Share this post on:

Uf, ale zgłodniałem. Ostatnio ciągle zmieniała się pogoda i wiejący ze wschodu zimny wiatr schładzał wodę w jeziorze, przez co jakoś nie chce mi się jeść. W nocy było dużo światła z tego srebrnego źródła, które rozświetlało jezioro. Nie lubię, jak ono tak mocno świeci. Wtedy nie chce mi się wcale nic robić, a o jedzeniu nie ma mowy.

Dziś jednak jest inaczej, bo światła w nocy było mniej, zaś rano wiał wiatr w stronę tego dziennego żółtego źródła, które daje takie przyjemne ciepełko. Trzeba więc poszukać czegoś pysznego do zjedzenia. Popłynę sobie w stronę dziennego źródła światła, bo w tamtą stronę wieje wiatr. Będzie tam dużo naniesionych przez wodę smakołyków. To jest po przeciwnej stronie jeziora, kawał drogi, ale trudno … Potrafię szybko pływać, więc będę tam dość szybko. No to do dzieła; nabieram powietrza do pęcherza i zasuwam tuż pod taflą, prosto pod ten drugi brzeg, gdzie woda jest zmącona wiatrem. Tam będzie co jeść. No proszę, jaki jestem szybki – już mam połowę drogi za sobą. Może sobie wyskoczyć nad powierzchnię? Tak wyskoczę sobie, jak już będę w pobliżu tamtego brzegu. Jeszcze tylko kilka machnięć ogonem i już jestem. No dobra, lekko przynurzam i teraz z całej siły do góry. Gazu, gazu, już, już jestem tuż, tuż pod powierzchnią i zaraz będę nad wodą. No to hop … 

Aaa!, cudownie, hi, hi – latająca ryba ze mnie he, he! Już spadłem do wody, ale narobiłem hałasu … coś chlupnęło, jakby ktoś worek kartofli do wody wrzucił He, he. No dobra wyskakuję jeszcze raz, chcę zobaczyć, co się dzieje na brzegu. No to nura, i z całej siły do góry. Udało się znowu, ha, ha, hura, lecę… O widzę, że na brzegu ktoś jest. Jeszcze nigdy nie widziałem tego osobnika. To człowiek wiem o tym, istota z lądu. Nie wiem jak, oni tam żyją na tym lądzie i wcale mnie to nie obchodzi, bo mi dobrze w wodzie. Mówili mi jednak, że ludzie są niebezpieczni i żeby ich unikać. Ale, ale, coś czuje w moim nosie?! Zaraz, zaraz, z której to strony? Już wiem, trochę bliżej brzegu. Płynę tam! Ten super – zapaszek dociera do moich otworów nosowych, aż przyjemnie powąchać. Co to za zapach, w jeziorze rzadko coś tak ładnie pachnie …? Takie słodko-kwaśne, ciekawe, co to jest? Podpłynę bliżej i zobaczę. A to co? Jakieś kulki w czerwonym kolorze? Jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Co to jest? Jakieś dziwne, hm? Powącham je sobie jeszcze… No, no pachną bardzo ciekawie i jest ich tu dużo. Coraz bardziej intrygują mnie te kulki, mają ładny zapach… Sprawdzę wąsikami, jak smakują? Podotykam je z różnych stron i zobaczę. Hm ciekawy smak? Co to może być? Zaryzykuję z ciekawości i spróbuje jedną. Trzeba ją tylko zassać moim wysuwalnym pyszczkiem i już będę wiedział. No to do dzieła, am, am i już mam ją w gardle. Jaki ona ma cudowny smak! Niebo w gębie, mniam, mniam, pychota! Ciekawe, jaka będzie, gdy ją rozgryzę zębami, które mam w gardle. Chrup, chrup… No, to jest cudowne, super, czegoś takiego nigdy nie jadłem. Zasysam następną i następną i kolejną i jeszcze i jeszcze. Ale wyżerka!. Ciekawe, czy uda mi się zjeść wszystkie, zanim nie nadpłyną inne ryby. Ten zapach tak się roznosi po jeziorze, że na pewno moi krewniacy zaraz tu będą i będę się musiał z nimi podzielić tymi cudownymi kuleczkami. Jestem już najedzony, bo zjadłem dużo tych kulek, ale jeszcze sporo ich tu jest. Co tu zrobić, żeby inni mi ich nie wyjedli, zanim nie strawię, tego, co zjadłem? Czuję przez nos, że inni się tu już zbliżają. Szkoda, nie lubię się dzielić, ale oni już są tu tak blisko, że nie zdążę. Czuję ich zapach i czuję drgania wody jak tu nadpływają całym stadem. Trudno, trzeba się będzie podzielić z krewniakami. Tylko zanim oni tu dopłyną, to jeszcze wchłonę kilka kulek. Jest ich tu dużo i nie ma, co się zastanawiać, bo są pyszne. No to chaps następną, i następną i następna, ale wyżerka!

