Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

rozpadlina 

 11.07 2019 r w porze nocnej zaproponowałem moim widzom abyśmy napisali wspólnie opowiadanie z uniwersum Króla Myśli. Mimo, iż nie zapowiadałem swojej obecności na żywo, zjawiło się kilka osób, którym ten pomysł się spodobał, co mnie bardzo cieszy. W tym artykule zacytowałem całą dyskusję na czacie z tego dnia. Będę miał dzięki temu możliwość sięgania do Waszych sugestii podczas pisania ostatecznego tekstu.

Widzowie (współautorzy opowiadania) nie znają jeszcze powieści Król Myśli, nie znają też zakończenia tego opowiadania, dlatego mogą sugerować rozwiązania, które nie wpiszą się w tę historię, miejmy wszyscy tego świadomość. Ja jako autor nie ujawniam przed nimi szczegółów książki, by nie odbierać im przyjemności z jej czytania. Dla potrzeb opowiadania, które od tej chwili nosi roboczy tytuł ROZPADLINA, wyjawiłem kilka cech jednego z bohaterów opowiadania, który jednocześnie jest kluczową postacią powieści Król Myśli.

Poniżej znajdziecie oprócz dyskusji na czacie i Waszych materiałów, ostateczną treść opowiadania. Będę je pisał wykorzystując Wasze teksty, Wasze pomysły ale zachowam w nim swój styl i przede wszystkim doprowadzę opowiadanie do takiego końca, jaki ma ta historia, wspomniana w Króla Myśli.

Pomóż mi wydrukować powieść Król Myśli >>>

 

 

 

 

 

 11.05.2019 r

WĘDKARSWO USAWitaj Marku

unoun unounPan trzeźwy że tak późno :)

Mariusz Mariuszjestem i ja witam wszystkich ?

WĘDKARSWO USAWitaj Mariusz Mariusz

Mariusz Mariusztroszkę zrywało

Mariusz Mariuszteraz jest ok

Mariusz Mariuszmoże Borowice

Wędkarstwo Rzeczne Januszmoże pan dać na imię cyprjan

WĘDKARSWO USAMoże Bobrowniki

Wędkarstwo Rzeczne Januszmiejscowość rubel

Mariusz Mariusz?

Mariusz MariuszImię dziewczyny Rantana ?

Wędkarstwo Rzeczne Januszregent wyspy morzliwium

Wędkarstwo Rzeczne Janusztak się wyspa na zywa

Wędkarstwo Rzeczne Januszon by te wyspę stworzył

Wędkarstwo Rzeczne Januszale magią stworzyć

Wędkarstwo Rzeczne Januszdla swojej ukochanej

Mariusz Mariuszwyspa z klifami rodem z Norwegi klimat jest piękne widoki lazur morza

Wędkarstwo Rzeczne Januszinnego faceta

Wędkarstwo Rzeczne Januszdo dać mu magicznego miecza

Mariusz Mariuszmoże smok rodem z piekła

Wędkarstwo Rzeczne Januszpani morza by mu dała za dziecko

Wędkarstwo Rzeczne Janusztego miecza

Wędkarstwo Rzeczne Januszmoże demona przeszkoda który by ją porwał ze zazdrości

Mariusz Mariuszoszpecenie pięknej dziewczyny to pewnego rodzaju dramat dla drugiej osoby

Wędkarstwo Rzeczne Januszwyruszył by ją ratować po drode by przeżywał rużne przygody

Wędkarstwo Rzeczne Januszmoże zrobić tak że on będzie wieczny młody a ona się będzie się starzeć i on będzie ją prubował odmłodzić

Wędkarstwo Rzeczne Januszale nie będzie mu się udawało przez tego demona przez zemstę jego

Mariusz Mariuszcoś mi świta młoda dziewczyna mająca młodsze rodzeństwo ojciec rycerz wiecznie na wyprawach matka garncarka robiąca wyroby z gliny żeby wyżywić rodzinę córka jako najstarsza poluje na zwierzynę

Mariusz Mariuszhehe

Mariusz Mariusznasz magik może być danielem strzała nieopacznie trafia w kark i zdziwienie to nie daniel to człowiek ?

Wędkarstwo Rzeczne Januszw sobe

Wędkarstwo Rzeczne Januszzmienić

Wędkarstwo Rzeczne Januszptaka sowa

Wędkarstwo Rzeczne Januszdo tego co poprzednik na pisał

Wędkarstwo Rzeczne Januszjest czarodziejem

Mariusz Mariuszno dobrze jak nie zmiana w zwierze to może obserwator niewidoczny dla niej poszła strzała i jego trafiła

Wędkarstwo Rzeczne Januszw cherry potterze się tam zmieniają w zwieżęta

AndriusTVJa jestem ale tylko na odsluchu. pozdrawiam

Wędkarstwo Rzeczne Januszmoże pan ma racie to głupę

Wędkarstwo Rzeczne Januszto głupie

Wędkarstwo Rzeczne Janusz​[komentarz wycofany]

Wędkarstwo Rzeczne JanuszTo zrozumiałe

unoun unounW królu myśli jest coś o rybach ? :)

Wędkarstwo Rzeczne Januszwróćmy do meritum

Wędkarstwo Rzeczne Januszona może się nazywać meritum ta dziewczyna

AndriusTVCzy w Krolu Mysli jest jakas postac ktora ma jakies wspolne cechy z autorem książki? A moze w ksiazce sa wplecione jakies autentyczne historie ktore przydarzyły się autorowi?

Wędkarstwo Rzeczne Januszkiedy następny lajw

Mariusz Mariusznie ma sprawy coś tam nagrozmolę ??

Wędkarstwo Rzeczne Januszmożna książkę nazwać twórca krula myśli

Wędkarstwo Rzeczne Januszaha spoko to znowu zrobimy burzę muzgów

Wędkarstwo Rzeczne Januszi przepraszam za błędy w piśmie to po chorobie

Mariusz MariuszMarku do następnego ?

Wędkarstwo Rzeczne JanuszDobranoc
 
 
 
21.07.2019 r
 
 
Wędkarstwo Rzeczne Januszbędzie dziś burza burza mózgów
Wędkarstwo Rzeczne JanuszWitam panie marku
Witamy na czacie na żywo! Nie zapomnij o ochronie prywatności i przestrzeganiu Wytycznych dla społeczności.
W świecie Króla MyśliWitam
Mariusz MariuszMarku, Janusz witajcie
Wędkarstwo Rzeczne Januszjak tam zdrówko bo ja coś ostatnio choruje
Wędkarstwo Rzeczne Januszi przepraszam że ostatnio mnie nie było chorowałem
WĘDKARSWO USAWitaj Marku
Mariusz Mariuszjest ok
Tomw8tai
Mariusz Mariuszwszystko jest ok ?
Wędkarstwo Rzeczne Janusznie szkodzi
eugen wachol?
Wędkarstwo Rzeczne Januszintrygująca grafika
unoun unounNiech Pan pójdzie do agencji reklamowej
Wędkarstwo Rzeczne Januszidealna do książki
unoun unounWygląda troche jak portret pamięciowy :)
Mariusz Mariuszobraz wiele mówi czytelnikowi ?jakość super
Wędkarstwo Rzeczne Januszdziewczyna ma talent
WĘDKARSWO USAWszystko jest dobrze
Mariusz Mariuszna razie nie zrywa
Mariusz Mariuszmożesz go wyrzucić chodziło o to że tego główny bohater opowiadania jest poszukiwany i to pogoń za nim
Wędkarstwo Rzeczne Januszmoże on ją tam za prosił
Wędkarstwo Rzeczne Januszon ją tam zaprosił na te wyspę w podzięce za pomoc
Wędkarstwo Rzeczne Januszten bochater morze mieć na imię Iljan
Wędkarstwo Rzeczne Januszjego przyjaciel może mieć tak na imię
eugen wacholten bochater powinien miec na imie Eu geniusz?
Wędkarstwo Rzeczne Januszmoże wprowadzimy jego przyjaciela po poznaniu swojej ukochanej
Wędkarstwo Rzeczne Janusztego iljana
Wędkarstwo Rzeczne Januszpoznał go po poznaniu swojej ukochanej jak był wdrodzę
Wędkarstwo Rzeczne Januszna wyspę z ukochaną
Wędkarstwo Rzeczne Januszwtedy go poznał
Wędkarstwo Rzeczne Januszniech to pan zapisze bo zapomnę
Mariusz MariuszMarku a co z nazwą miejscowości Ratany?
WĘDKARSWO USAKotowisko
Mariusz Mariuszchyba nie
Wędkarstwo Rzeczne JanuszMega Rodek tak może się nazwać ta miejscowość
Mariusz Mariuszmoże Santara jako nazwa miejscowości
Wędkarstwo Rzeczne Januszsanara terz jest dobre co tu napisał kolega
Wędkarstwo Rzeczne Januszkitowisko
Wędkarstwo Rzeczne Januszwiadomo
Wędkarstwo Rzeczne Januszsikara
WĘDKARSWO USAA może MOPSOWISKO
Wędkarstwo Rzeczne Janusznazwa sikara
Mariusz MariuszGlinowisko ?
Wędkarstwo Rzeczne Januszsikara była by najlebrzą nazwą miasta
Wędkarstwo Rzeczne Januszjest itrygująca
Wędkarstwo Rzeczne Januszdzić coś naskrobi to podeśle panu na mejla do tego ci już napisałem
Wędkarstwo Rzeczne JanuszMiłego wieczoru
Wędkarstwo Rzeczne JanuszDobranoc.
Mariusz MariuszMarku do następnego ?
unoun unounDobranoc
 
