym akapicie, różni się tym, że jego akcja dzieje się w dwóch światach: w wymyślonym świecie Króla Myśli i świecie rzeczywistym. W opowiadaniu opisałem moje nieświadome spotkanie z postaciami ze świata Króla Myśli (kocham fantastykę).

Publikuję to opowiadanie, byście Państwo mieli małą bo małą ale jednak możliwość, zapoznania się z tym, co odkryję przed Wami w pełni w chwili wydania książki.

Opowiadanie Skryba ukaże się także jako audiobook i prawdopodobnie ebook już niebawem. 

 

 

SKRYBA
Zanurzał  się głębiej i  głębiej. Jego osobisty asystent wyświetlał coraz większą liczbę informującą o  głębokości, na  jakiej  się znajdował. Kiedy osiągnął dziesięć surtów, czyli głębokość odpowiadającą dziesięciu długościom jego ciała, asystent zaczął wyświetlać czerwoną lampkę, którą Amon widział przed oczami na  wysokości jednej czwartej pola widzenia z  lewej strony. Komunikaty asystenta kiedyś wyświetlały  się dokładnie w  samym środku pola widzenia, co  okazało  się niebezpieczne, gdyż przesłaniały często ważny obraz, docierając do  mózgu zamiast tego, na  co  patrzył człowiek. Skutkowało to  licznymi wypadkami, często ze  skutkiem śmiertelnym, a  czego jak  czego, ale  śmierci NUR nie  cierpiał. Udoskonalił więc osobistego asystenta i  jego poprawioną wersję wszczepił do  mózgów wszystkich stworzonych przez siebie ludzi. Kiedy Amon dotarł do  piętnastu surtów jego osobisty asystent sprawił, że  lampka zaczęła mrugać. Pulsujące czerwone światło, co  udowodniono, przeprowadzając wiele eksperymentów, dostrzegane było nawet przez roztargnionych lub  zamyślonych. Celem asystenta było, ostrzec człowieka przed grożącym mu niebezpieczeństwem. NUR dbał o  swoje stworzenia, starał  się, by  nie  doświadczali oni śmierci. W  tym właśnie celu, w  oparciu o  swoją boską wiedzę i  moc oraz technologie, które opracował wraz z  ludźmi, stworzył dla  każdego z  nich elektronicznego, osobistego asystenta, którego w  postaci maciupkiego implantu wszczepił do  mózgów wszystkim ludziom. Asystent oprócz funkcji ostrzegawczych pełnił wiele ról od  kalendarza po  nawigatora, organizatora, informatora, edukatora, aż  do  komunikatora między ludźmi. Każdy posiadacz asystenta miał prawo wyłączyć funkcję, która nie  odpowiadała jego charakterowi lub  upodobaniom. Nikt jednak nie  mógł wyłączyć funkcji ostrzegawczych. NUR konstruując implant zadbał o  to  osobiście. Asystenta rozwijano i  udoskonalano, dzięki czemu stawał  się on coraz bardziej przydatny ludziom. Co  ciekawe, ostrzegał ich także przed nadmiernym wykorzystywaniem go, eliminując przypadki uzależnienia, nie  dopuszczając do  rozleniwienia, dbając o  to, by  ludzie byli samodzielni i  nie  poddawali  się sterowaniu.
Kiedy Amon zbliżał  się do  głębokości dwudziestu surtów, jego asystent mrugał mu przed oczami już  dwoma czerwonymi lampkami i  krzyczał mu do  uszu ostrzeżenia. Amon uśmiechnął  się.
—  Uwielbiam to  — powiedział sam do  siebie. Wiedział, że  ignorując ostrzeżenia asystenta będzie musiał odbyć nieprzyjemną rozmowę z  NURem, ale  nurkowanie na  bezdechu, było od  zawsze jego pasją, której nie  potrafił  się oprzeć. Na  Planecie Cienia, z  której pochodził, mnóstwo było głębokich jezior i  mórz, zalanych wodą jaskiń, których głębokość sięgała nawet setek surtów. Zawsze, kiedy wracał na  Planetę Cienia i  miał czas dla  siebie, oddawał  się swej pasji bez  reszty. O  tym, że  zszedł kiedyś na  głębokość stu trzydziestu pięciu surtów wiedział tylko on i  zapewne NUR, przed którym niczego nie  można było ukryć. Amon nie  miał jeszcze wtedy wszczepionego asystenta. Mając tego świadomość nie  obawiał  się rozmowy ze  swoim bogiem, który przecież znał zdolności i  osiągnięcia swojego stworzenia. Już  po  wynalezieniu asystenta Amon z  nadzieją czekał na  wezwanie od  boga, licząc na  to, że  uda mu  się uprosić swego stwórcę, by  ten zmienił mu ustawienia w  opcji bezpieczeństwa pod  wodą i  pozwolił mu na  oddawanie  się swojej pasji bez  konieczności stawania przed bogiem, jako ten, który narusza boskie prawo. Nie  doczekał  się.
Zbiornik wody pitnej, w  którym teraz  się zanurzył, był osadzony pośrodku międzywszechświatowego statku kosmicznego, którego Amon Lakrimoza był kapitanem.
