Share this post on:

Każdy autor dochodzi w końcu do momentu, w którym jego wizja zderza się ze ścianą. Tą ścianą bywa zazwyczaj ta najważniejsza, a zarazem najbardziej bezwzględna osoba w procesie wydawniczym – Redaktor.

Przy pracy nad nową książką dopadło to i mnie. Poszło o rozdział zatytułowany „Warianty Yarahan”.

Dla mnie? Serce uniwersum. Kluczowy moment, w którym wykładam karty na stół, opisując fizykę mojego świata, wielowymiarowość, teorie niebocentryczne i fraktalne anomalie.

Dla mojej redaktorki, Beata Statkiewicz? (Pozdrawiam, Beato! 😅) „Zwalniacz akcji, za dużo teorii, Marek – wyrzućmy to albo skróćmy, bo czytelnik uśnie”.

Moja pierwsza reakcja? Naturalnie: bunt. I natychmiastowa myśl – przecież historia literatury fantasy i science-fiction stoi takimi „rozdziałami-monolitami”!

Pomyślcie o tym. Czym byłyby wielkie dzieła bez tych momentów, w których fabuła zatrzymuje się, by ustąpić miejsca czystej kreacji świata? Mamy przecież słynne, niemal podręcznikowe opisy biologii wielorybów w Moby Dicku. Mamy gęste, geopolityczne traktaty i dodatki u Tolkiena we Władcy Pierścieni. Wreszcie – mamy te fascynujące, drobiazgowe opisy fikcyjnej maszynerii i solaryjskiej nauki u Stanisława Lema.

To są te specyficzne momenty w książkach, które dzielą czytelników na dwa obozy: jedni je omijają, żeby gonić za akcją, a inni analizują linijka po linijce z wypiekami na twarzy. Ja zdecydowanie należę do tego drugiego obozu. I jako czytelnik, i jako pisarz.

Zamiast więc potulnie chwycić za czerwony marker i ciąć tekst, usiadłem do klawiatury z myślą:

„Ach tak? To ja wam pokażę, jak głęboka jest ta królicza nora”.

Efekt? Zamiast usunąć rozdział, rozbudowałem go. Wprowadziłem jeszcze więcej detali, mocniej podkręciłem koncepcje wielowymiarowości i oddałem Beacie tekst… dwa razy dłuższy i znacznie bardziej bezkompromisowy. Bo jeśli Yarahan ma mieć swoją unikalną fizykę, to zasługuje ona na pełnokrwisty monolit, a nie na jedno zdanie w przypisie.

A jak skończyła się ta bitwa? O tym przekonacie się już niedługo podczas lektury! A do którego obozu Wy należycie? Przewijacie strony, gdy autor zaczyna drobiazgowo opisywać działanie technologii, magii czy historii świata, czy wręcz przeciwnie – to dla Was najlepsze mięso w fantastyce? Piszcie w komentarzach!

https://zrzutka.pl/z/Rudchorta