 
 
 
Tekst Mariusza Frączka

Ten który może więcej

Ona ta która jeszcze nie wie co ją czeka żyje tu i teraz ma na imię Ratana. Matka żeby utrzymać rodzinę mieć co do garczka włożyć musi sprzedawać garczki wazony talerze ulepione z gliny wypalone w piecu który ojciec postawił. Ojciec Bóg wie gdzie wiecznie po wojnach gania fakt że jak wraca to przywozi łupy piękne materiały kosztowności ale nie jest tego wiele. W tych chwilach jak jest uczy Ratanę tego co w rzemiośle wojennym jest na wagę złota dał jej łuk piękny refleksyjny kościany zabójczy. Bracia Ratany Joszi i Diko to jeszcze maluchy nie wiele mogą pomóż w domowych zajęciach to na Ratanie spoczywa przygotowanie gliny dla matuli dzięki temu zajęciu tężyzna fizyczna pozwala jej na polowanie z łukiem. Tu gdzie mieszka są piękne klify lazurowe morze gęste lasy pełne zwierzyny. Tego dnia wybiera się na polowanie prace domowe wykonane zabiera łuk strzały jeszcze ubrać się trzeba odpowiednio sukienka kusa spodnie z jedwabiu co ojciec przywiózł z wyprawy dopasowane do ciała kurtka ze skóry lamy też obcisła dopasowana. Jest gotowa do wyjścia jeszcze parę słów z mamą zamienić i już zew puszczy woła. Jest na miejscu wie że tu są daniele dorodne jeden da mięsa na wiele dni tylko go dorwać jak? Ratana skrada się jak pantera idzie pod wiatr widzi stado sporo ich ale tylko ten jeden ją interesuje jest już tuż tuż i …. Coś jakby wiatr zimny podmuch spłynął po policzku zastanowienie co to było zignorowała umysł łowcy działa jest żądna krwi. Tym czasem przygląda się jej pewien gość ona go nie widzi on ją tak jej zgrabna figura nie daje mu oderwać wzroku od niej. Ten widok usypia jego czujność . Ten widok będzie go kosztował sporo łuk strzała i grot w boku daniel ucieka Ratana zdziwiona a to kto teraz widzi przybysza. Kim jesteś !!! jak tu się znalazłeś celowałam do daniela Ciebie nie widziałam uuuuła ta rana nie wygląda ładnie muszę usunąć grot.     Nieznajomy mógłby ranę zaleczyć ale widząc zaangażowanie dziewczyny rezygnuje z tej opcji . Teraz Ratana przygląda się nieznajomemu nooo ładny jest hmm gdybym nie musiała polować to to to no wiecie co. Możesz iść powiedziała Rtana do nieznajomego mogę znać Twoje imię? Nieznajomy skrzywił się z bólu dam radę. Nie nie powiem jak mam na imię nie teraz obawiam się że groziło by Tobie niebezpieczeństwo. Zabiorę Ciebie do domu mojej matki tam wyleczysz ranę ale zdradź chociaż jak to możliwe że Ciebie nie widziałam. To nie takie proste od jakiegoś czasu obserwuję Twoje polowania jesteś zwinna i niezwykle silna jak na taką filigranową posturę. Znowu mnie zbywa … ale jak!! No dobra jestem magiem mogę być nie widzialny wystarczy? Nie nie wystarczy to dalej nie wyjaśnia dlaczego ugodziłam Ciebie a nie daniela. Nie chciałem byś mnie widziała że patrzę na Ciebie mój błąd i grot jest w moim boku . Jak masz taką moc to idziemy , zbieraj się. Dotarli do domu matki. Mamo potrzebuję Twojej pomocy u godziłam strzałą nieznajomego cierpi pomóż proszę. Jesteś pewna córko to mag jest niebezpieczny. Tak mamo obiecałam. Niech tak będzie idź do leśnika niech da zioła i sadło niedźwiedzia i maść z bobra wyjmiemy grot. Pobiegła ledwo ziemi dotykając leśnik dał co matula nakazała. Tym czasem w domu kim jesteś nieznajomy widzę jak patrzysz na moją córkę wiesz że ją skrzywdzisz? Droga pani, pani córka jest piękna coś mnie w niej pociąga nie wiem co ale ma to coś. Hmm ? Widzę w niej coś co jest niezwykłe ma moc ale chyba o tym nie wie… Po pierwsze zajmiemy się raną tylko po co ? przecież możesz ją wyleczyć. A skąd Ty to wiesz. Ja nie pytam o Twoje imię Ty nie pytaj dlaczego wiem może kiedyś ale nie teraz. Zapytam dlaczego tu jesteś? Nie wiem co mnie tu przywiodło ale coś co mnie pchało w te okolice było czymś co było silniejsze od mnie i spotkałem Twoją córkę. Widzę , w Twoich oczach ten błysk mojej zgody na Wasz związek nie masz pamiętaj o tym !!! Mamo, mamo mam to co leśnik mi dał opatrzmy ranę. Córcia zagotuj wodę na zioła będzie potrzebna. (Poszła do izby ) Dobrze wiesz że te zioła nie są potrzebne ale jak je wypijesz powiesz prawdę. Nie wypiję, powiedział nieznajomy. Skrywam tajemnicę ale i Ty pani matko ją skrywasz, wiem o tym. Mamo zioła gotowe! Pij piękny napar on Ciebie uzdrowi. Nie mogę wypić tego naparu wybacz wiem , że chcesz najlepiej jak możesz ale nie mogę. Co się dzieje za oknem wielki krzyk. Kto to orszak u nas nie możliwe. Córko trzeba schować nieznajomego jak są ci co szukają to będą wszędzie Ty też się schowaj. Dobrze mamuś znam miejsce gdzie się ukryjemy. Córko tyko bądź pewna że nikt was nie śledzi. Dobrze mamo. Ratano mówiłem Tobie że znajomość mojego imienia będzie niebezpieczna teraz już wiesz. Mój miły teraz musimy uciekać wiem gdzie się schronić. Moja droga nie ma miejsca na tym świecie by było bezpiecznie jeszcze nie. Kto nas ściga bo nie wiem jak mogę im się przeciwstawić? Tą moc którą oni posiadają nie masz możliwości się przeciwstawić wiem że Ty masz moc. Co ….. chyba żartujesz nie mam żadnej mocy , magii nie mam nic za wyjątkiem siebie. Moja droga twoje moce drzemią w Tobie tego nie wiesz ale ja wiem. Ta jaskinia nas ochroni nie wiem jak na długo znajdą nas tu mamy chwilkę wytchnienia, co Tobie powiedziała moja matka? Ratano to trudne pytanie … powiedziała mi coś co dało mi do myślenia to więcej niż myślałem usłyszeć . Czy to coś ma związek ze mną? Ratano częściowo tak . Znowu mówisz zagadką nie lubię tego. Zapytaj matuli ona da odpowiedź na Twoje pytanie. To chyba żart mama nigdy nie opowiadała o przeszłości. Ratano mama wie coś czego Ty nie wiesz, ona wie. Zapytam obawiam się że dopowiedź będzie taka sama nic się nie dowiem. Moja droga dowiesz się gwarantuję Zapytam! Mamo Powidz mi o tym co chcę zapytać

 

Marku nie miałem czasu nic dopisać ale mam taki pomysł:
Matka na drogę Ratanie dała dwa przedmioty starożytny amulet i puste szklane naczynie w kształcie butelki karafy troszkę jak na oliwę do kaganka. Powiedziała jej żeby amulet założyła tylko w tedy jak jest duże zagrożenie i nigdy w obecności kogoś znajomego, naczynie żeby pokazała tylko tej wiedźmie której zaufa (ona może jej opowiedzieć o zamkniętym kręgu i historii matki).

amulet - starożytny unikatowy przedmiot (są tylko dwa) po założeniu zmienia fizycznie osobę która ją założyła w bestię żadną krwi o niespotykanej sile odpornej na rany jedyny cel po przemianie zabić wszystkich oponentów.

naczynie - starożytna karafa należąca do zamkniętego kręgu wiedźm (jest ich 5) może ją dziedziczyć tylko pierworodna córka napełniona łzami ma moc uzdrawiania ale i zabijania wszystko zależy od zaklęcia.

 

Marku jak na tą chwilę opowiadanie rośnie pozdrawiam :)

 

 

Wędkarstwo rzeczne Janusz.