Statek wybudowany na  Planecie Cienia, był cudem techniki ludzkiej, połączonej z  wiedzą i  mocą boga NURa. Odległości, jakie pokonywał podczas swoich rejsów były niewyobrażalne. Potrafił przemieszczać  się nie  tylko w  obrębie jednej galaktyki, nie  tylko w  obrębie jednego Wszechświata, lecz potrafił latać pomiędzy wszystkimi wszechświatami, stworzonymi przez bogów stwórców. Jego napęd był oparty na  mocy grenduli, których NUR ponownie przyjął do  swojej służby, jeszcze przed tym, zanim pojawił  się Król Myśli. Grendule, będąc istotami duchowymi, które bogowie stwórcy stwarzali na  początku swych dzieł, jako swoje narzędzia, były ze  swej natury uczynne i  chętne do  wykonywania różnych zadań. Statek, noszący imię legendarnego dowódcy Armii Cienia Derdusa Kredusa, zwany w  skrócie DK, był wyposażony w  wiele systemów, opartych na  boskiej technologii NURa. Wprawdzie wszystko, co  było potrzebne do  latania i  zapewnienia komfortu, bezpieczeństwa i  warunków pracy załogi, mogły dostarczyć grendule, to  jednak NUR, przewidując mało prawdopodobny, ale  jednak możliwy bunt duchowych stworzeń, wyposażył swój kosmiczny pojazd we  w  pełni zautomatyzowane, oparte o  komputery z  rdzeniem z  kwasu dezoksyrybonukleinowego systemy. O  ile do  buntu grenduli nigdy nie  doszło, to  jednak załoga statku w  swoich codziennych czynnościach chętnie z  tych systemów korzystała, demonstrując tym samym swoją niezależność od  grenduli i  jednocześnie potwierdzając swoją przydatność podczas rejsu. Jednym z  systemów DK był system alarmowy, połączony z  osobistymi asystentami członków załogi. Ignorujący ostrzeżenia przed śmiercią płynące od  asystenta, Amon nie  mógł zignorować alarmu, który informował go o  utracie połączenia z  bazą czyli z  NURem. Amon latał DK od  bardzo długiego czasu. Podczas różnego rodzaju misji mających przeróżne cele: od  poszukiwania minerałów, na  kontakcie z  innymi cywilizacjami kończąc, zdarzały  się różnorakie awarie, mniejsze i  większe, które astronauci usuwali przy  pomocy grenduli. Do  zerwania kontaktu z  bazą niemniej nie  doszło nigdy. Dowódca był świadomy tego, że  sytuacja jest nadzwyczajna, a  będąc odpowiedzialnym, nie  zlekceważył jej. Wynurzył  się z  wody i  powoli nie  narażając  się na  omdlenie, spowodowane nagłym zmianom średnicy tętnic, które towarzyszą zawsze wymianie dwutlenku węgla na  tlen, wziął kilka powolnych, głębokich oddechów. Kiedy doszedł do  wniosku, że  nic mu już  nie  grozi, ubrał  się i  pobiegł korytarzem na  mostek kapitański, jak  nazywali tu centrum dowodzenia statkiem, w  którym znajdowały  się monitory, wyświetlające na  głosowe życzenie załogi dowolne informacje, jak  również klawisze, suwaki i  dźwignie pozwalające włączyć lub  wyłączyć, czy  też  wyregulować różne systemy. Załoga DK nazywała je sterownikami.
—  Co  się stało?  — zapytał wchodząc na  mostek.
—  Straciliśmy łączność z  NURem  — odpowiedział mu łysy osiłek, na  którego gołej skórze głowy widoczne były jak  w  lustrze odbicia lamp oświetlających pomieszczenie.
—  Wiem o  tym, Girdonie. Mnie bardziej interesuje przyczyna niż  skutek, o  skutku zostałem już  powiadomiony.
—  Jak  my wszyscy  — stwierdziła blondwłosa piękność, która nie  zważając na  to, że  jest okropnie spocona po  ciężkim treningu na  siłowni, przybiegła do  centrum dowodzenia, natychmiast kiedy informacja do  niej dotarła.
Amon Lakrimoza, Girdon Ferdugen i  Soura Pentus stanowili trzyosobowe dowództwo DK, odpowiedzialne za  wszystko, co  działo  się na  statku oraz za  realizację celu wyprawy nakazanego im przez NURa.
—  Za  kontakt z  NURem odpowiedzialne są grendule  — stwierdził łysy. Amon zbył to  „odkrycie” lodowatym wzrokiem.
—  Echo!  — krzyknął, spoglądając w  sufit. Zaraz po  tym, jak  kapitan wymówił imię grendula, pojawiła  się przed nim twarz astrala, widoczna na  tle pulpitu w  formie pomarszczonego powietrza, jakie można zobaczyć nad  płonącym ogniskiem.
—  Co  się dzieje?
—  Próbujemy to  ustalić, kapitanie.
Amon zrobił wielkie oczy, jego twarz spoważniała.
—  Jeśli wy nie  wiecie, to  znaczy, że  mamy potężny problem. Soura, idź  się wykąpać, nie  wiadomo, kiedy teraz będziesz mogła to  zrobić. Pospiesz  się, będziesz nam bardzo potrzebna.