Super! Oj, coś twardego zassałem z jedną kulką i wbiło mi się w dolną wargę. Nieprzyjemne uczucie… Odpłynę kawałek, może uda mi się tego jakoś pozbyć. Ale co to, popłynąłem kawałeczek, a to coś mnie zaczęło ciągnąć! O co tu chodzi? A zresztą, nie interesuje mnie to, zmykam stąd. Oj, coś nie tak, znowu mnie to ciągnie…? Czuję jakąś cienką linkę, która wystaje mi z pyska i ciągnie w stronę brzegu. Co to jest? Chyba już kiedyś miałem z tym do czynienia, jak byłem jeszcze małym karpikiem. Co ja wtedy zrobiłem? Popłynąłem w trzciny i jakoś to mi wypadło z pyska. No jasne, prosta sprawa, no to kierunek trzciny i problem rozwiązany! Ciężko coś mi się płynie w trzciny, ta linka mnie ciągnie w drugą stronę. Myślę, że jednak dam radę dopłynąć. Tak, już jestem w trzcinach. Pobuszuje tu trochę i zaraz się uwolnię… Oj, coś nie jest tak! Nadal mam to twarde wbite w wargę, nadal mnie ciągnie ta dziwna linka. Co tu zrobić? Uciekam do domu i tyle! No to na szeroką wodę. Ciężko idzie, ale jakoś z trudem płynę. Ta przeklęta linka nadal mnie ciągnie! Co jest grane? Już nie mam siły… Chyba się poddam. Jestem coraz słabszy, a ta linka ciągnie mnie w stronę brzegu, i czuję, że płynę w tamtym kierunku, choć wcale tego nie chcę! Oj, niedobrze! Spróbuję jeszcze zanurkować i uderzyć pyskiem w dno, może to coś mi wypadnie z niego. No to nura z całej siły! Dno już coraz bliżej i bliżej, jest, łup! Ale przywaliłem! Niestety, to coś nadal tkwi wbite w moją wargę. Nie mam już siły. Podciąga mnie to pod powierzchnię. Tam już nie będzie się gdzie schować! Ale, ale, przecież mogę jeszcze spróbować tę linkę przeciąć swoją płetwą grzbietową. Właśnie, porobię młynki pod powierzchnią i spróbuję, może się uda to przeciąć. Nawet nie musiałem płynąć pod taflę wody, ta przeklęta linka mnie tam wyciągnęła sama. No to teraz zrobię kilka młynków i turlanko. Jak mi się ta linka zaczepi o płetwę grzbietową, to ją przetnę i już mnie tu nie ma! Coś jednak nie tak się dzieje… nie mogę tej linki zahaczyć. Za to ona coraz bardziej mnie ciągnie w stronę brzegu. Nie podoba mi się to! Jestem już bardzo blisko brzegu i widzę nad wodą tego człowieka, który tam stał. Co on robi? Wciągnął mnie w jakiś czarny worek i podnosi do góry?! Jestem zmęczony i nie mam czym oddychać! Co on mi robi? Położył mnie na jakiejś dziwnej śliskiej powierzchni i leje na mnie wodę. Dziwne to jest, ale przyjemne. Trochę odpocznę sobie, a potem jakoś spróbuje stąd zwiać. Ten człowiek, co on robi? Wyjął mi z pyska ten twardy ostry przedmiot, który mi się tam wbił i którego nie mogłem w żaden sposób usunąć. Teraz położył mi coś ciemnego na głowę i dalej leje na mnie wodę. Dziwne to jest… Coraz bardziej jednak słabnę i trudno mi się oddycha bez wody. Oj, ten człowiek mnie łapie i podnosi do góry?! Po co on to robi? Trzyma mnie tak dość długo. Zdjął mi to coś czarne z głowy i dalej mnie trzyma w swoich dziwnych płetwach. No, skończył i położył znowu na tę śliską powierzchnię. Teraz chyba mnie podniósł i gdzieś niesie. Co się dzieje? Czuję wilgoć, chłód, nie, nie mylę się, czuję wodę. Tak, jestem w wodzie! Hura! Znowu mogę oddychać i pływać swobodnie! Jestem wolny, wolny, wolny!!! Wracam do siebie, na dziś mam dość wrażeń, a trzeba też strawić te pyszne czerwone kuleczki, którymi się najadłem na zapas. Ciekawe, czy moim krewniakom też smakowały. Może wszystkich nie zjedli, było ich tam dużo, jak trochę odpocznę i nabiorę sił, to znowu przypłynę w to miejsce, może jeszcze kilka zostało, to sobie zjem. Teraz wracam do domu i się trochę prześpię.

Płynę dziś w zatoczkę, która jest teraz po stronie żółtego źródła światła. W jej stronę jak widzę wieje wiatr. Muliste dno będzie tam poruszone i łatwiej będzie się można dobrać do mięczaków, które tam mieszkają, a które uwielbiam. No to w drogę, płynę.

 Przypomniałem sobie, że w tej zatoczce jest też dużo larw owadów. Je także uwielbiam. Tam na brzegach rosną krzewy i drzewa i tych larw jest dużo, bo owady się rozmnażają w wodzie. Dziś mam ochotę na mięsko. Zobaczę, co też tam znajdę. Szybki ze mnie pływak – już jestem w zatoczce i widzę, że woda jest bardzo mętna. To nic, dam radę. Mam czuły węch i z łatwością odnajduję to, czego chcę, nawet jak nic nie widać. Właśnie wyczułem w mule zapach takich robaków, które się w nim zagrzebują dość głęboko. Poryję w tym mule i zjem sobie kilka. Mój pysk ma możliwość robienia dołków i grzebania w mule i piasku. To dla mnie zawsze była świetna zabawa, zwłaszcza że zawsze coś tam pysznego znalazłem. O i właśnie są tu te pyszne larwy – nawet nie musiałem mocno grzebać. Zjem ich trochę, – pychota …

Czuję też taki dziwny zapach pośrodku zatoczki. Co to jest za zapach? Aha, przypomniałem sobie. To są te pyszne skorupiaki. Ich też dziś sobie kilka zjem. Mają bardzo twardą skorupę, ale jak je potraktuję moimi zębami gardłowymi, to pękają i można ze środka wyciągnąć mięso. No to do dzieła. Najpierw ta większa, potem mniejsza i jeszcze kilka innych. No i najadłem się znowu. Coś jednak czuję, że nadal jestem głodny, tylko mam ochotę zjeść coś innego. Hm? Kiedyś trafiłem na takie żółte nasiona. Były twarde, ale bardzo smaczne. Gdzie one leżały? Już sobie przypomniałem. Znalazłem je blisko takich belek powbijanych w dno jeziora. Popłynę tam i zobaczę czy, ich nie ma. A jakże, są! Hura! Widzę, że leszcze też lubią te nasiona. Całe stado leszczy krąży tu wokół nich. Trzeba się pospieszyć, bo mi wszystko zjedzą. O dziś oprócz tych żółtych nasionek są też jakieś inne mniejsze i okrągłe, też pyszne, a jak ładnie pachną!

A co to? Coś mi spadło na grzbiet. Jakieś sypkie i pachnące, drobne bardzo, ale smaczne. Poczułem ten smak przez skórę. To jakieś drobinki roślinne, spadają z góry w postaci kul… dziwne. Muszę zobaczyć, co się dzieje nad wodą? Skąd one spadają? Nie ma co, wyskakuję nad powierzchnię. He, he, znowu jestem latającą rybą. O widzę, że na tych drewnianych belkach, które są wbite w dno jeziora, stoi człowiek i to on wrzuca te rozdrobnione nasiona. Jak one pięknie pachną! Niestety jestem tak najedzony, że już nic więcej nie przełknę. Niech się leszcze najedzą w spokoju. Płynę tam, gdzie wczoraj znalazłem te kolorowe kulki. To jest dość daleko i jestem bardzo najedzony, więc popłynę sobie powolutku. Nie muszę się śpieszyć. Od kilku dni jest cieplej, niż było wcześniej i zupełnie inaczej się czuję. Dziś się najadłem i chyba mi wystarczy. Żółte źródło świeci już dość mocno; pewnie moi krewniacy też już się najedli i teraz gdzieś leniuchują. Płynę w kierunku tych kulek, które wczoraj znalazłem. Miały taki cudowny smak i zapach. Ciekawe, czy dziś też tam są?

Wolno, bo wolno, ale dopłynąłem. I co widzę? Całe stado moich krewniaków krąży tu przy dnie i zajada czerwone kulki. A temu co? Co się stało temu karpiowi? Niby płetwami macha jak szalony, a w miejscu stoi? Nie wiem, o co chodzi? Trochę mi to przypomina moją wczorajszą przygodę. Tak, tak, zupełnie jak ja … i właśnie zaczął płynąć w kierunku trzcin. Ciekawe, czy mu się uda. Mniejsza o to, szukam kulek. Już prawie wszystko zjedzone! Zostały pojedyncze tylko. Nie chce mi się ich ruszać, choć pachną bardzo interesująco. Ale, ale tu dołku zostało dość sporo tych kulek. Moi krewniacy ich nie znaleźli. Szkoda, że mam pełny brzuch, bo bym je sobie zjadł. Hm, szkoda też tych kulek, bo może ich więcej nie będzie. Już wiem: położę się na nich i je zasłonię. Jak zgłodnieję, to je sobie zjem. Nikt mnie nie jest w stanie przesunąć. Jestem największym karpiem w tym jeziorze.

***

Kiedy karp wyrusza na żer, nigdy nie wiadomo, jaki pokarm trafi na jego „stół”. Karp to największy żarłok wśród ryb, mający w swoim menu zarówno pokarm zwierzęcy, jak i roślinny. Jednak, choć żywi się właściwie wszystkim, jest bardzo wybredny w doborze pożywienia. Wyszukuje pokarm, który jest mu w danej chwili potrzebny i na który ma ochotę. Jeśli znajdzie taki pokarm, to nie przestanie żerować, dopóki nie opróżni całego „stołu”. Jeśli tego pokarmu jest za dużo, potrafi go bronić przed innymi, zanim nie strawi wcześniej pobranego. Często robi to w dość wyszukany sposób, zasłaniając zastawiony suto „stół” swoim niemałym ciałem (takie niepotwierdzone przez ichtiologów opowieści o karpiach, krążą wśród karpiarzy). 

Do poszukiwania pokarmu służy karpiowi jego doskonały węch. Aparat węchowy karpia znajduje się na głowie, a składa z dwóch par otworów węchowych. Te otwory, to zewnętrzne części narządu węchu. Woda wpływa do nich dolnymi otworami, dociera do wewnętrznych płatków węchowych usianych receptorami, a następnie wypływa tylnymi otworami. Każda para otworów węchowych działa od siebie niezależnie. Ponieważ są one umiejscowione po dwóch stronach głowy, karp z łatwością może rozpoznać, z którego kierunku pochodzi docierający do niego zapach. Oprócz węchu, karp w wyborze pokarmu posługuje się smakiem. Do rozpoznawania smaku służą mu zaopatrzone w pączki smakowe, znajdujące się w pysku i jego okolicy specjalne brodawki. Pączki smakowe u karpia znajdują się również na jego wąsach i na całym ciele aż po ogon. Karp doskonale rozróżnia smak gorzki, słony, kwaśny i nade wszystko słodki.

Tak doskonale wyposażony w instrumenty do penetrowania wody i rozpoznawania pokarmu karp, wyruszając na żer szuka zawsze tego, na co w danej chwili ma ochotę. Jego łupem padają przeróżne zwierzęta rozwijające się i żyjące w bentosie, takie jak larwy owadów, ślimaki, małże, raki, ochotki i inne. Z pokarmu roślinnego, karp nie pogardzi dosłownie niczym, począwszy od nasion roślin strączkowych, zbóż, ziemniaków, pieczywa, owoców, a także roślinności wodnej. Zjada także ikrę innych ryb, jak i same ryby również.

Ten wszystkożerca potrafi mieć swoje kaprysy i omijać nawet najbardziej wyszukany pokarm, jeśli mu on w danej chwili nie odpowiada. Żeruje najintensywniej od kwietnia do października, okazując najwyższą aktywność w miesiącach letnich. Najczęściej przystępuje do żeru przy stabilnej pogodzie, długo utrzymującym się na wysokim poziomie ciśnieniu atmosferycznym, wiatrach południowych i zachodnich. Do żeru pobudza go też nagły spadek ciśnienia nadchodzący wraz z letnimi burzami. Oczywiście żer karpia, tak jak i innych ryb, jest uzależniony od faz księżyca, co udowodniono już naukowo.

Ciekawostką w sposobie żerowania karpia jest to, że pobiera on pokarm zarówno z dna jeziora, jak i toni wodnej, a także z lustra wody. Jest więc rybą wszystkożerną i bardzo wszechstronną, jeśli chodzi o miejsce znajdowania pokarmu. Szukając pokarmu na dnie zbiornika, karp zasysa z wodą zalegający na dnie muł i piasek i w nim szuka swoich smakołyków, odfiltrowując nieorganiczne cząstki. Karp posiada zęby gardłowe, które są bardzo skuteczną „zgniatarką”, za pomocą której z łatwością gruchocze muszle skorupiaków, nasiona i inne twarde pokarmy. Ułatwia mu to ich trawienie, gdyż karp nie posiada żołądka.

Czy karp, żarłok nad żarłoki, jest łatwą zdobyczą wędkarską? Przenigdy! Żeruje intensywnie kiedy sprzyjają mu warunki atmosferyczne. W wodzie poniżej 8º C raczej nie pobiera pokarmu. Lubi ciepło, ale też nie nadmierne, bo zaprzestaje intensywnego żerowania w temperaturze wody powyżej 20º C. Nie znaczy to jednak, że w niskich i wysokich temperaturach nie żeruje wcale, owszem żeruje, ale mniej intensywnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *