
Spośród wszystkich stworzeń na Ziemi tylko człowiek płaci za życie.
Nie metaforycznie. Dosłownie.
Płaci za powietrze – filtrowane, sprężone, klimatyzowane.
Za wodę – butelkowaną, uzdatnianą, „lepszą”.
Za jedzenie – nawet wtedy, gdy Ziemia rodzi je sama.
Za dach nad głową, choć jaskinie były darmowe.
Za prąd, który jest tylko ujarzmionym piorunem.
Za ścieki, by móc pozbyć się tego, co sam wytworzył.
Za naukę, by dowiedzieć się, jak to wszystko działa.
Za usługi innych ludzi, którzy – jak on – też muszą zapłacić.
Płaci za wszystko.
I tylko on.
Wilk nie płaci za las.
Ptak nie płaci za powietrze.
Ryba nie płaci za wodę.
Drzewo nie wystawia faktury za cień.
Nawet pasożyt nie pobiera opłat – bierze, ile potrafi, bez księgowości.
Tylko człowiek stworzył świat, w którym samo istnienie wymaga regularnych przelewów.
Dlaczego?
Najprostsza odpowiedź brzmi: to cena cywilizacji.
Umówiliśmy się, że zamiast walczyć o każdy kęs, będziemy go kupować.
Zamiast polować – pracować.
Zamiast budować własnymi rękami – wynajmować cudze.
Zamiast żyć w chaosie natury – w porządku rachunków.
Ale ta odpowiedź jest zbyt gładka. Zbyt wygodna.
Bo cywilizacja miała uwolnić człowieka od lęku przed jutrem, a tymczasem to jutro przychodzi co miesiąc w kopercie albo w mailu z dopiskiem: termin płatności.
Więc może to coś więcej.
Może to subtelny system tresury, w którym człowiek nauczył się, że nie ma prawa do niczego bez zgody innego człowieka.
Może to świat, w którym wszystko zostało wycenione, bo tylko to, co ma cenę, można kontrolować.
A może rzeczywiście – jak sugerowali dawni gnostycy – jest to pomysł pustynnego demiurga: boga-urzędnika, który stworzył świat niedoboru, by jego mieszkańcy byli zajęci przetrwaniem, a nie zadawaniem pytań.
Bo człowiek, który walczy o zapłatę rachunków, rzadko pyta, dlaczego w ogóle musi je płacić.
Ironia polega na tym, że im bardziej „rozwinięta” cywilizacja, tym więcej rzeczy staje się płatnych.
Najpierw jedzenie.
Potem ziemia.
Potem woda.
Dziś – cisza, prywatność, sen, uwaga.
Jutro – kto wie? Może czyste niebo albo brak reklam w myślach.
Zwierzęta są biedne, mówią niektórzy.
Nie mają pieniędzy.
Ale to człowiek jest jedyną istotą, która może umrzeć z głodu, siedząc w magazynie pełnym jedzenia – bo nie zapłaciła.
Może więc pytanie nie brzmi:
dlaczego tylko ludzie płacą za życie?
Może brzmi ono:
kiedy uznaliśmy, że życie przestało być prawem, a stało się usługą?
I czy na pewno był to krok w stronę światła, a nie kolejny podpisany – bez czytania – regulamin istnienia.
Skoro tylko człowiek płaci za życie,
to może nie żyjemy w świecie natury,
tylko w systemie rozliczeniowym.
A najdroższe w nim jest nie jedzenie,
nie woda
i nie dach nad głową —
Lecz odwaga, by zapytać:
kto wystawił ten rachunek
i dlaczego wszyscy go bez słowa regulujemy?