—  Tak  jest, kapitanie  — powiedziała na  odchodne. Kapitan wcisnął duży czerwony guzik, znajdujący  się pośrodku pulpitu sterowniczego. Rozległy  się sygnały alarmowe.
—  Girdon, podaj mi naszą lokalizację  — rozkazał siadając na  kapitańskim fotelu. Na  jego oparciu znajdował  się wbudowany ekran dotykowy. Amon położył na  nim dłoń. Analizując jego parametry na  podstawie temperatury ciała i  składu potu, komputer w  krótkim czasie przygotował dla  niego koktajl energetyczno  — odżywczy, który został mu natychmiast podany na  tacy, wysuwającej  się z  podłogi obok  fotela.
Kapitan wypił mały łyczek. Słodki smak koktajlu uzmysłowił mu, że  problem z  jakim przyjdzie mu  się wkrótce zmierzyć nie  będzie dotyczył samych tylko grenduli. Kapitan uświadomił sobie właśnie, że  awarii uległy systemy DK. Nigdy, ku  jego niezadowoleniu komputery nie  serwowały mu słodkich pokarmów, które uwielbiał. Za  każdym razem otrzymywał jedzenie i  picie albo kwaśne albo gorzkie. Chcąc rozkoszować  się czymś słodkim, zmuszał różnymi sposobami, czasem żartem, czasem przekupstwem, a  najczęściej pozorowanym rozkazem innych członków załogi, aby  się z  nim zamienili swoją racją żywnościową. Miał przy  tym w  nosie, że  załoga dała mu przydomek „Kwaśny”.
—  Ostatnia nasza zarejestrowana lokalizacja  — odezwał  się Girdon, kładąc rękę na  ekranie dotykowym swojego fotela  — to  rubieże Wszechświata bogini Bemy. Tej, której nie  udało  się stworzyć inteligentnej formy życia.  — Girdon podniósł swój koktajl i  podsunął go kapitanowi, który delikatnym ruchem głowy dał mu do  zrozumienia, że  jest wdzięczny za  ten gest, odmawiając jednocześnie przyjęcia podarunku. Upił przy  tym swojego koktajlu, z  miną świadczącą o  jego wybornym smaku.
—  Czyli jesteśmy w  miejscu, do  którego nie  zmierzaliśmy.  — Syreny alarmowe postawiły w  tym czasie całą załogę na  nogi.  — Jak  to  wytłumaczysz, Echo?
—  Wytłumaczenie jest proste, kapitanie  — odezwał  się grendul, który wciąż pozostawał na  mostku kapitańskim, będąc jednocześnie wśród grenduli, które analizowały sytuację, próbując znaleźć najlepszy sposób na  wyjście z  kryzysu  — dostaliśmy  się pod  działanie jakiejś obcej, możliwe, że  wrogiej nam siły.
Na  mostku kapitańskim pojawiła  się Soura, pachnąca świeżością i  roztaczająca wokół siebie pozytywną energię.
—  Co  straciłam?
—  Na  razie nic  — wzrok Girdona wpadł w  pułapkę, nie  mogąc  się oderwać od  biustu Soury.  — Wiemy tylko, że  znajdujemy  się we  Wszechświecie Bemy.
—  Odwiedzamy wszystkie wszechświaty z  naszą opowieścią o  Królu Myśli, tak  jak  rozkazał nam NUR. We  Wszechświecie Bemy nie  ma ludzi, nie  mamy tu komu opowiedzieć tej niezwykłej historii. Po  co  grendule nas tu przywiodły, w  jakim celu?  — Soura spojrzała na  Echo.
—  Cała załoga na  swoich miejscach, kapitanie  — zakomunikował chorąży Miergus Terentius, wchodząc na  mostek. Był to  średniego wzrostu mężczyzna o  długich kasztanowych włosach, splecionych w  coś w  rodzaju warkocza. Jego umięśnione ciało budziło respekt i  zazdrość u  innych członków załogi.
—  Jakie rozkazy kapitanie?  — Amon Lakrimoza słysząc to  pytanie spojrzał na  Echo.
—  Pokryjcie DK magią ochronną, chcę mieć pewność, że  nic nam nie  grozi.
—  Zrobiliśmy to, kiedy zorientowaliśmy  się w  naszym położeniu  — odparł z  satysfakcją grendul.
—  W  takim razie zróbcie to  jeszcze raz  — warknął ze  złością kapitan. Grendul przez chwilę był lepiej widoczny na  tle pulpitu, co  świadczyło o  jego zdenerwowaniu.
—  Tak  jest, kapitanie  — odpowiedział z  szacunkiem w  głosie.
—  Miergusie, niech strzelcy zajmą stanowiska i  załadują broń.
—  Robi…  — chorąży nie  dokończył. Statek wpadł w  turbulencje i  to  tak  duże, że  trójka dowódców ledwo utrzymała  się na  swoich fotelach. Miergus przewrócił  się i  poturlał w  stronę wyjścia.
—  Co  się dzieje?  — zapytał ze  spokojem, ale  i  zdziwieniem kapitan. W  tym momencie statkiem coś nagle wstrząsnęło, tak  jakby DK z  czymś  się zderzył. Ludzie pospadali z  krzeseł, a  ci którzy stali w  większości  się przewrócili.
—  Wpadamy w  czarną dziurę!  — z  przerażeniem krzyknęła Soura.
