Są miasta, które w literaturze pojawiają się jedynie jako nazwy – punkty orientacyjne na mapie fabuły. Są jednak i takie, które wchodzą w opowieść głębiej, stając się nośnikami pamięci, emocji i znaczeń, których nie sposób odnaleźć w archiwalnych dokumentach czy suchych zapisach kronik.
Do takich miast należą Lipiany.

W „lipiańskiej” części powieści „Rudchorta i miecz prawdy” miasto oraz jego okolice nie są jedynie tłem wydarzeń. Lipiany stają się pełnoprawnym bohaterem narracji – miejscem, które pamięta, obserwuje i współtworzy sens opowieści. Konkretne przestrzenie: jezioro Wądół, Półwysep Storczyków, restauracja Herbowa, kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, nie funkcjonują wyłącznie jako elementy scenografii. W powieści są strażnikami pamięci, cichymi świadkami losów ludzi uwikłanych w dramatyczne wydarzenia XX wieku.
Poprzez fikcję literacką oddaję hołd prawdziwym mieszkańcom Lipian – ich codziennemu życiu, lokalnej tradycji, zakorzenieniu w miejscu oraz odwadze w obliczu historycznych burz, które wielokrotnie przetaczały się przez tę część Europy. Opisana historia nie aspiruje do bycia rekonstrukcją faktograficzną. Jest raczej literacką próbą ocalenia doświadczenia, które w wielu rodzinach pozostało niewypowiedziane lub zamknięte w kręgu prywatnych wspomnień.
Bohater „lipiańskiej” części powieści ma swój pierwowzór w postaci mojego dziadka – człowieka, którego losy, podobnie jak losy tysięcy innych, nie doczekały się osobnych kart w podręcznikach historii. Pozostała pamięć rodzinna oraz jeden przedmiot: sznurkowy różaniec zachowany z czasów zesłania. Przedmiot skromny, pozbawiony wartości materialnej, a jednocześnie niezwykle wymowny w swoim symbolicznym znaczeniu.
Ten różaniec nie jest pamiątką przeznaczoną do prywatnego przechowywania ani eksponatem, który powinien trafić do gabloty w sposób przypadkowy i anonimowy. W moim przekonaniu jego naturalnym miejscem są Lipiany – jako element opowieści o mieście, jego mieszkańcach i ich losach. Ale tylko w ramach pełnoprawnego projektu kulturalnego, który nada temu przedmiotowi właściwy kontekst i sens.
Dlatego myśl o przekazaniu różańca od początku łączy się z ideą szerszego przedsięwzięcia, obejmującego zarówno wydanie powieści „Rudchorta i miecz prawdy”, jak i współpracę z lokalnymi instytucjami kultury. Naturalnym miejscem dla takiego przedmiotu wydaje się Izba Pamięci Ziemi Lipiańskiej – rozumiana nie jako magazyn artefaktów, lecz jako żywa przestrzeń dialogu między przeszłością a teraźniejszością.
Projekt ten w sposób oczywisty wykracza poza ramy jednej książki. Dotyka tożsamości lokalnej, odpowiedzialności za pamięć oraz roli samorządu w inicjowaniu i wspieraniu działań kulturalnych o trwałej wartości. W tym sensie jest to propozycja dialogu zarówno z władzami miasta Lipiany, jak i z władzami powiatu pyrzyckiego, w którego granicach miasto i ta historia są zakorzenione.
Nie chodzi tu wyłącznie o patronat rozumiany formalnie. Chodzi o współuczestnictwo w przedsięwzięciu, które nadaje znaczenie miejscom, przedmiotom i opowieściom, zanim zostaną one zapomniane lub sprowadzone do marginalnych przypisów. Literatura może być w tym procesie narzędziem – impulsem do rozmowy, refleksji i wspólnego działania.
Lipiany już dziś są bohaterem tej powieści. Pozostaje pytanie, czy zechcą stać się również jej współgospodarzem – miejscem, które nie tylko inspiruje literaturę, lecz także świadomie pielęgnuje własną pamięć i przekazuje ją kolejnym pokoleniom.


