Share this post on:

Kiedy Jezus oddał ducha na krzyżu, świat zadrżał. Dosłownie i w przenośni. Ziemia zaczęła drżeć, a słońce zgasło, pogrążając Jerozolimę w mroku. Ale to, co wydarzyło się chwilę później, do dziś pozostaje jednym z najbardziej zagadkowych, wręcz elektryzujących fragmentów w całej historii chrześcijaństwa. Co ciekawe – to również fragment, o którym niezwykle rzadko usłyszysz podczas niedzielnego kazania w kościele.

Ewangelista Mateusz pisze o tym bez owijania w bawełnę:

„Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało”.

Wyobraźcie sobie tę scenę. Jerozolima tonie w żałobie i chaosie. Pył po trzęsieniu ziemi jeszcze nie zdążył opaść, a po ulicach miasta zaczynają krążyć postacie, które od lat – a może nawet od wieków – powinny być jedynie prochem.

Ten krótki biblijny opis rodzi pytania, na które teolodzy i historycy od ponad 2000 lat nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć.

Anatomia biblijnej zagadki: Kim byli i co się z nimi stało?

Tekst Mateusza pozostawia gigantyczne pole do spekulacji. Nic dziwnego, że badacze Pisma Świętego do dziś łamią sobie na nim zęby, stawiając pytania, na które oficjalny kanon nie daje jasnych odpowiedzi:

  • Kim byli ci ludzie? Czy z grobów powstali pradawni patriarchowie, tacy jak Abraham, Izaak czy Jakub? A może byli to zwykli, niedawno zmarli sąsiedzi, których mieszkańcy Jerozolimy doskonale kojarzyli i pochowali zaledwie kilka lat wcześniej?
  • W jakich ciałach wrócili? Czy mieszkańcy Jerozolimy oglądali makabryczny widok powracających do życia, rozkładających się zwłok (niczym w kinie grozy), czy może były to świetliste, niematerialne i pełne chwały istoty?
  • Gdzie podziewali się przez dwa dni? Mateusz twierdzi, że groby otwarły się w piątek (w chwili śmierci Jezusa), ale zmarli weszli do miasta dopiero w niedzielę, czekając na zmartwychwstanie Chrystusa. Gdzie spędzili ten czas?
  • Jaki był ich dalszy los? To chyba najważniejsze pytanie: co stało się z nimi później? Czy po jakimś czasie umarli po raz drugi, dzieląc los wskrzeszonego wcześniej Łazarza? Czy może zostali zabrani bezpośrednio do innego wymiaru?

Co na to apokryfy i oficjalna historia?

Oficjalna historia oraz pozostali ewangelie milczą. Żaden inny autor Nowego Testamentu, ani żaden rzymski czy żydowski kronikarz (jak choćby Józef Flawiusz) nie wspomniał słowem o procesji zmarłych na ulicach świętego miasta. Dla historyków to potężny argument na rzecz tego, że opis Mateusza mógł mieć charakter czysto symboliczny – jako literacki obraz pokazujący, że śmierć została ostatecznie pokonana.

Luki te próbowały jednak wypełniać teksty apokryficzne, czyli te, które nie weszły do oficjalnego kanonu Biblii. Na przykład Ewangelia Nikodema bardzo szczegółowo i spektakularnie opisuje tzw. „zstąpienie do piekieł”, przedstawiając rozbicie bram otchłani przez Chrystusa i uwolnienie uwięzionych tam dusz sprawiedliwych.

Perspektywa alternatywna: Kosmiczny transport dusz?

A co jeśli świadkowie tamtych wydarzeń nie widzieli fizycznego powrotu ciał do życia, lecz coś znacznie bardziej zaawansowanego, co wymykało się ich czesnemu zrozumieniu świata?

W poszukiwaniu odpowiedzi warto zerknąć na alternatywne i kontrowersyjne źródła, takie jak Księga Urantii. Rzuca ona zupełnie nowe światło na całe zajście, odrzucając makabryczną wizję „chodzących zwłok”. Według zawartego tam przekazu, w momencie zmartwychwstania Jezusa doszło do zjawiska nazwanego reurekcją dyspensacjonalną.

Według tej teorii, tysiące dusz z przeszłości nie odzyskało ludzkich ciał, lecz otrzymało tzw. formy morontialne – czyli byt pośredni między materią a duchem.

To, co Mateusz zinterpretował i opisał jako wyjście z grobów, miało być w rzeczywistości masowym awansem i ewakuacją istot duchowych do wyższych wymiarów wszechświata. Mieszkańcy Jerozolimy o wysokiej wrażliwości duchowej mieli po prostu dostrzec blask tego potężnego, kosmicznego transportu dusz. Czy to możliwe, że pod biblijnym, archaicznym opisem kryje się mechanizm, który współczesna fizyka lub nauka nazwałaby przejściem do innego wymiaru?

Dosłowny fakt czy wielki symbol?

Mateusz zostawia nas z obrazem otwartych grobów i wielką ciszą. Do dziś nie wiemy, czy był to dosłowny fakt historyczny, który zszokował i przeraził ówczesnych świadków, czy może potężna, bliskowschodnia metafora literacka.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy wierzycie w dosłowne powstanie zmarłych z grobów, symboliczną wizję triumfu nad śmiercią, czy może przemawia do Was koncepcja międzywymiarowego przejścia?

Podzielcie się swoją teorią w komentarzach pod artykułem!