—  Grendule zostają!  — krzyknął pewnym głosem kapitan.
—  To  wbrew przepisom!  — zaprotestował Echo.
—  Gówno mnie obchodzą przepisy! Zostajecie!
—  Nie  możemy! Kto was później znajdzie, jeśli zostaniemy?
—  Zostajecie, bo  taki wydałem wam rozkaz i  nie  mam ochoty na  polemikę. Tylko Szybicz wraca do  bazy i  niech ściągnie posiłki. Reszta zostaje, będziecie nam potrzebni. DK nie  ma żadnego innego napędu poza  wami, a  mam przeczucie, że  za  czarną dziurą czeka nas jeszcze daleka podróż.
Echo wbrew sobie przekazał rozkaz kapitana setce grenduli, która towarzyszyła DK. Podróż przez czarną dziurę była trudna zarówno dla  grenduli, jak  i  dla  ludzi. Dwa rodzaje organizmów, jedne duchowe, drugie organiczne, w  inny sposób odczuwały niedogodności tej podróży. Ludziom skakało ciśnienie, mieli arytmię serca, lub  tachykardię, w  skrajnych wypadkach ich serca zatrzymywały  się na  dłuższą chwilę. Grendule przeżywały coś zgoła innego, to  materializując  się, to  znów wracając do  stanu duchowego. Trudno określić, jak  długo trwała podróż ważne, że  czarna dziura w  końcu wypluła DK, który wyleciał z  niej z  ogromną prędkością, lecąc wprost na  zderzenie z  nieznaną mgławicą gwiazd. Wszechświat, w  którym  się znaleźli był zupełnie inaczej skonstruowany od  znanych im wszechświatów, stworzonych przez bogów stwórców. Przede wszystkim był niebotycznie potężny, przekraczający wielokrotnie swym rozmiarem wszystkie znane im wszechświaty łącznie. Po  przeżyciach w  czarnej dziurze, jako pierwszy ocknął  się kapitan, który widząc na  ekranie zbliżającą  się mgławicę gwiazd i  obawiając  się kolizji z  jakimś ciałem niebieskim, włączył antygrawitację. System antygrawitacyjny opracowany przez NURa zapewniał DK bezkolizyjne przemieszczanie  się po  kosmosie, odbijając statek od  silnych pól grawitacyjnych ciał niebieskich. Jego uruchomienie wymagało każdorazowo poinformowania boga stwórcy danego Wszechświata i  uzyskania od  niego zgody na  taki zabieg. Antygrawitacja DK była silna i  to  do  tego stopnia, że  wpływała na  orbity ciał niebieskich obok  których statek przelatywał. Większość bogów stwórców była już  na  tyle doświadczona, a  ich Wszechświaty na  tyle ustabilizowane, że  wyrażali zgodę na  włączenie tego systemu. Byli jednak tacy bogowie, którzy bali  się, by  ich nie  unormowany do  końca Wszechświat nie  uległ zachwianiu i  nie  zgadzali  się na  to. Tych z  reguły proszono o  przetransportowanie międzywszechświatowego DK na  granicę swojego Wszechświata. Bogowie stwórcy zgadzali  się na  to  z  ochotą, mając pewność pozbycia  się intruza. Amon wiedział, że  złamał swoją decyzją wszelkie nakazy i  zakazy, ale  bezpieczeństwo ludzi i  grenduli, którymi dowodził było dla  niego ważniejsze ponad wszystko. Poza  tym zupełnie nie  wiedział gdzie jest, tym samym nie  miał pojęcia kogo prosić o  zgodę. Miejsce, w  którym  się znaleźli różniło  się od  ich świata… Wszystkim!
Amon nakazał grendulom, by  wykorzystując swe duchowe możliwości spróbowali policzyć galaktyki, mgławice, i  gwiazdy. Grendulom zajęło to  sporo czasu, a  ostatecznego wyniku nie  byli pewni.
—  Zróbcie mapę przestrzenną, spróbujemy znaleźć centralne miejsce w  tym…  — tu  się zawahał,  — cudownym świecie  — dokończył pełen zachwytu. Wszystkie dane wrzućcie do  komputerów tak, abyśmy mogli zobaczyć to  naszymi, ludzkimi oczami na  monitorach.
—  Nie  uważasz kapitanie, że  powinniśmy poszukać osoby, której jesteśmy gośćmi?  — spytała Soura, w  której głosie Amon wyczuł podziw i  lekką obawę
Kapitan uśmiechnął  się tajemniczo.
—  Obawiam  się, że  nie  będzie nam dane  się z  nim spotkać.
—  Spróbujmy  — nalegała.
—  Souro, moim zdaniem, nie  my o  tym decydujemy. Jestem przekonany, że  ten, którego z  takim zachwytem podziwiasz, od  dawna nas obserwuje.
—  Skoro nas zaprosił, to  w  jakim celu  się ukrywa?
—  Nie  ukrywa  się. Po  prostu nie  jesteśmy w  stanie go zobaczyć, a  tym samym nie  możemy z  nim porozmawiać.
—  Nie  rozumiem.
—  A  ja chyba właśnie zrozumiałem  — stwierdził Amon, w  którego głosie brzmiał ten sam podziw, jaki słychać było u  Soury.
—  Miergusie, do  mnie  — rozkazał kapitan przyciskając przycisk na  pulpicie. Chorąży zjawił  się niemal natychmiast.  — Każ strzelcom rozbroić działa i  opuścić miejsca bojowe.  — Miergus nie  ukrywając zdziwienia, wykonał gest świadczący o  tym, że  zrozumiał rozkaz, po  czym opuścił mostek.
—  Jest już  mapa zrobiona przez grendule  — poinformował Girdon, wpatrując  się w  ekran z  wyraźnym pełnym podziwu zdziwieniem. Soura i  Amon spojrzeli na  ekran.
—  Gdzie my jesteśmy?  — spytała drżącym głosem kobieta.
—  Spróbujmy znaleźć odpowiedź na  twoje pytanie  — kapitan uśmiechnął  się. Przez chwilę  się zawahał, ale  tylko przez chwilę.  — Echo!  — zawołał w  sufit. Grendul pojawił  się w  jednej chwili.  — Zabierzcie nas na  rekonesans. Zobaczmy jak  wygląda ten świat.
Ruszyli. DK zgodnie z  wolą kapitana napędzany energią grenduli, przeleciał obok  wielu supergromad i  gromad gwiazd od  Ryb zaczynając poprzez Perseusza, Taurusa, Ablla, Ophichusa, Wielką Niedźwiedzicę, Herkulesa, Koronę Północną, Wolarza, z  jego podwójnymi gwiazdami, Warkocz Bereniki, Pannę, Lwa, Koncentrację Shapleya, Konstelację Centaurusa, Supergromadę Hydrę, minęli też  widowiskowy Obłok Molekularny w  Orionie, oraz Wielki Atraktor  — olbrzymie skupisko gromad galaktyk, któremu Saura przyglądała  się z  uwagą, w  końcu wlecieli w  nieregularny, mający kształt zdeformowanej spirali Wielki Obłok Magellana. DK pokonywał wielkie odległości, w  czym zasługę miały grendule. Gwiazdozbioru Pieca przez roztargnienie Soura i  Girdon nawet nie  zauważyli, zajmując  się bardziej przyziemnymi sprawami damsko  — męskimi. Taki sam los spotkał gwiazdozbiór Zegara. Mijali jeszcze wiele innych obiektów, które obserwowali i  podziwiali. W  końcu DK doleciał do  Drogi Mlecznej. Cała podróż przebiegała spokojnie. Kapitan pozwolił załodze podziwiać ten cudowny Wszechświat na  monitorach, rozmieszczonych w  różnych częściach statku. Podczas podróży zarówno grendule, jak  i  ludzie przy  pomocy przyrządów obserwacyjnych i  pomiarowych zainstalowanych na  DK próbowali rozwikłać liczne tajemnice niebotycznie wielkiego, cudownie zaprojektowanego i  doskonale działającego Wszechświata.
—  Ktoś tu chyba rozlał mleko  — stwierdził, przyglądając  się Drodze Mlecznej chorąży Miergus.
—  Jeśli ten Wszechświat jest prawdziwy, jeśli jest rzeczywisty, to  czym my jesteśmy?  — zapytała niespodziewanie pełna zachwytu Soura.  — Czy  my w  ogóle istniejemy, czy  jesteśmy tylko wytworem czyjejś wyobraźni, która przez swoją doskonałość, daje nam złudne poczucie istnienia i  świadomość, że  żyjemy, że  istniejemy?
Girdon spojrzał na  nią.
—  A  może i  ten Wszechświat jest także wytworem wyobraźni kogoś jeszcze bardziej doskonałego, jeszcze bardziej potężnego w  swej mocy i  wszystko, co  obserwujemy, czym  się teraz tak  zachwycamy, w  rzeczywistości nie  istnieje? Może jest i  tak, że  i  ta doskonalsza istota jest też  tylko wyobraźnią kogoś jeszcze bardziej doskonałego i  tak  dalej, i  tak  dalej aż  w  nieskończoność?
Amon przysłuchiwał  się tej dyskusji z  uwagą. Wydała mu  się ciekawa, ale  nie  miała dla  niego większego znaczenia. Kapitan DK miał do  wykonania zadanie i  ono było dla  niego ważniejsze od  filozoficznych dysputów.
—  Echo, czy  namierzyliście już  jakieś tutejsze formy życia?
—  To  ciekawe, kapitanie…
—  Co  jest ciekawe?
—  Tu jest mnóstwo życia  — przyznał ze  zdziwieniem grendul  — ale  to  życie jest jakieś inne.
—  Co  to  znaczy inne?
—  Nie  wiem, nie  potrafię tego wyjaśnić, przekracza, to  moje zdolności poznawcze.
Kapitan oparł  się o  fotel, zamknął oczy i  przez chwilę nie  odzywał  się.
—  Znajdźcie inteligentną, organiczną formę życia.  — Rozkazał w  końcu, kierując polecenie nie  wiadomo czy  do  grenduli, czy  ludzi, po  czym wstał i  skierował  się do  wyjścia.
—  Dokąd idziesz, kapitanie?  — spytała Soura.
—  Na  spacerniak, muszę  się przejść.
—  Mogę iść z  tobą?
—  Wydałem rozkaz. Weź  się w  końcu za  jakąś konkretną robotę. Ostatnio za  dużo sobie dogadzasz.
Sourę na  te słowa przeszył dreszcz. Wiedziała dobrze, co  miał na  myśli kapitan. Spodziewała  się, że  jej próżność w  końcu zostanie obnażona. Przyznać wszakże musiała, że  jej częste wizyty na  siłowni i  dyskusje na  tematy przyziemne z  członkami załogi nie  wnosiły niczego pozytywnego do  społeczności obecnej na  DK. Już  wcześniej miała tego świadomość i  prawdę mówiąc, planowała to  zmienić, tak  by  nikt nie  zauważył, że  uprzednio marnowała czas i  energię na  zajęcia mające na  celu tylko zwrócenie uwagi na  siebie. Nie  przewidziała, że  kapitan zmusi ją do  zmian w  tak  mało wyszukany sposób. Postanowiła udowodnić swoją wartość. Do  tej pory wykorzystując osobistą niepospolitą urodę potrafiła w  kontaktach z  ludźmi osiągać nawet więcej niż  planowała. Teraz postanowiła udowodnić, że  nie  tylko urodą i  erudycją może budzić zachwyt i  szacunek u  ludzi. Otworzyła w  komputerze starą, prymitywną, nie  używaną już  dziś aplikację, której używali pionierzy podczas prób sporządzenia map wszechświatów, stworzonych przez bogów stwórców. Mapy w  tej aplikacji oprócz prymitywnego w  jakości obrazu, pokazywały coś jeszcze, a  mianowicie siły  — także grawitacyjne  — działające na  ciała kosmiczne. Obraz w  aplikacji był przez to  mało czytelny, ale  doświadczony użytkownik potrafił z  tego obrazu wyczytać dużo więcej niż  z  doskonałych graficznie map. Soura będąc dzieckiem dużo czasu spędziła grając w  grę opartą na  nieużywanej już  wtedy, przestarzałej aplikacji. Girdon przyglądał  się jej z  politowaniem.
—  Echo, mam do  ciebie wielką prośbę  — powiedziała nie  patrząc na  grendula.
—  W  czym mogę ci pomóc, księżniczko?  — Soura Pentus nazywana na  DK księżniczką ze  względu na  swoją urodę i  nietuzinkowy, nieco wyobcowany sposób bycia, miała w  rzeczywistości prawo do  tytułu książęcego. Grendule o  tym pamiętały, na  ludziach nie  robiło to  wrażenia.
—  Mógłbyś przydzielić mi jednego z  was, jako mojego pomocnika?  — spojrzała na  pomarszczoną twarz grendula.
—  Wiesz dobrze, że  nie  mogę.
—  Przyjmij go na  służbę  — zarechotał drwiąco Girdon.
—  Jeśli takie będzie życzenie księżniczki, przydzielę jej służącego  — stwierdził z  powagą Echo.
—  A  zatem takie jest moje życzenie. Chcę Promienia.
—  Z  przyjemnością wykonam twoje życzenie, jaśnie pani  — odparł z  taką samą powagą Echo. Girdon skurczył  się w  fotelu. Jego uwięzione w  biuście Soury oczy, powędrowały wyżej. Girdon ujrzał skupione, pełne powagi i  determinacji oblicze księżniczki. Szybko zorientował  się jaki popełnił błąd, nie  doceniając  jej.
—  Może i  ja ci  się do  czegoś przydam?  — zapytał nieśmiało.
—  Obserwuj to, co  robię i  nie  szczędź słów krytyki, jeśli uznasz, że  błądzę. W  ten sposób szybciej osiągniemy cel. Nie  będzie łatwo znaleźć tu ludzi.
Girdonowi ta rola odpowiadała. Promień pojawił  się niemal natychmiast. Księżniczka rozkazała mu, aby  poleciał w  przestrzeń.
—  Dane, które zbierzesz, wszystko, co  zobaczysz wysyłaj do  Sfery.
—  Do  tej starej aplikacji?  — zapytał z  radością grendul.
—  Tak. Pamiętasz jeszcze, jak  to  się robi?
—  Jasne, że  pamiętam. My, grendule mamy dobrą pamięć.
—  Do  dzieła zatem, Promyczku  — mrugnęła lewą powieką do  grendula.
Czas mijał, w  Sferze powstawał coraz dokładniejszy obraz Wszechświata, jeszcze pełen białych plam, ale  już  z  zaznaczonymi najważniejszymi obszarami. Soura analizowała głośno myśląc dane spływające od  grendula. Girdon zgodnie z  obietnicą poddawał krytyce jej wnioski. Cała trójka Soura, Girdon i  Promień oddali  się swej pracy bez  reszty. Soura zrezygnowała nawet z  wizyt na  siłowni, a  Girdon porzucił wszystkie inne swoje ulubione, bądź wykonywane z  rozkazu zajęcia. Kapitan widząc ich wysiłek i  zgraną współpracę, był z  nich wręcz dumny. Rozdzielił ich zajęcia pomiędzy innych członków załogi. Czas mijał, mapa Wszechświata była coraz dokładniejsza, a  mimo to  nie  było widać celu.
—  Chyba mieliśmy pecha i  weszliśmy na  wszystkie ścieżki prowadzące donikąd  — stwierdziła w  pewnym momencie Soura. Usłyszał to  Amon, który ze  słów swojej zastępczyni wywnioskował, że  są już  bardzo blisko celu.
Tymczasem Promień zaczął przekazywać coraz dokładniejsze dane o  Drodze Mlecznej.

Galaktyka była spiralna, z  charakterystyczną poprzeczką. Zawierała według wstępnych szacunków do  400 miliardów gwiazd. Miała średnicę około 100 000 do  120 000 lat świetlnych i  grubość ok. 1000 lat świetlnych. Poruszała  się w  kierunku Supergromady Lokalnej, jak  nazwała ją Soura. Ta zaś wraz z  badaną galaktyką, przyciągana była przez Wielki Atraktor, czyli olbrzymie skupisko galaktyk, które jak  zauważyła Soura, były zgrupowane w  gromady i  supergromady. Oddziaływanie grawitacyjne między Galaktyką a  Wielkim Atraktorem, czyli olbrzymim skupiskiem gromad galaktyk powodowało, że  Galaktyka poruszała  się w  kierunku jego centrum z  prędkością ponad dwóch milionów kilometrów na  godzinę. Soura skupiła swą uwagę na  tej Galaktyce. Zauważyła, że  ma ona kształt, który przypominał jej dysk, którym rzucała na  duże odległości, będąc jeszcze w  szkole, czym budziła zachwyt u  kolegów i  koleżanek. Ten dysk różnił  się od  jej sportowego tym, że  miał pośrodku soczewkowate zgrubienie. Soura zauważyła, że  Galaktyka ma coś na  kształt ramion. Dla  swoich potrzeb wymyśliła naprędce dla  nich nazwy: Ramię Strzelca, Ramię Łabędzia, Ramię Perseusza (ta nazwa przyszła jej do  głowy nie  wiadomo skąd) i  Ramię Tarczy. Poza  tymi czterema ramionami, w  miarę jak  spływały kolejne dane od  Promienia, Soura odkryła mniejsze ramiona, których postanowiła tymczasowo nie  nazywać. Badanie struktury Galaktyki było utrudnione nawet dla  grendula, z  uwagi na  duży pył kosmiczny. Soura, ku  swojemu zaskoczeniu zauważyła, że  dysk otoczony jest kulistym halo, składającym  się ze  starych gwiazd oraz z  około 200 gromad kulistych. Promień halo Galaktyki według jej wstępnych wyliczeń wynosił aż  300 000 lat świetlnych. W  Centrum Galaktyki znajdowała  się supermasywna czarna dziura, podobna do  tej, w  którą wpadł DK. W  centralnej części poprzeczki Galaktyki Soura zaobserwowała pierścień, przypominający kształtem symbol nieskończoności z  dwoma płatami skierowanymi na  boki.
Soura przyglądała  się tej Galaktyce, nie  wiedząc, co  o  niej myśleć.
—  Kolejna droga donikąd?  — jej rozmyślania przerwał Girdon.
—  Być może  — odparła od  niechcenia, zaprzeczając w  myślach samej sobie.
—  Nie  jest aż  tak  wielka, może przyjrzymy jej  się od  środka?  — zasugerował kapitan, który pojawił  się znikąd.
Soura spojrzała na  Echo.
—  Co  ty na  to?
—  Ja jestem tu od  wykonywania rozkazów, a  nie  od  podejmowania decyzji.
—  Wlećmy do  jej środka  — zdecydował kapitan.
Galaktyka okazała  się przyjazna i  wyjątkowo atrakcyjna. Sourę zapatrzoną w  Sferę zainteresowała pewna gwiazda, krążąca po  Galaktyce, niby z  boku, niby niepozornie. Przyglądając  się rozkładowi i  ruchowi gwiazd oraz sił rządzących w  galaktyce, księżniczka wydedukowała, że  gwiazda ta musi być wyjątkowa. Postanowiła sprawdzić na  czym polega ta wyjątkowość. Na  rubieżach Układu Słonecznego Promień natknął  się na  małą sondę kosmiczną, do  której pod  podporami anteny przymocowano aluminiową, pokrytą złotem płytkę z  wizerunkami kobiety i  mężczyzny. Płytka zawierała też  bardzo uproszczony schemat Układu Słonecznego, zawierający, co  zauważył grendul dość istotny błąd. Znajdowały  się na  niej jeszcze inne informacje, których grendul nie  potrafił z  niczym skojarzyć.
—  Miałam nosa!  — Soura uśmiechnęła  się i  wyprostowała w  fotelu, po  raz kolejny aresztując wzrok Girdona, który wylądował na  jej biuście.
—  Możesz  się nie  gapić ciągle na  moje cycki?  — krzyknęła, udając oburzenie.
—  Mogę, ale  na  mostku nie  ma nic bardziej interesującego  — odpowiedział bez  zakłopotania mężczyzna.
—  Jak  nazywają tę planetę, z  której pochodzi sonda?  — Amon nie  zwracał uwagi na  zaloty swoich zastępców.
—  Ziemia  — odpowiedział mu Promień.
—  Polećmy na  nią. Echo, otocz nas zasłoną niewidzialności.
—  Zrobi  się, kapitanie.
Kiedy przybyli na  Ziemię był początek sierpnia 2013 roku, o  czym nie  wiedzieli. Odwiedzili wiele krajów, podpatrując ludność, jej zwyczaje i  osiągnięcia. Cały czas szukali odpowiedniego człowieka, któremu mogliby powierzyć zadanie opowiedzenia ludziom o  Królu Myśli. Odwiedzili wielu pisarzy, dziennikarzy i  scenarzystów filmowych, a  nawet naukowców. Amon Lakrimoza ciągle kręcił nosem, ciągle miał jakieś zastrzeżenia. W  końcu, znudzona już  nieco tymi poszukiwaniami Soura wpadła na  pewien pomysł.
—  Może nie  szukajmy go wśród ludzi uczonych i  doświadczonych. W  końcu i  tak  przekażemy tę historię w  sposób, który będzie dla  nich początkowo niezrozumiały.
—  Co  proponujesz?
—  Przyjrzyjmy  się zwykłym ludziom.
Kapitan niechętnie, ale  zgodził  się. Tym sposobem trafili nad  mały zalew wodny, położony na  skraju niewielkiej miejscowości, leżącej blisko środka Europy, niedaleko morza Bałtyckiego. Zatrzymali lot DK i  przyglądali  się człowiekowi, który stał na  brzegu tego zalewu. Była z  nim kobieta. W  pewnym momencie człowiek ten zerwał  się z  miejsca, podbiegł do  swoich wędek (o  tym, że  były to  wędki, dowiedzieli  się nieco później) i  zaczął holować rybę. Załoga DK widziała z  góry, jak  wielki jest sum, z  którym mierzył  się człowiek. Nie  wierzyli, że  mężczyzna wygra ze  zwierzęciem. Nagle Amon coś zauważył.
—  Co  robi ta kobieta?  — zapytał zdziwiony.
—  Jak  to  co? Nagrywa obraz i  dźwięk prymitywną kamerą  — odpowiedział Promień.
—  Nagrywa wydarzenia z  życia?
—  Tak.
—  Robi dokładnie tak  samo, jak  my robiliśmy, zanim jeszcze Król Myśli nie  przybył nam z  pomocą  — stwierdził z  radością kapitan.
—  Z  tą małą różnicą, że  my nagrywaliśmy wszystko, a  on tylko wybrane, najważniejsze fragmenty.
—  Nieważne. Jest do  nas podobny.
—  Może to  jemu powierzymy zadanie opowiedzenia ludziom z  tej planety o  Królu Myśli?  — zaproponowała Soura.
—  Możliwe, że  jest to  człowiek, którego szukaliśmy  — stwierdził bez  przekonania kapitan.
—  Ciekawe, czy  uda mu  się wyholować tą ogromną rybę?  — zapytał z  ciekawością Girdon.
—  Ma to  dla  ciebie jakieś znaczenie?  — spytała zgryźliwie Soura.
—  Owszem. Jeśli poradzi sobie z  tym olbrzymem, to  możemy mieć nadzieję, że  poradzi sobie też  z  zadaniem, jakie mu zlecimy.
—  Nie  widzę związku  — upierała  się.
—  Girdon może mieć rację, Souro. Tu chodzi o  pewną cechę charakteru, która jest bardzo ważna w  obu tych przypadkach. Nasz człowiek opisując historię Króla Myśli, będzie musiał tą cechą  się wykazać. Jeśli poradzi sobie z  tym sumem jest szansa, że  poradzi sobie też  z  naszą opowieścią o  Królu Myśli. Popatrzmy spokojnie.
Człowiek nie  dość, że  poradził sobie z  ogromną rybą, to  ku  zdziwieniu załogi DK zwrócił jej wolność. Amon Lakrimoza nie  miał już  wątpliwości.
—  Echo, zajmijcie  się przekazaniem temu człowiekowi naszej opowieści.
—  Tak  jest  — odpowiedział grendul i  zniknął na  chwilę.
Soura opuściła mostek kapitański i  udała  się na  siłownię. Girdon spojrzał na  swój duży brzuch.
—  Cholera  — burknął pod  nosem.
W  drodze powrotnej kapitan Amon Lakrimoza wezwał do  siebie Echo.
—  Przekazaliście mu całą opowieść?
—  Tak.
—  Razem ze  wszystkimi dodatkami?
—  Tak.
—  W  jaki sposób ją pozna?
—  Nie  pozna  jej.
—  Jak  to?
—  Nie  pozna jej, dopóki nie  usiądzie za  klawiaturą jakiegoś urządzenia, które zapisuje tekst. Rzuciłem na  niego taki czar, dzięki któremu za  każdym razem, kiedy zbliży  się do  klawiatury zobaczy fragment historii Króla Myśli. Taki fragment, który będzie w  stanie zapisać.
—  Czyli dopóki nie  napisze tej powieści i  wszystkich opowiadań, nie  pozna zakończenia?
—  Dokładnie.
—  Sprytne.

Droga powrotna DK na  Planetę Cienia jest historią, która nie  należy do  tego opowiadania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Logowanie

Wsparcie

Jeśli uważasz, że to co robi autor jest przydatne, możesz go dobrowolnie wesprzeć.





Kto jest On Line

Odwiedza nas 147 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem