Warsztatowo „Zielona Mila” to majstersztyk budowania napięcia rozłożonego na długi dystans – King prowadzi narrację powoli, z detalami codzienności więzienia, żeby tym mocniej uderzyć emocjami w kluczowych momentach. Ciekawe jest to, jak autor miesza gatunki: mamy tu kryminał, dramat obyczajowy i odrobinę fantastyki, a mimo to całość nie traci spójności – elementy nadprzyrodzone są tu tłem, nie sensacją samą w sobie. Postacie drugoplanowe, jak sadystyczny Percy Wetmore czy skazany Delacroix, są napisane z taką precyzją, że trudno o nie nie zapytać, gdyby ktoś planował adaptację. Sama książka jest oczywiście znana głównie za sprawą filmu z Tomem Hanksem z 1999 roku, ale lektura pierwowzoru daje więcej czasu na wejście w relacje między strażnikami a więźniami, których film z konieczności skraca. To rzadki przypadek, gdy King rezygnuje z czystego horroru na rzecz głębszej refleksji nad karą śmierci i ludzką naturą – i robi to znakomicie. Ocena 9/10.
O książce: Akcja powieści, zbliżonej klimatem do głośnej noweli tego samego autora, Skazani na Shawshank, toczy się w Ameryce lat 30. Jej bohaterowie to więźniowie oczekujący na wykonanie kary śmierci i pilnujący ich strażnicy. Wśród przebywających w więzieniu Cold Mountain skazańców znajduje się nieobliczalny, niezwykle agresywny młodociany zabójca William Wharton; jest Eduard Delacroix, niepozorny Francuz z Luizjany, który zgwałcił, zabił młodą dziewczynę i dla zatarcia śladów spalił kolejnych sześć osób. Jest wreszcie skazany za brutalny mord na dwóch małych dziewczynkach John Coffey, zagadkowy olbrzym o wiecznie załzawionych oczach, obdarzony niezwykłą mocą. Zieloną Milę zekranizował w 1999 roku Frank Darabont; główną rolę zagrał Tom Hanks.
Pełna recenzja wideo: https://www.youtube.com/watch?v=beIqEYF3mwI