Gdy potwór porwał z wyspy ukochaną Króla Myśli na piekielną krzywą wyspę w pogoń wyruszył wraz ze swoim przyjacielem za nią żeby ją uwolnić z rąk potwora .Będą ich spotykać prze rurzne dziwne rzeczy które nawet śmiertelnikom się nie śniło

 

Gdy już do terli na krzywą wyspę naglę usłyszeli ogłuszający dzwięk bęben nagle zerwał się przyjaciel Króla Myśli mówią do niego on już wie że jesteśmy na jego wyspie musimy się przekraść żeby ją uwolnić mówi Król myśli a na to jego przyjaciel hola hola tu mogą być połapki potwora a na to Król myśli co mi tam połabki a nagle za krzaków wskoczył potwór i się rozgorzała walka pomiędzy nimi i tak walka trwała między nimi aż do rana ale tylko jeden z nich wszedł z tego zwycięsko

Po wgranej z potworem Król myśli od nalazł swoją ukochaną w mrocznej jaskini gdy go zobaczyła to bardzo się radowała że jej ukochany ją odnalazł i uwolnił z łap wstrętnego potwora i wyruszyli z powrotem do królestwa Króla Myśli

miona Bochatera i jego przjaciela to Blogian i longian
 
Gdy wracali z krzywej wyspy potwora do swojego królestwa jej ukochany padł na ziemie i rana którą miał odfożyła mu się i po płyneła z niej krew ukochana wyczuł że ta rana jest za każona był osłabiony i zmęczony. To przez złośliwego potwora który zginą z jego ręki w czasie walki ukochana starała się zatamować krew ukochanego ale spodkali dziwną istotę zwaną mrokjan ta istota powiedziała ukochanej jego wyleczę go ale w zamian urodzisz mi dziecko ukochana się zgodziła a itstota uleczyła jej ukochanego ale ukochana wiedziała że kiedyś ta istota upomni się o dziecko i bała się że ukochany to odkryje kiedy dziecko już będzie na tym świecie i postanowiła że ukryje dziecko przed tą istotą i przed swoim ukochanym
 

 

parę miesięcy puźniej dowiedziała się że dziecko posiada moc króla myśli to on był tom istotą zmienił swą postać żeby ukarać jej ukochanego że uraził jego arogancje

przez jego arogancję go ukarał

W krudce po do tarciu do królestwa wysłała posłańca z listem do swojej matki i opowiedziała o dziecku który ma moc Króla myśli który jest jego synem i że go ukryła przed swoim ukochanym i królem myśli i żeby jej pomogła w ukryciu syna i w jego wychowaniu

miasto może się na zywać Rykowisko

Dwie nazwy miasta Rakowianka albo Wyspianka

nazwa miasta Glinianka

Gdy wyszło wszystko na jaw z ukryciem dziecka krudko po tym król królestwa nakazał aresztować magika i jego ukochaną bo chciał jej dziecko wykorzystać jak broń na swoich wrogów bo te dziecko miało ukrytą wy sobie potężną Moc

 
 

 Tekst opowiadania będzie pojawiał się w tym miejscu.



 
 
 
Widzowie, którzy podsyłają swoje pomysły, nie znają powieści Król Myśli. Posiadają jedynie szczątkowe informacje o głównym bohaterze tego opowiadania. Nie znają też świata, w którym dzieje się akcja. Dlatego ich sugestie będę zmuszony dostosować do świata wymyślonego w książce. Opowiadanie, które piszemy wspólnie, jest jednym z pobocznych wątków powieści, o którym to wątku w książce wspomniałem w kilku zaledwie zdaniach, podając zakończenie miłosnej przygody głównego bohatera opowiadania, bedącego jedną z głównych postaci powieści. Zakończenie tej przygody miało wpływ na późniejsze decyzje bohatera. Do czasu wydania powieści w tym opowiadaniu nie wyjawię czytelnikom imienia tego bohatera, będę je tutaj zapisywał jako : B.... Jeden ze współautorów sugeruje aby w opowiadaniu pojawił się potwór. W świecie Króla Myśli występują istoty, które możemy użyć w tym opowiadaniu przypisując im rolę potwora. Na dzień dzisiejszy nie wyjawię też jak te istoty nazywam w książce. Naszego potwora z opowiadania oznaczę tu jako A...
Postaram się na bazie sugestii współautorów, przy wykorzystaniu ich pomysłów napisać opowiadanie z uniwersum Króla Myśli, doprowadzając je do takiego końca, jaki został opisany w książce. Tekst, który znajduje się poniżej jest tekstem roboczym, nie poddanym obróbce korektora i redaktora, jego ostateczną wersję opublikuję zaraz po wydaniu książki. Prawdopodobnie ukaże się ona też w formie audiobooka. Na pewno będzie jednym z opowiadań, które ukażą się drukiem jako opowiadania z uniwersum Króla Myśli.
 
 



Poniższy tekst jest nie dopracowany, to dopiero szkic, do którego wprowadzone będą zmiany. Staram się wykorzystywać jak najwięcej sugestii moich widzów, adoptując je do świata, w którym dzieje się akcja Króla Myśli.
 

 

      

Piec kopułowy ulepiony z gliny, wzmocnionej przed wypaleniem gałązkami wierzbowymi i kiszoną słomą stał w pomieszczeniu gospodarczym. Miał kształt zaokrąglonego od góry stożka, przypominał wyglądem naparstek. Do wypalania garnków, wazonów i innych naczyń wykorzystywano drewno sosnowe, które było łatwe do pozyskania dzięki bliskości Wilczej Puszczy, na skraju której leżała posiadłość rycerza Blogiana, poddanego królowi Longianowi Rutiniandowi. Król był silnym władcą, nieświadomie jeszcze ale z dużą determinacją kładącym zręby pod budowę Królestwa Zachodu. Longian Rutiniand władał kilkoma plemionami, które zamieszkiwały stary kontynent na obszarze od Śródziemnej Zatoki Wielkiego Oceanu na południe od rzeki Bloom aż do Wilczej Puszczy. Oddziały zbrojne króla w poszukiwaniu łupów i niewolników zapuszczały się najczęściej na południe aż do brzegów jeziora Lipie. Rzadziej wyruszano na podbój północnych krain, w czym przeszkodą była głęboka, o dużym uciągu rzeka. Blogian ojciec Ratany należał do największych zabijaków, tworząc elitarny oddział trzydziestu świetnie wyszkolonych rycerzy, którzy stanowili trzon armii króla. Wyruszali oni na każdą wyprawę przywożąc z każdej łupy w postaci skór, tkanych z lnu i drobnych kosztowności takich jak drewniane grzebienie, ozdoby z niedźwiedzich pazurów i zębów. Łupy nie było wielkie i w żaden sposób nie pokrywały nakładów wypraw, nie one interesowały króla, który w większości oddawał je swoim rycerzom, dla siebie biorąc tylko to, co było mu niezbędne. Król organizując wyprawy szukał magii, ona była jego celem i obsesją zarazem. W każdym nawet najmniejszym siole, w każdym grodzisku żyli magicy, piastujący w swoich społeczeństwach wysokie pozycje. Nie dysponowali wielką mocą ani umiejętnościami ale potrafili rzucać przeróżne szarmy, leczyć choroby i co ważne znali się na ziołach. Król Longian sam był magikiem ale jego umiejętności ograniczały się do jeszcze mniejszych rzeczy. Szukał więc nauczyciela, który pomógłby mu zapanować nad magią, który nauczyłby go czegoś więcej. Otoczony magią, podbijając coraz to większe obszary, początkowo bezwiednie, później ze świadomością i konsekwencją, budował królestwo Zachodu nazwane później od jego nazwiska Rutinią. Król nie osiągnął swojego pierwotnego celu, nie znalazł wielkiego magika. Czasy prawdziwej magii nadeszły dopiero po kilku tysiącach lat. Od magów i wiedźm, których podbił, nauczył się kilku nieskomplikowanych czarów i zaklęć przydatnych bardziej do zabawy niż do czynienia czegokolwiek innego. Posiadł jednak obszerną wiedzę zarówno o samej o magii jak i o ziołach. Wiedzę którą pragnął przekazać następnym pokoleniom. To nie król Longian Rutiniand wynalazł pismo, wynaleziono je nieco później, inspirując się królewską potrzebą przekazywania wiedzy. Król Longian nie znając pisma, wszystko to czego się nauczył, przekazał swoim wnukom w formie słownej. O ile wyprawy wojenne z królem były czymś w rodzaju samorealizacji Blogiana, to dla jego żony i dzieci były uciążliwością. Ciągła nieobecność mężczyzny wymagała od jego żony i dzieci wykonywania czynności, które zazwyczaj należały do męskich obowiązków. Jedną z takich czynności było wypalanie w piecu glinianych naczyń. O ile lepienie i formowanie garnków, wazonów, misek i różnego rodzaju innych przedmiotów z gliny nie nastręczało problemów żonie Blogina, to już wypalenie ich w piecu było ponad jej zdolności zrozumienia tego złożonego procesu. Dopóki nie dorosła Rantana i nie przejęła na siebie tego obowiązku Una była zmuszona zatrudniać parobka. Utrzymanie go było dość kosztowne i być może kobieta zrezygnowałaby z jego usług i produkcji garnków, gdyby nie fakt, że parobek oprócz wypalania garnków, nie zaczął pełnić roli jaką w każdej rodzinie pełni mężczyzna. Prawdopodobnie to on był ojcem braci Ratany Josziego i Diko. Tego jednak nikt nigdy nie dociekał. Blogian w przerwach między wyprawami zaglądał do swoich bliskich. Pomagał im ile sił i mimo iż sam zdradzał żonę z dziewkami innych plemion, mimo iż domyślał się, że i ona go zdradza, bardzo ją kochał. Kochał też swoją córkę, którą nauczył ścinać sosny, rozpalać piec i trzymać w nim potrzebną temperaturę przez potrzebny do wypalania gliny czas. Nauczył ją też szkliwienia ceramiki procesu, który podpatrzył u ludów północy, a to zwiększyło zarówno trwałość, funkcjonalność i wygląd produkowanych naczyń sprawiając, że Una mogła sprzedać swoje naczynia za wyższą cenę. Przeważnie wymieniała je na ziarno zbóż, kaszę i inne płody rolne, których nie mogła sama uprawić nie mając tyle siły by pracować w polu. Blogian przebywając w domu, kiedy jego córka zmieniła się z dziecka w pannę, uwielbiał spędzać z nią czas. Był mężczyzną, żołnierzem, jedyne czego mógł ją nauczyć to walka. Rantana będąc drwalką miała wprawdzie dużo siły ale nie przejęła po swoim ojcu zamiłowania do bijatyki. Znalazło się jednak coś, co będąc domeną żołnierzy, przypadło jej do gustu. Tym czymś było strzelanie z łuku. Blogian widząc, że córka przejawia zainteresowanie łukiem ucieszył się niezmiernie. Z następnej wyprawy przywiózł jej zdobyty w bitwie duży łuk. Do napięcia cięciwy potrzebna była siła, której on sam nie miał, jego lata świetności zaczęły odchodzić w niepamięć. Córka, która powalała drzewa, która je rąbała kamienną siekierą i przerabiała na polana, dysponowała siłą, która pozwoliła jej bez większego wysiłku obsłużyć zdobyczny łuk.

Wypalając tego dnia kolejną porcję ceramiki przygotowanej przez matkę Rantana miała dużo czasu. Pilnowanie ognia w ceramicznym piecu nie jest zajęciem wymagającym szczególnego zaangażowania. Wystarczy dorzucać drewna i pilnować by ogień płonął z tą samą siłą przez całą noc. Rantana wysypała na klepisko zawartość swojego kołczanu i przyjrzała się swoim strzałom. Wszystkie były ostre, wszystkie proste a ich lotki nie budziły zastrzeżeń. Dziewczyna nie musiała się nimi zajmować. Patrząc w ogień nawet nie zauważyła kiedy zasnęła. Obudziła się po jakimś czasie zdziwiona zarówno tym, że zasnęła, jak też tym, że ogień w piecu zgasł. W pomieszczeniu było ciemno. Na szczęście piec nie wygasł, trzymał temperaturę wystarczającą do wypalania naczyń. Rantana szybko rozpaliła ogień i pilnowała go do rana. O świcie zabrała łuk i strzały, ubrała kusą suknię, spodnie z jedwabiu, które ojciec przywiózł specjalnie dla niej z wyprawy i kabat ze skóry lamy, również przywieziony przez ojca. Rantana domyśliła się, że poprzedni właściciele jej ubrań prawdopodobnie nie żyją, zabici być może przez jej ojca tylko z tego powodu, że mieli podobną do niej sylwetkę. Nie zastanawiała się nad tym i tak nie mogła nic na to poradzić. Przed wyjściem chciała powiedzieć matce o tym, że ogień w piecu zgasł, co było rzeczą niemożliwą. Matka Rantany o czym wiedziało niewielu była wiedźmą, dysponującą dużą mocą ale nie mającą wystarczającej wiedzy, jak tę moc wykorzystać. Gdyby król Longian zamiast włóczyć się po D... zajrzał pod dach jednego ze swoich rycerzy, znalazłby osobę, której szukał przez całe swoje życie. Rantana słusznie podejrzewała, że za wygaszenie ognia w piecu odpowiada jakiś A... . Chciała o tym powiedzieć matce, ta jednak spała i dziewczynie szkoda było ją budzić. Puszcza wzywała ją, kusząc swoją dzikością, tajemniczością i błogim spokojem. Rantana znała duży fragment Wilczej Puszczy. Orientowała się w niej i wiedziała jakimi ścieżkami przemieszczają się po niej zwierzęta. Puszcza była jej drugim domem. Dlatego zdziwiła się widząc zwierzę o rudo brązowym grzbietem nakrapianym białymi plamami. Rantana zdziwiła się na jego widok. Nie powinno go tu być. Przyjrzała się zwierzęciu uważniej myśląc, że wzrok ją myli. Ciemna smuga biegnąca wzdłuż kręgosłupa, biały brzuch, biała sempiterna i łopatowate poroże bezsprzecznie potwierdzały, że samotny stary daniel zapuścił się w jej okolice. Rantana poszła za nim starając się by wiatr niosąc jej zapach nie zaalarmował zwierzęcia o niebezpieczeństwie. Wiedziała też, że daniele mają doskonały wzrok, musiała uważać by nie wejść w jego pole widzenia. Było to trudne. Nauczona cierpliwości powoli zbliżała się od tyłu do swojej ofiary sukcesywnie zmniejszając odległość. Kiedy była pewna, że daniel jest w zasięgu jej łuku naciągnęła cięciwę. Wycelowała. Tuż przed wypuszczeniem strzały zimny powiew wiatru musnął jej policzek. Niby nic znaczącego, na pewno nic, co wytrawnemu łucznikowi przeszkodziłoby w oddaniu celnego strzału, a jednak, chybiła. Daniel nawet się nie obejrzał. Natychmiast zerwał się do biegu i zniknął między drzewami. 

Wypuszczona strzała nie trafiając w zwierzę poleciała dalej, minęła kilka drzew i wbiła się w bok mężczyzny śledzącego od jakiegoś czasu młodą dziewczynę. Wędrowiec kiedy ją zobaczył pierwszy raz, natychmiast uległ jej urokowi. Spodobały mu się jej kruczoczarne długie włosy i delikatne rysy twarzy. Dostrzegł jej silne ramiona i zgrabną sylwetkę. Nie przeoczył też jej szybkich ruchów i umiejętności takiego skradania się po lesie aby być niezauważonym przez zwierzynę. Wszystko to spodobało się wędrowcowi, który śledził ją już jakiś czas, wykorzystując w tym celu zarówno swoje doświadczenie jak i magię, dzięki której był niewidoczny zarówno dla daniela jak i dziewczyny. Nie spodziewał się, że jego zainteresowanie piękną dziewczyną, wkrótce przyniesie mu ból. Ślepa strzała mijając swój cel, nie będąc pod wpływem magii i myśliwskiego kunsztu, nie wiedząc o tym, że nie było jej wolno, wbiła się w ciało mężczyzny.

- Au! - krzyknął zaskoczony, czując jak metalowy grot strzały, gruchocze mu żebro.

Rantana wiedziała, że chybiła. Utwierdził ją w tym przekonaniu uciekający daniel. Krótki krzyk mężczyzny, który usłyszała w tej samej chwili zaskoczył ją. Nie ruszyła się e swojej kryjówki. Obserwowała uważnie miejsce, z którego dotarł głos człowieka. Dopiero po jakimś czasie zauważyła go. Wyszedł zza drzew i z grymasem bólu na twarzy ruszył prosto na nią. Nie miała powodu się ukrywać dłużej, wypuszczona z łuku strzała była zbyt jawnym dowodem jej obecności. Twarz mężczyzny była jej obca. Jego rysy i kolor włosów świadczył o tym, że nie był stąd. Musiał przywędrować gdzieś z dalekich krain. Jej ziomkowie byli z reguły nieco niżsi, bardziej krępi, ten był wysoki, szczupły i miał długie brunatne rozpuszczone włosy, które dzięki skórzanemu rzemieniu nałożonemu na głowę nie zasłaniały mu twarzy. Mężczyźni z okolicznych plemion przeważnie obcinali swoje włosy na krótko. Rantana była pewna, że nigdy wcześniej nie widziała tego, którego raniła. Zrobiło jej się go żal.

- Skąd się tu wziąłeś? - spytała patrząc mu w oczy, w których wyraźnie dostrzegła pretensję skierowaną w swoją stronę. Mężczyzna nie odpowiedział, patrzył na nią dziwnym wzrokiem. - Celowałam w daniela, nie w ciebie, nie miej do mnie pretensji, że stanąłeś akurat na linii strzału. Pokaż ranę! – rozkazała odkładając łuk. Podeszła bliżej i delikatnie przyjrzała się wlotowi strzały. - Trzeba rozciąć twoje ubranie, jest zakrwawione nic nie widzę. - To mówiąc sięgnęła pod kabatu kukri, którego rękojeść oprawiona była porożem jelenia. Nie pytając o zgodę rozcięła ubranie rannego.

- U! - Szepnęła przerażona. - Ta rana nie wygląda ładnie, opatrzę ci ją w domu, jestem ci to winna ale teraz muszę natychmiast usunąć strzałę i zatamować krwawienie.

Nieznajomy prawdę powiedziawszy nie przejmował się swoją raną. Potrafił w jednej chwili mocą swojej magii pozbyć się tego problemu. Zrezygnował z tego, widząc, że dzięki tkwiącej w żebrach strzale, może dokładniej przyjrzeć się dziewczynie, której postępowanie coraz bardziej przypadało mu do gustu dorównując wartością niewątpliwej urodzie dziewczyny. Postanowił zgodzić się na jej sugestie i przyjąć pomoc od niej. Rantana odczuwał coś podobnego w stosunku do przybysza. Oboje zapragnęli się bliżej poznać, akceptując w drugiej osobie te cechy charakteru, które zdążyli poznać w krótkim czasie swojej znajomości.

- Dasz radę iść? - Spytała patrząc mu w ooczy, przy okazji ulegając jego spojrzeniu, które wydało jej się miłe i przyjazne. - Jak masz na imię?

Nieznajomy skrzywił się, udając ból.

- Postrzeliłaś mnie w żebra nie w nogi. Mogę chodzić. - Uśmiechnął się.

- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

- Moje imię nic ci nie powie. Jego dźwięk może sprowadzić na nas kłopoty. Nazywaj mnie jak chcesz.

Rantanie nie spodobała się ta odpowiedź. Nabrała podejrzeń.

- Kim ty jesteś? - Spytała wystraszona, nie doczekawszy się odpowiedzi zadała kolejne pytanie. - Jak to się stało, że cię nie zauważyłam? Powinnam cię zobaczyć, daniel też powinien...

- To nie takie proste.

- Co niby nie jest proste?

- Niech ci będzie, przyznam się, byś przestała się mnie bać. Podczas, gdy ty śledziłaś daniela ja śledziłem ciebie. Spodobałaś mi się i chciałem ci się przyjrzeć.

- Świnia! - furknęła z obrzydzeniem.

- Źle mnie oceniasz. Miałem zamiar ci się pokazać ale wtedy spłoszył bym twoją zdobycz. Dlatego się ukryłem. Gdybyś zamiast we mnie trafiła w daniela miałem w planie pomóc ci go zanieść do domu.

- Nie wierzę ci. Coś mi tu nie pasuje.

- Pozwól, że spróbuję się odkupić z twoich podejrzeń.

- Jak?

- Daj mi trochę czasu a przekonasz się. Obiecuję, że nie będziesz żałowała.

- Wyjaśnij mi jedno. Jak to się stało, że obserwując mnie stałeś od strony wiatru i daniel cię nie wyczuł?

- Użyłem magii.

Rantana spojrzała na niego z politowaniem.

- Też mi magik, który nie zauważył, że stoi na linii strzału. He, he. - uśmiechnęła się. Jej śmiech spowodował u mężczyzny przyjemne drgawki. Dźwięk wypowiedziany przez dziewczynę w postaci krótkich he, he spodobał mu się i w jego umyśle przylgnął do jej postaci upiększając ją dodatkowo.

- Co w tym śmiesznego.

- To, że jesteś dupkiem raczej niż magikiem. He, he. - Znowu ten śmiech! Umysł przybysza zaczynał wytwarzać uczucie, któremu magik poddał się z rozkoszą.

To, że mnie ugodziłaś strzałą, jest moim błędem. Przyznaję. Zawróciłaś mi w głowie, nie spodziewałem się niebezpieczeństwa z twojej strony. Moja wina.

Twierdzisz, że jesteś magikiem, to dlaczego nie wyjmiesz sobie tej strzały czarami?

Moje umiejętności nie są aż tak wielkie. - Skłamał.

- Zbieraj się magiku, idziemy opatrzyć twoją ranę. Nie dam rady wyciągnąć tej strzały tutaj. Grot wbił ci się mocno w żebro.

Droga do chaty Rantany nie trwała długo, dziewczyna znała teren i wiedziała, którędy można pójść na skróty. B... dla wygody złamał strzałę, która podczas marszu złośliwie zaczepiała o wyrastające w ostatniej chwili nie wiadomo skąd gałęzie drzew i krzewów, powodując ból. Grotu jednak nie wyjął. Nie mówiąc nic swojej towarzyszce, zadziałał magią na ranę, zmniejszając ból i tamując ciągłe krwawienie. Rantana nie czując się wprawdzie winna postrzelenia nieznajomego, czuła się odpowiedzialna za niego. Z potrzeby serca chciała mu pomóc i z potrzeby serca chciała zatrzymać go na dłużej. Nieznajomy podobał się jej a w jego oczach widziała też zainteresowanie jej osobą.

Una matka Rantany wyczuła magię jeszcze kiedy byli daleko od domu. Zaniepokoiło ją to i sprawiło, że zwiększyła czujność. Starannie choć nie umiejętnie ukryła swoją moc nie chcąc by ktoś dysponujący magią rozpoznał z kim ma do czynienia. Przed B... nie mogła jednak ukryć tego kim jest. Przybysz nie był zwykłym czarownikiem, nie był nawet człowiekiem. Ludzka postać była wprawdzie jego naturalną ale nie jedyną jaką bogin miał do dyspozycji. Tego matka Rantany wiedzieć nie mogła. Kiedy podróżni dotarli do zagrody Rantana przyspieszyła kroku.

- Chodź za mną ja poszukam matki, ona będzie wiedziała co robić – powiedziała i zniknęła w środku drewnianej chaty. B... przyglądając się chacie i pozostałym zabudowaniom zauważył, że były one otoczone silną magią ochronną, którą ktoś próbował niedawno nieskutecznie zamaskować. Uśmiechnął się, ta magia była dobra i dobrze wykorzystana.

- Mamo potrzebuję twojej pomocy – bezceremonialnie oświadczyła dziewczyna, widząc matkę stojącą przy piecu. - Ugodziłam przypadkiem strzałą obcego mężczyznę. Nie możemy wyjąć grotu, on cierpi. Pomóż.

- Czy ty wiesz kim on jest?

- Nie. Nawet mi się nie przedstawił.

- Co mówił ojciec o nieznajomych?! - Una skarciła córkę swoim spojrzeniem.

- Mamo ja go postrzeliłam! Niczym sobie na to nie zasłużył! Jestem mu winna pomoc.

- W tym momencie B... wszedł do izby. Był blady, na jego twarzy widać było ból. Una spojrzała na niego podejrzliwie, po czym obejrzała ranę. Grot strzały przebił żebro i z całą pewnością wbił się w płuco mężczyzny. Nie trzeba było wielkiego rozumu by zorientować się, że tak ugodzony człowiek nie mógł swobodnie oddychać, tym bardziej maszerować. Una z pomocą magii zajrzała w głąb klatki piersiowej nieznajomego. Spodziewała się zobaczyć rozerwane płuco. Tymczasem miąższ płucny mężczyzny był nienaruszony, nie było też śladu jamy, która w takich przypadkach zawsze zawierała mieszankę powietrza z krwią. Między ścianą klatki piersiowej a płucem nie zauważyła powietrza, które przy tego rodzaju ranach powinno się tam znajdować. Una spojrzała w oczy nieznajomego.

- Córciu zbierz wszystkie pajęczyny jakie znajdziesz w naszym obejściu. Idź do sąsiadów i powymiataj ich sufity, potrzebujemy dużo pajęczyny. Zajdź też do tego nicponia, który miesiąc temu upolował niedźwiedzia i weź od niego trochę sadła. Wiesz o kim mówię, do dziś nie zapłacił za garnki, przypomnij mu o tym gdyby skąpił.

- Już lecę mamo – Rantana spojrzała na nieznajomego, po czym zniknęła.

B... stał niewzruszony przyglądając się gospodyni.

- Nie potrzebujesz tego wszystkiego – Una zmierzyła wzrokiem swojego gościa – wysłałam ją, by nie słyszała naszej rozmowy.

- Doceniam to.

- Kim ty jesteś?

- Nie domyślasz się?

- Widzę, że nie jesteś człowiekiem! To mnie martwi. Skrzywdzisz moją córkę zawracając jej w głowie.

- Jestem człowiekiem.

- Nie kłam – furknęła z oburzeniem – przecież widzę. Mnie nie oszukasz.

- Nie mam takiego zamiaru.

- Więc?

- Wiedza o mojej prawdziwej naturze do niczego ci się nie przyda.

- Nie sprowadzi też na mnie kłopotów. Gadaj zatem kim jesteś?

- Doceniam twoją mądrość pani. Inna na twoim miejscu próbowałaby użyć swojej magii by zmusić mnie do mówienia. Ty tego nie zrobiłaś.

- Nie widzę potrzeby, by próbować kroplą wzburzyć ocean.

B... na te słowa uśmiechnął się.

- Dziwne, że mając taki rozum jesteś tylko garncarką.

- Kim powinnam być według ciebie?

- Królową.

- Wolę lepić garnki i mieć święty spokój niż być sługą ludzi, którzy od rana do wieczora zamęczaliby mnie swoimi prośbami i roszczeniami. Nie dla mnie bycie królową.

- Z jakiego rodu pochodzisz?

- Nie potrafisz tego rozpoznać?

- Potrafię ale chcę to usłyszeć od ciebie.

- Jestem Rubinką jak wszyscy tu wkoło.

- To widać. Mądrość jaką dysponujesz została ci dana za darmo. Nie uważasz, że winna jesteś podzielić się swym darem z innymi ludźmi? Możesz im dać dużo więcej niż gliniane garnki.

- Większość ludzi uważa, że wartość człowieka mierzy się jego bogactwem i stanowiskiem jakie zajmuje. Ludzie sądzą, że ten który jest bogaty, który ma władzę jest kimś lepszym. Ja zapytam czy jest szczęśliwy? Czy jest szczęśliwszy od prostaczka, który raduje się życiem i uważa się za szczęśliwego, jeśli tylko nie burczy mu w brzuchu.

- Przyznaję ci rację, ale co powiesz o człowieku, który ukrywając swoje talenty skupia się tylko wokół własnego szczęścia? Co powiesz o człowieku, który mając świadomość swoich zalet i wiedzy skrywa je przed innymi wiedząc, że potrafiłby zapewnić szczęście innym?

- Uważasz, że jestem samolubna?

- Nie inaczej.

- Nie obraża się gospodarza będąc jego gościem!

- Nie mam zamiaru cię obrażać. Uświadomiłem ci tylko, że jesteś stworzona do wielkich rzeczy.

- I co z tego, że jestem stworzona do wielkich rzeczy skoro jestem tylko żoną rycerza? Jeśli jest tak jak mówisz powinnam się urodzić jako księżniczka a nie dziewka z pospólstwa.

- Powiedz mi co jest cenniejsze, glina z której wytwarzasz naczynia czy same naczynia?

- Glina, to tylko glina. Jeśli nie podda się jej odpowiedniej obróbce, jeśli wprawne ręce garncarza nie ulepią z niej naczyń, jeśli ogień ich nie utwardzi, glina pozostanie gliną.

- Czyli garnek jest więcej warty od gliny?

- Oczywiście! Garnek nadal jest gliną ale w nim znajduje się pomysł, talent, praca i cierpliwość garncarza, który go wytworzył.

- I glina.

Una zastanowiła się chwilę.

- Tak. Glina.

Kobieta pobladła. Ze smutkiem spojrzała na przybysza.

- Ty tu nie jesteś przypadkiem? - Spytała a właściwie stwierdziła zrozumianą przed chwilą prawdę.

- Uno sama widzisz, że nie możesz już być tylko garncarką. Twoja mądrość, błyskotliwość i inteligencja a także umiejętność władania magią bardziej przysłużą się ludziom niż garnki.

- Ja nie chcę! Nie rozumiesz tego? Nie chcę.

- Zostałaś jak glina poddana obróbce. Ulepiono z ciebie cenne naczynie wypalono cię w piecu życia, wypolerowano i wypalono ponownie. Jesteś teraz gotowa do swojej roli.

- A co z moim mężem? Co z Rantaną i moimi chłopcami.

- Chłopców zabierzesz ze sobą, twój mąż jest dobrym człowiekiem ale jest żołnierzem, prędzej czy później spotka się ze swoim przeznaczeniem. Rantaną jeśli mi pozwolisz ja się zajmę. Zaopiekuję się nią.

- Una poczuła, że kolana pod nią się uginają. Wsparła się o stół i usiadła na ławie.

- Gdzie?

- Daleko. Bardzo daleko stąd.

- Tak myślałam.

- Mam na imię B... jestem boginem

- Una machnęła ręką z rezygnacją.

- Kiedy?

- Już.

- Jak?

- Tym się nie kłopocz zajmę się twoją podróżą.

- Naprawdę nie ma innego wyjścia?

- Uno kiedy w ciemną noc zapalisz świecę to chowasz ją pod stołem albo w kącie, czy stawiasz w najważniejszym miejscu izby by swym światłem oświetlała całe pomieszczenie?

- Weź ty się wypchaj ze swoimi mądrościami – powiedziała z rezygnacją.

B... uśmiechnął się.

- Co z Rantaną?

- Przyszedłem po ciebie. Przez przypadek poznałem twoją córkę. Nie ukrywam, że spodobała mi się bardzo. Zrobię wszystko by była szczęśliwa. Wiesz o tym, że mogę o to zadbać.

- Teraz już wiem.

- Dostanę twoją zgodę?

- Po co ci moja zgoda? I tak zrobisz co zechcesz.

- Mnie nie potrzebna, ale Rantana będzie się lepiej czuła wiedząc, że biorę ją z twoim błogosławieństwem.

- Widzę, że nie przysłano po mnie byle obwiesia – powiedziała kiwając głową na znak zgody. Dostaniesz moją zgodę.

Z podwórza dobiegały kroki biegnącej dziewczyny, w dali słychać było tupot końskich kopyt.

- Mamo! - Rozległ się głos dziewczyny dobiegający z podwórza. - Mam pajęczynę i sadło niedźwiedzia! - Rantana wbiegła do środka.

- Zagotuj wodę córcia, zrobimy dodatkowo napar z ziół. Na co patrzysz? Idź do studni przynieś wodę i wstaw na ogień. Ale już! 

Rantana szybko się uwinęła, przyniosła wodę i rozpaliła ogień. Metalowy gar wykuty w jakiejś południowej kuźni ojciec przywiózł z wyprawy zbrojnej. Wykorzystała go ustawiając na palenisku.

- Mamo, które zioła wsypać do wody?

- Ja to zrobię. - Matka nie chciała ryzykować, wolała sama przygotować napar dla rannego. Wiedziała, że napar nie jest mu potrzebny, że poradzi sobie bez niego. Magik już wcześniej zabezpieczył się czarem przed odmą płucną, ale stracił przecież sporo krwi. Dobrze przygotowany napar wzmocniony odpowiednim szarmem, może przyspieszyć odzyskanie sił. Una zastanawiała się dlaczego przybysz do tej pory nie wyjął strzały ze swojego boku. Było to proste nawet dla zwykłego człowieka a przybysz był przecież sprawnym magikiem. Zupełnie niespodziewanie jej bystry umysł podsunął jej myśl, że przybysz chce ukryć swoje zdolności przed Rantaną. Jaki miał w tym cel? Na to pytanie nie potrafiła jeszcze znaleźć odpowiedzi. Postanowiła tą wiedzę wykorzystać. Nie była wrogo nastawiona do człowieka, który chciał z niej zrobić królową, ale jej rubinowska natura i wiedźmińska żyłka zmuszały ją do podjęcia próby wyciągnięcia z nieznajomego informacji, które chciał on zatrzymać dla siebie. Chciała przede wszystkim dowiedzieć się dlaczego to właśnie ją wybrano jako królową odległej, nieznanej jej jeszcze krainy. Mogła wprawdzie o to zapytać wprost, ale wiedziała doskonale, że nie uzyska odpowiedzi. Było coś jeszcze, co wprawdzie wykluczała, zważywszy na okoliczności i słowa przybysza potwierdzające jej wiedzę o samej sobie niemniej musiała wziąć to pod uwagę, mianowicie, że przybysz kłamie a obietnicą zrobienia z niej królowej chce wprowadzić ją w błąd by coś ugrać, być może nawet pozbawić ją magicznych artefaktów, które skrywała przed całym światem od dawien dawna. Pierwszym z nich był starożytny amulet wykonany ze srebra, który po założeniu na szyję zmienia fizycznie właściciela w bestię żądną krwi o niespotykanej sile, odporną na zadane rany. Amulet umożliwia zabicie wszystkich wrogów bez względu na ich liczbę. Wiedźma, która podarowała Unie ten artefakt twierdziła, że na świecie są dwa takie amulety. Ostrzegła przed jego wykorzystaniem, nie upewniwszy się przedtem, że ktoś z wrogów nie posiada bliźniaczego artefaktu. W takim wypadku obie osoby poniosą śmierć. Drugim magicznym przedmiotem była szklana karafa należąca do zamkniętego kręgu pięciu wiedźm, do których należała Una. Karafa wypełniona łzami miała moc uzdrawiania lub zabijania. Wybór funkcji należał do tego, kto wypełnił ją łzami a ściślej mówiąc od tego z jakiego powodu łzy zostały wysłane. Una miała zamiar oba artefakty pod koniec życia przekazać Rantanie. Nie zauważyła jednak u swojej córki żadnych zdolności magicznych. Rantana była zwykłą dziewczyną. Bez wahania do mieszanki ziół dodała dużą ilość liści bielunia dziędzierzawy. Serum prawdy wymagało oprócz odpowiedniego ziela także szczypty magii. Una rzuciła szarm na napar w chwili, w której wzrok przybysza zawisł na zgrabnych biodrach Rantany.

Z zewnątrz znowu dobiegł stukot końskich kopyt.

Una wręczyła naczynie z naparem swojej córce.

- Daj mu niech wypije.

Mężczyzna siedział na ławie, przypatrywał się temu co robią kobiety. Przyszła królowa zmieszała przyniesione przez córkę pajęczyny z podpłomykami, napluła do nich i ulepiła dziwną maź.

Wypij napar – Rantana podała dzbanek z ziołami swojemu gościowi. Bogin chwycił dzbanek i odstawił go na stół.

Gorące. Poczekam aż trochę wystygnie. - Mówiąc te słowa zauważył grymas niezadowolenia, który na chwilę pojawił się na twarzy Uny. Kobieta podeszła do niego.

Czas wyjąć ten grot. Tracisz za dużo krwi.

Jestem tego samego zdania. - przytaknął mężczyzna i pochylił głowę w stronę rany.

Zrobisz to sam, czy mam się tym zająć? - to mówiąc Una bez uprzedzenia chwyciła za końcówkę strzały i szarpnęła z całej siły. Bogin zawył przeraźliwie z bólu. Jego żebro złamało się z trzaskiem ale grot wyszedł z niego w całości. Mężczyzna chwycił się obiema rękoma za ranę. Una wyczuła w powietrzu wibrację tak silnej magii z jaką nie spotkała się nigdy dotąd. Wzięła do ręki przygotowaną wcześniej maź i spojrzała w oczy boginowi pokazując mu lekarstwo na dłoni. Mężczyzna skinął głową na znak zgody i odjął swe dłonie od rany. Una obejrzała żebro, ku jej zaskoczeniu było poskładane. Zakleiła mazią ranę i owinęła tors mężczyzny lnianą chustą.

Wypij – podsunęła mu przygotowany wcześniej napar.

Mężczyzna spojrzał na nią groźnym wzrokiem. Una wystraszyła się tego spojrzenia ale nie ustąpiła.

Pij, to nie trucizna, szybciej się zregenerujesz.

Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz?

Una zorientowała się, że jej podopieczny zorientował się w czym tkwi podstęp.

- Chcę prawdy. Czy jest w tym coś złego?

- Nie ale sposób w jaki chcesz dojść do prawdy jest zły. Wiesz o tym, że magia wykorzystana w złym celu odbije się niekorzystnie na tobie samej?

- To co nazywasz złem dla mnie nim nie jest.

- Nie moja droga, zło jest złem a dobro dobrem. Ten, który dał nam magię dał też wykładnię zła. Różnicę między dobrem a złem można zawsze łatwo rozpoznać analizując okoliczności w jakich dany czyn został popełniony. Bywa tak, że ta sama czynność rozpatrywana w różnych okolicznościach raz jest złem a innym razem dobrem.

- Nie rozumiem? Przecież wiadomo, że to sama magia decyduje czy została wykorzystana w dobrej czy w złej sprawie. O ile się nie mylę ona ma właśnie takie właściwości.

- Nie mylisz się. Taka jest magia dana nam przez stwórcę. Ona sama decyduje za nas co było dobre a co złe. Stwórca dał nam magikom jasną instrukcję w jaki sposób możemy się posługiwać magią by nie zostać przez nią skarconymi. Sposób w jaki chcesz wykorzystać swój dar, podsuwając mi magiczny napar jest doskonałym przykładem wykorzystania magii w złym celu.

- Trudno mi się z tobą zgodzić. Nie chcesz to nie pij. Chciałam pomóc.

- Pomóc w taki sposób? - Oburzył się bogin. - Kradnąc moje sekrety?

- A co ty byś zrobił na moim miejscu, dowiadując się, że za chwilę twoje dotychczasowe życie, wszystko co robiłeś, co kochałeś, co nienawidziłeś nagle przestanie mieć znaczenie bo ktoś ci wmawia, że zostaniesz królem jakiegoś nieznanego kraju?

- Nie wiem co bym zrobił, pewnie bym go wyśmiał. Ty jednak mnie nie wyśmiałaś. Uwierzyłaś mi. Przyjęłaś tą informację może bez wielkiego entuzjazmu ale też bez wyraźnego oporu. To może świadczyć o tym, że świadomie bądź też podświadomie marzyłaś o roli jaką ci zaproponowałem.

- I co z tego?

- To z tego, że moja informacja o tym, że zostaniesz królową jest prawdziwa. Dość tej jałowej dyskusji. Wróćmy na chwilę do sprawy magii.

- Ale...

- Nie przerywaj. Mówiłem, że ta sama czynność rozpatrywana w różnych okolicznościach raz jest złem a raz dobrem. Odpowiedz mi na pytanie czy twoim zdaniem zabicie człowieka jest dobrem czy złem?

Una spojrzała na niego z powagą. Jej wrodzona inteligencja podpowiedziała jej o czym myślał przybysz zadając to pytanie.

- Chcesz powiedzieć, że zanim zostanę królową mam kogoś zabić?

- Wy z Rodu Rubinu cechujecie się niezwykłą przenikliwością.

- Kogo?

- Tyrana z Aleksandrii

- Nie jestem wojownikiem, jestem garncarką.

- Wykorzystaj wisior.

- To niebezpieczne. On może mieć drugi.

- Drugi mam ja. - bogin sięgnął pod pelerynę i wyjął spod niej bliźniaczy amulet, artefakt bestii.

Stukot końskich kopyt był coraz głośniejszy. Dało się już rozpoznać, że nie był to jeden lecz wiele koni, które zbliżały się do Kotowiska, sioła, w którym mieszkała Una wraz z dziećmi.

- Miałam zamiar przekazać te artefakty Rantanie.

- Rantana nie jest obdarzona zdolnościami magicznymi.

- Właśnie.

- Przekażesz je swojej wnuczce córce Diko.

- Una spojrzała na gościa, następnie na swoją córkę w której oczach zauważyła błysk. Jako matka zrozumiała, że jej córka zakochała się w przybyszu.

- Wypij napar doda ci sił. Zdjęłam czar.

Rozstanie było smutne i pełne niewieścich łez. Obie kobiety córka i matka wiedziały, że już nigdy się nie spotkają. Były w błędzie, bogin ich z tego błędu z sobie znanych powodów nie wyprowadził.

- Wiem, że przy tobie nic jej nie grozi – Una zwróciła się na odchodne do B... ale - dbaj o nią by moja karafa nie wypełniła się łzami rozpaczy.

- To było niepotrzebne.

- Jestem jej matką, mam prawo się o nią martwić.

- Od teraz twoim zmartwieniem będą twoi poddani.

 

Konie odjechały

Kilka miesięcy po tym, kiedy Rantana wypełniona miłością do B... przestała odczuwać dyskomfort rozłąki z matką i braćmi B... zabrał ją na południe nad brzeg jeziora Lipie. Po drodze mijali ludzi, którzy w tamtych czasach z reguły wędrowali pieszo pomiędzy siołami i małymi grodziskami postawionymi przeważnie na górkach, otoczonymi drewnianym ostrokołem. B... wybudował drewnianą łódkę, którą płynąc na południe dotarli do miejsca z którego wypływa z jeziora rzeka Aejsia. Płynąc z nurtem rzeki dopłynęli do kolejnego jeziora, które później nazwano jeziorem Grodzkim, w pobliżu którego powstało skupisko grodów zwanych Grodami Południa. Na jeziorze Grodzkim znajdowała się wyspa, na której B... miał swój drewniany domek, o którego istnieniu nie miał pojęcia nikt poza nim samym. Jezioro Grodzkie od południa graniczy ze Stepami Diamlandzkimi będącymi miejscem zamieszkania licznych zwierząt stepowych. Stepy Diamlandzkie były w późniejszych czasach często opisywane zarówno przez przyrodników jak i poetów. Ludzie nie zdawali sobie jednak sprawy z tego, że na stepach obok zwierząt żyją także istoty duchowe, wykorzystywane przy stwarzaniu Planety do pracy przez stwórcę. Zdarzało się, że niektóre z tych stworzeń z nudów schodziły na złą drogę, przez co ludzie nazywali je psotnikami. Większość z tych stworzeń była nadal pożyteczna. Nadzorowały one procesy zachodzące na Planecie, takie jak obieg wody na skorupie Planety i lawy w jej wnętrzu, wiatry, wypiętrzanie się gór, zmiany w krajobrazie i inne. A... nie wpływały bezpośrednio na ludzi. B... nie świadomy tego, że jest obserwowany przez jednego z psotników cieszył się towarzystwem Rantany, która okazała się nie tylko piękną ale też ciepłą i wesołą towarzyszką jego życia.

- Czym zajmują się boginowie? – zapytała uśmiechając się do swojego ukochanego. Miała zwyczaj uśmiechając się wypowiadać czasami na końcu zdania krótkie he, he, które w uszach B... brzmiały tak słodko, że bogin nie zdradzając swojej wybrance swojego sentymentu jakim darzył ten uśmiech, robił wszystko by owo he, he jak najczęściej słyszeć z ust swojej ukochanej. Dzięki tym zabiegom Rantana była często w dobrym humorze i śmiała się głośno a jej śmiech niósł się po wodach jeziora Grodzkiego docierając aż do jego brzegów. Wędrowcy przebywający nad jeziorem słysząc ten śmiech wpadali w dobry nastrój, podobnie jak B...  

B... był bogiem i jak każdy z nich miał powierzone przez stwórcę Planety swoje role do spełnienia. Jednym z zadań B... było pilnowanie bożych mieczy, które stwórca  powierzył dziedzicom pierwszych ludzi. B... nie miał w tamtych czasach problemu z mieczami. Każdy z dwunastu oręży spoczywał we właściwych rękach. Dopiero po Wielkiej Wojnie Rodów, która przetoczyła się przez Planetę, losy kilku mieczy bardzo się skomplikowały, utrudniając nadzór nad nimi Strażnikowi Mieczy. B... swoje zadania wykonywał sumiennie, co wiązało się z tym, że od czasu do czasu opuszczał swoją ukochaną i wędrował po Planecie, by sprawdzić czy z mieczami jest wszystko w porządku. Będąc w połowie człowiekiem w połowie istotą duchową bogin potrafił przemierzać w krótkim czasie duże odległości. Czasem zabierał ze sobą w podróż Rantanę, która dzięki temu mogła podziwiać uroki krajobrazów Planety. W czasie jednej z nieobecności B... A... psotnik, który uległ podobnie jak bogin urokowi Rantany, zmaterializował się i przyjmując wygląd B... porwał niczego nie świadomą kobietę z wyspy i uprowadził ją na oceaniczną wyspę położoną na południe od Półwyspu Zielone Błonie. B... po powrocie, kiedy zorientował się co się stało wpadł w rozpacz, która szybko przemieniła się w gniew. Bogin przybrał duchową tożsamość i potrząsnął całą Planetę w poszukiwaniu swojej ukochanej. Kiedy wreszcie ją znalazł, spostrzegł jednocześnie, że niczego nie świadoma Rantana jest szczęśliwa i przekonana o tym, że nadal przebywa ze swoim ukochanym. A... co trzeba mu przyznać dobrze przygotował się do swojej roli i perfekcyjnie naśladował bogina, w czym pomogła mu jego duchowa natura. B... postanowił, nie wtajemniczać swojej wybranki w sprawę. Jako, że dysponował znacznie większą od A... mocą, bez ceremonii zabił psotnika i wcielił się w jego, a ściślej mówiąc swoją rolę. Rantana niczego nie zauważyła kwitując swoim he, he wiadomość, że wracają na jezioro Grodzkie.

Minęło trochę czasu. B... I Rantana odwiedzili królową Unę. Bogin choć przewidywał jej sukces był pełen podziwu dla wprowadzonych przez nią zmian w królestwie, a sposób w jaki królową sprawowała władzę, przypadł mu do gustu. Una jako pierwsza władczyni na świecie wsparła się bowiem radą starszych. Kłóciło się to wprawdzie z cechą władców pochodzących z Rodu Rubinu będących uzdolnionymi przywódcami ale nie o Ród Rubinu tu chodziło lecz o ciemiężony przez tyrana lud.

Po powrocie z Aleksandrii B... zapragnął zmienić miejsce zamieszkania. Wyspa na jeziorze Grodzkim po prostu mu się znudziła. Postanowił udać się na południe w poszukiwaniu jakiegoś gwarnego grodziska. Podróż wiodła przez Stepy Diamlandii. Bogin nie przewidział, że zamieszkujące je A... okażą solidarność ze swoim pobratymcem. Zaatakowany przez całą gromadę astrali odniósł wiele ran i omal nie stracił życia. Szczęściem udało mu się w czasie walki odciągnąć uwagę napastników, dzięki czemu Rantana zdołała uciec. 

Aby zabić bogina trzeba dysponować nie tylko mocą, której A... nie brakowało lecz także wiedzą jak to zrobić, a tego astralem nie wiedziały. Kiedy przestały się nad nim znęcać B... leżał bez świadomości, okrutnie poturbowany wśród roślinności Diamlandzkich stepów. Takim znalazła go Rantana.

- Żyjesz! He, he - zaśmiała się szczerze śmiechem, który B... uwielbiał, a którego tym razem nie usłyszał.

Rantana była silną kobietą. Siłę zdobyła będąc drwalką lata temu w Kotowisku. Zarzuciła sobie na plecy swojego ukochanego i wróciła nad jezioro Grodzkie. Podróż zajęła jej dużo czasu. Musiała po drodze zdobyć pożywienie, wodę i zregenerować swoje siły. B... żył i to było dla niej najważniejsze. Nie wiedziała jakim cudem jej ukochany utrzymuje się przy życiu nie pijąc i nie jedząc, nie wnikała w to, wiedziała, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że B... był bogiem, ta wiedza jej wystarczała.

Płynąć łodzią pod prąd rzeki dotarła do jeziora Lipie, by w końcu je przepłynąć i znaleźć się w Kotowisku. Okazało się, że jej dom wraz z glinianym interesem przejął parobek, będący wcześniej kochankiem jej matki. Nie miała mu tego za złe, dziwne byłoby raczej gdyby tego nie zrobił. Parobek przyjął ją pod swój dach. Zmęczona Rantana potrzebowała trochę czasu zanim opuściły ją trudy podróży. B... żył ale nie dawał znaku życia. Dziewczyna zaczęła szukać ratunku. Skutkiem tych poszukiwań było sprowadzenie do Kotowiska czarownika, którego przywiózł z jednej ze swoich wypraw...... Czarownik zbadał bogina po czym wyszedł na zewnątrz chaty. Rantana wyszła za nim.

- Co mu jest? - spytała?

- To skomplikowana sprawa. On nie jest tylko człowiekiem. Gdyby był tylko człowiekiem należałoby skrócić mu męki mieczem. W jego przypadku to rozwiązanie nie wchodzi w grę.

- Umiesz go wyleczyć?

Czarodziej spojrzał na nią z powagą.

- Nie jestem pewien.  - Zamyślił się i milczał długo. W końcu odezwał się. - Jest pewien skomplikowany czar ale...

- Mów!

- Wybacz pytanie. Czy on cię kocha?

- Myślę, że tak.

- Myślenie nie wystarczy. Musisz być tego pewna.

Rantana zamyśliła się, posmutniała, a później przypomniała sobie to wszystko co ją łączyło z B...

- Jestem pewna.

- W takim razie znajdź czarownika, który zgodzi się rzucić na twojego bogina czar zemsty.

- Nie rozumiem, jaki czar?

- Czar zemsty. Znajdź czarownika, który cię mu go odbierze, najlepiej jakby zrobił ci dziecko. Jeśli czarownik rzuci przed tym wszystkim czar zemsty na bogina, a później rozkocha ciebie w sobie, bogin będzie miał powód by wyrwać się z transu i dokonać zemsty.

Rantana zrozumiała co zostało jej powiedziane. Aby wyleczyć swego ukochanego musiała pokochać i oddać się komuś innemu. Domyśliła się, że tego kogoś B... zabije jak tylko się obudzi. Dziewczyna odprawiła czarodzieja, weszła do środka i rozpłakała się.

Magiczna karafa Uny zaczęła wypełniać się łzami. Kilka miesięcy po tym do Kotowiska wjechał orszak z królową. Una wykorzystała właściwości artefaktu i bogin wrócił do pełni swych sił. Od tej pory w ustach Rantany he,he rozbrzmiewało na okrągło. B... dopilnował by była szczęśliwa. 

Rantana postarzała się z biegiem lat. B... wykorzystując magię, starzał się razem z nią, by nie było jej przykro. Miłość jaka ich łączyła była uczuciem doskonałym. Kiedy Rantana dożywszy swoich lat zmarła, B... zabrał jej ciało i ukrył je w rozpadlinie na terenie Wilczej Puszczy. Od tamtej pory bogin każde swoje zdanie kończył: he, he.

B... Bardzo przeżył śmierć swojej ukochanej. Przez całe swoje życie aż do czasu powrotu stwórcy zastanawiał się czym jest życie ludzi? Jedyna odpowiedź jaka mu się nasuwała to : niczym. Strata kogoś bliskiego, nie ważne czy rodzica, siostry, brata czy ukochanej osoby była dla bogina rzeczą niezrozumiałą, niewytłumaczalną. Śmierć jaką obserwował wśród ludzi zawsze była bolesna dla bliskich. Była bezwzględnym końcem czegoś wspaniałego. Jej zrozumienie było czymś co przekraczało wyobraźnię bogina. Dlaczego tak się dzieje, że coś przemija coś się kończy? Dlaczego ludzie muszą umierać? Zastanawiał się często, mimo iż tak naprawdę znał odpowiedź na to pytanie. He, he.